Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Gadające głowy
2012-07-01
Paweł Pieniążek

Metro Twerska. W kolejce pustawo. Czekają głównie starsi ludzie. Z ciekawością przyglądają się wysiadającym z metra członkom Rosyjskiej Partii Republikańskiej w biało-czerwonych barwach. Szczególne zainteresowanie budzi mężczyzna z Petersburga w białej koszulce z napisem: „Piter przeciwko Putinowi”.

Wyczuwa się napięcie. Na stacji poza małymi grupami udającymi się na Marsz Milionów, praktycznie nie ma żywej duszy, ale przede wszystkim nie ma żadnego omonowca.

Strastny Bulwar. Jest pochmurnie i mokro po niedawnym deszczu. Policjant monotonnie powtarza przez megafon, żeby nie blokować chodnika i nie przeszkadzać mieszkańcom miasta. Nie ma tu chyba jednak nikogo, kto nie szedłby na protest. Niezainteresowani, jeśli mogą, korzystają z długiego weekendu. Przed Teatrem Puszkina jest trochę ciasno, stoją tam różnokolorowi działacze partyjni. Widać kilka osób z Jabłoka i Sprawiedliwej Rosji.

Na Pietrowskim Bulwarze mijam kilka niezorganizowanych grupek. Przy wykrywaczach metalu policja dokładnie sprawdza wszystkich.  

– Proszę wyjąć wodę i się napić – mówi młoda policjantka.

Kolej na aparat.

 – Proszę zrobić zdjęcie i je pokazać. Proszę się nie spieszyć. – Spokojnie wydaje kolejne polecenia, nie zważając na zniecierpliwionych ludzi. Udało się. Jestem na miejscu rozpoczęcia Marszu.

 

Wesoła gromadka

Pierwszą kolumną, na którą trafiam, są nacjonaliści. „Chwała wielkiej Rosji” – krzyczą. W większości ubrani na czarno, niektórzy w beretach. Mają czarno-żółto-białe dodatki, nawiązujące do flagi Imperium Rosyjskiego i dynastii Romanowów. Hasła na banerach wzywają do walki z „azjatyckim despotyzmem” Władimira Putina. W środku ich pochodu ciągnie się mokra od deszczu, ogromna imperialna flaga. Trochę dalej orszak honorowy – dwóch bębniarzy i chorąży w mundurze.

Fot. Paweł Pieniążek

Krąży tu też wielu „starych opozycjonistów”, którzy od dobrych kilku lat próbują porwać rosyjskie społeczeństwo. Są też tacy, którzy zmienili barwy i z obozu władzy przeszli do opozycji. Bokiem przemykają były premier Michaił Kasjanow i deputowany do Dumy pierwszych czterech kadencji Władimir Ryżkow, który ukrywa się za ciemnymi okularami. Wszyscy wyglądają poważniej niż na co dzień, w telewizyjnych programach.

Nie brakuje również grup apolitycznych, niezwiązanych z żadnym konkretnym środowiskiem czy partią.

– Chcę, żeby w tym kraju można było żyć w ludzkich warunkach i żeby ten reżim upadł. Chcę, żeby powstało normalne państwo konstytucyjne – odpowiada zapytany o poglądy polityczne dwudziestoletni student Andriej. Trzyma długi pałąk z flagą Moskwy.

Fot. Paweł Pieniążek

Po drugiej stronie lewica, anarchiści, mniejszości seksualne i grupa wsparcia zespołu Pussy Riot. Łopoczą czerwone flagi lewicowych organizacji i Związku Radzieckiego, wplatają się w to tęczowe transparenty ruchu LGBTQ. Obok nich są i czerwone-czarne.

– Rosja to lewicowe państwo. Bardzo dużo ludzi głosuje na komunistów czy socjalistów – tak jak w całej Europie. W Rosji KPRF nazywa się komunistami z tradycji, chociaż nie sądzę, żeby zakazali istnienia jakichś partii, gdyby doszli do władzy – uważa zdeklarowany komunista, czterdziestodwuletni Aleksander. W granatowej koszulce i zawiązanej na szyi fladze ZSRR przypomina radzieckiego Supermana.

Fot. Paweł Pieniążek

Lewicową kolumnę otwiera Front Lewicy z Siergiejem Udalcowem na czele. Ubrany na czarno, w przeciwsłonecznych okularach jest najbardziej obleganą przez media postacią. Zbliżenie się do niego graniczy z cudem.

Za Frontem Lewicy grupa ludzi trzyma wielką styropianową różową kominiarkę – znak rozpoznawczy zespołu Pussy Riot. Obok nich mężczyzna w średnim wieku niesie plakat z napisem „Wolność Pussy Riot!”, na którym jedna z członkiń zespołu jest przybita do prawosławnego krzyża.

Fot. Paweł Pieniążek

 

Eklektyczna koalicja

Normalnie wielu z przybyłych nie stanęłoby obok siebie. Teraz jednoczy ich jednak wspólna sprawa – obalenie władzy i zbudowanie demokratycznego państwa.

Chwilę po trzynastej Marsz powoli rusza. Deszczowe chmury zniknęły i pojawiło się mocne słońce, jeszcze bardziej podgrzewające atmosferę. Działacze Frontu Lewicy muszą odsuwać dziennikarzy od idącego na czele Udalcowa, aby kolumna mogła przejść. Udalcow z mikrofonem wygłasza przemówienia i rzuca różne hasła, które tłum w mig podchwytuje. Wkrótce wszyscy zaczynają śpiewać kultową piosenką Wiktora Coja z czasów pierestrojki Pieriemien: „Zmian! Potrzebują nasze serca. Zmian! Potrzebują nasze oczy (…) My żądamy zmian!”.

Wielu komentatorów krytykuje ruch niezadowolonych, zarzucając mu, że nie sformułował konkretnego programu i brak mu lidera. Tak szeroki sojusz społeczny musi być jednak taktyczny i „krótkoterminowy”. W protestach biorą udział wszystkie opcje polityczne, które nie mają – i mieć nie powinny – wspólnych postulatów. Wszyscy zgadzają się tylko co do jednego (a przynajmniej tak deklarują): Rosję należy zdemokratyzować.

 

Władza odradza

Tłumy wyszły na ulice, chociaż władza chciała dać wszystkim do zrozumienia, że nie warto. Dwa dni wcześniej zaczęły się przeszukania w mieszkaniach osób zaangażowanych w protesty, a kilku osobom – w tym Udalcowowi – kazano stawić się na przesłuchaniu na dwie godziny przed protestem. Znacznie podwyższono wysokość grzywien grożących uczestnikom i organizatorom, którzy podczas manifestacji złamią prawo. A zrobić to bardzo łatwo –wystarczy na przykład wejść na chwilę na trawnik. Wciąż trwają procesy osób zatrzymanych 6 maja.

Media na dzień przed Marszem poinformowały, że 12 czerwca w Moskwie będzie ponad dziesięć tysięcy policjantów. Czterdziestopięcioletnia konserwatystka Anna mimo obaw postanowiła pójść na Marsz. Chce „żeby nie rządził car uzurpujący władzę, a naród”.

– Wzięłam ze sobą większe zapasy, bo nie wiem, kiedy wrócę do domu – mówi.

 

Wymyślić się na nowo

Ruch protestu musi znaleźć odpowiedź na najistotniejsze pytanie: w jaki sposób wymyślić się na nowo? Potrzebne są nowe formy aktywności. I powoli się pojawiają.   

Nowością jest ruch Occupy. Pozwolił on po raz pierwszy dojść do głosu szeregowym uczestnikom protestów. Każdy mógł budować obóz i uczestniczyć w dyskusjach. Pierwszy raz w krótkiej historii ruchu, wszyscy mogli decydować o wszystkim od początku do końca – nie tak, jak to bywa na zorganizowanych protestach. Wówczas ludzie tylko stoją i słuchają przemawiających kolejno na scenie opozycjonistów.

Inną inicjatywą obywatelską były tak zwane narodowe spacery. Mieszkańcy zaczęli łączyć się w małe grupy, które bez żadnych okrzyków i transparentów paradowały po mieście z białymi wstążkami. Ludzie naigrywali się w ten sposób z władz.

Na tym bolączki protestujących się nie kończą. Opozycja stoi również przed problemem, w jaki sposób zyskać poparcie niezadowolonej i jednocześnie niewłączającej się w ruch protestu części społeczeństwa.

 

Zmienić zmieniających

Prospekt Sacharowa. Scena z obu stron otoczona jest rzędami budynków. Cały prospekt wypełnili już ludzie i opozycjoniści zaczynają przemawiać. Usłyszeć można wszystkich i wszystko: począwszy od Udalcowa, poprzez ludzi walczących z wyrąbywaniem lasów, na liberałach pokroju Borysa Niemcowa skończywszy.

– Będą wolne wybory. Popieracie to? – pyta Udalcow ze sceny.

– Taaaaak! – odpowiada tłum.

Dźwięk niesie się po budynkach. Aż ciarki przebiegają po plecach. Udalcow wzywa zebranych na placu do rozpoczęcia „rosyjskiego lata”, podczas którego mają trwać spontaniczne okupacje i spacery z białymi wstążkami.

Fot. Paweł Pieniążek

Z każdym następnym wystąpieniem ludzi jest coraz mniej. Na koncercie została już garstka. Mimo nieposłuszeństwa społeczeństwa i „zepsucia” Dnia Rosji omonowcy cały czas spokojnie stali w szeregach. Nikt nie został zatrzymany.

Mimo niesłabnącej chęci udziału w protestach ich uczestnicy mają dosyć gadających głów, które po raz kolejny odtwarzają tę samą płytę, w kółko mówiąc o uczciwych wyborach i walce z korupcją. Możliwe, że pewnego dnia także występujący na scenie usłyszą głos gdzieś z tłumu: „My żądamy zmian!”.

 

Paweł Pieniążek jest dziennikarzem Krytyki Politycznej

 

 Autor dziękuje warszawskiemu przedstawicielstwu Fundacji im. Heinricha Bölla za umożliwienie wyjazdu do Rosji.

 

 


Polecamy inne artykuły autora: Paweł Pieniążek
Powrót
Najnowsze

Żyliśmy jak ludzie wolni. Rozmowa z Siergiejem Kowalowem

17.11.2017
Marek Radziwon Siergiej Kowalow
Czytaj dalej

Nowe otwarcie?

15.11.2017
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Czeczeński stalinizm

13.11.2017
Artiom Filatow Elena Miłaszina
Czytaj dalej

Palone mosty

10.11.2017
Michał Potocki
Czytaj dalej

Utopia, modernizacja, terror – 100 lat po Październiku 1917

09.11.2017
NEW
Czytaj dalej

Cel: Putin 4.0

08.11.2017
Karol Bijoś
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu