Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
EuroŁotwa
2014-02-28
Tomasz Otocki

Waldemar Tomaszewski kandydujący na Litwie i Silvio Berlusconi w Estonii – więcej doniesień i plotek w polskich mediach o wyborach do parlamentu europejskiego w trzech nadbałtyckich krajach brak.

Warto jednak zerknąć, jak do wyborów europejskich przygotowuje się Łotwa. Będzie to istotne tym bardziej, że nad Dźwiną eurowybory są rozgrzewką przed dwoma wielkimi bataliami: o stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej dla Valdisa Dombrovskisa i październikowymi wyborami do Sejmu.

 

Starcie giganta z kogutami?

Jeszcze parę miesięcy temu wydawało się, że zaplanowane na Łotwie na 24 maja wybory do Parlamentu Europejskiego przejdą bez echa, partie szykowały listy mniej więcej takie, jak w 2009 roku. Do wyborców napłynęło raptem kilka ciekawych informacji. Okazało się, że w wyborach reelekcji nie uzyska Alfrēds Rubiks – rosyjska partia Zgoda chcąc zabłysnąć na socjaldemokratycznych salonach europejskich dość nieelegancko wyrzuciła tego wiekowego komunistę z pociągu pędzącego do Strasburga. Podobny los spotkał również ekspremiera Ivarsa Godmanisa, bo choć dobrze oceniano jego pracę w Brukseli, to stronnictwo LPP/LC, które nominowało go w 2009 roku, przestało istnieć, a inni wsparcia odmówili.

Styczniowa decyzja Valdisa Dombrovskisa o rezygnacji z funkcji szefa rządu radykalnie zmieniła sytuację. Wcześniej cieszący się poparciem premier, nagle stał się bezrobotny, a powrót do roli szeregowego posła raczej go nie satysfakcjonował. Wymyślono więc ciekawe rozwiązanie – najbardziej popularny w elektoracie łotewskojęzycznym polityk ma stanąć na czele listy prawicowej Jedności w wyborach do parlamentu europejskiego. Wcześniej wiele osób obawiało się, że choć pracują jak mrówki – mowa tutaj o Sandrze Kalniete czy Artursie Krišjānisie Kariņšu – prawicowi posłowie do Parlamentu Europejskiego raczej nie wygrają konkurencji z rosyjską partią Centrum Zgody.

Decyzja Dombrovskisa pozwala jednak Jedności mieć nadzieję na zdobycie nawet czterech z ośmiu europejskich mandatów, które przynależą Łotwie. Szanse partii są o tyle większe, że konkurencyjna socjaldemokratyczna Zgoda zaproponowała wyborcom kontrowersyjną listę – wśród szesnastu nazwisk znalazła się na niej zaledwie dwójka Łotyszy. „Co to za zgoda, skoro kandydują prawie sami Rosjanie" – pyta centrowo nastawiona część elektoratu partii, zastanawiając się, czy nie oddać swojego głosu na inne ugrupowanie. Pomijając jednak kwestie etniczne, wśród kandydatów Zgody znalazło się kilku znanych działaczy. Są to przede wszystkim: Boris Cilewicz (numer 1, bardzo doświadczony na salonach Rady Europy działacz na rzecz praw mniejszości), Andriej Mamykin (numer 4, świetny dziennikarz, którego program „Bez cenzury" oglądali nie tylko Rosjanie), czy Andriej Klementiew (numer 3, rzeczowy polityk nie wdający się w głupie przepychanki słowne). Nikt z nich nie ma jednak starć w starciu z Dombrovskisem.

Choć więc jeszcze rok temu było to mało prawdopodobne, dziś prawicowa Jedność ma szansę, aby pokonać rosyjską Zgodę. Jedność podejmuje jednak ryzykowną grę umieszczając na liście wielu znanych polityków. Sukces Jedności w eurowyborach będzie oznaczał uszczuplenie kadr w kraju. Na kilka lat do Strasburga przenieść mogą się m.in. Sandra Kalniete (była minister spraw zagranicznych Łotwy i autorka poczytnej książki W baletkach w syberyjskim śniegu), Artis Pabriks (wieloletni minister obrony w rządzie Dombrovskisa), Ojārs Ēriks Kalniņš (szef Komisji Spraw Zagranicznych), Aleksiej Łoskutow (działacz antykorupcyjny), czy dotychczasowi europosłowie Kārlis Šadurskis i Ines Vaidere.

 

Pszczoły w natarciu

„Nie wierzę w Tatianę Żdanok, ona już jest passé, a radykalna postawa pszczół zraziła do niej resztę rosyjskich wyborców" – powiedział mi młody Rosjanin spotkany w oddalonej o 50 kilometrów od Rygi Jełgawie (w zeszłym roku „pszczoły" nie wystawiły tam nawet listy do rady miejskiej, dziś cieszą się półprocentowym poparciem). Wielu postawiło już na liderce „pszczół" krzyżyk.

Tymczasem rozczarowująca lista Zgody kazała Tatianie Żdanok, działaczce mniejszości rosyjskojęzycznej, jeszcze raz zawalczyć o mandat poselski. Będąca nieprzerwanie od 2004 roku europosłanką Żdanok zwija teraz transparent „praw człowieka" (którym wymachiwała nawet w Strasburgu, oskarżając Rygę o liczne naruszenia) oraz zmienia nazwę swojego ugrupowania na prostszą: Związek Łotewskich Rosjan.

Pomóc może jej gafa, którą wobec mniejszości narodowych popełniła Jedność – za sprawą nowej minister oświaty znów zaczęto mówić o przejściu od 2018 roku szkół mniejszościowych w zupełności na język łotewski. Wielu Rosjan boi się tymczasem takiego rozwiązania jak ognia. Może to sprawić, że raz jeszcze zaufają oni Tatianie Żdanok, która interesu rosyjskiego broni – według wielu – o wiele żarliwiej niż „grzeczny chłopiec", burmistrz Rygi Nił Uszakow.

Swoją listę wystawią w wyborach także narodowcy – jedno z pięciu stronnictw, tworzących rząd Laimdoty Straujumy. O ile jednak w zeszłym roku ostrzyli sobie zęby na dwa mandaty w Strasburgu (drugi szykowano dla młodych: Baiby Broki albo Rihardsa Kolsa), to za sprawą poczynań Dombrovskisa, skończy się prawdopodobnie tylko na jednym mandacie. Obejmie go zapewne walczący w Strasburgu o ważne projekty transportowe i energetyczne w Europie Wschodniej Roberts Zīle.

Listę wystawią też Partia Reform (bez szans na sukces) oraz Związek Zielonych i Rolników (z szansami nieco większymi, choć do tej pory nie posiadali swoich przedstawicieli w Strasburgu). O socjaldemokracji, która jest zaledwie cieniem tej, która rządziła Łotwą do 1934 roku, nie ma co mówić – podobnie jak o „Alternatywie" Aleksandra Mirskiego.

 

Komisarz Valdis

Dombrovskis albo obejmie ważną funkcję w Unii Europejskiej, albo wróci na stanowisko premiera rządu po wyborach w październiku 2014 roku. Obecnie cała Łotwa (głównie jednak jej łotewskojęzyczna część) trzyma za niego kciuki, by uzyskał nominację Europejskiej Partii Ludowej na szefa Komisji Europejskiej. Kandydat EPL na to stanowisko ma zostać wybrany na szczycie partii w Dublinie na początku marca. Kandydaturę Dombrovskisa wysunęła nie tylko Jedność, ale także litewska prawica (od Kubiliusa) i estońska (od Reinsalu). Czy to wystarczy, by wygrać z takimi gigantami jak popierany przez Angelę Merkel ekspremier Luksemburga Jean-Claude Juncker? Analitycy szanse Dombrovskisa oceniają najwyżej na 50 procent.

Jeśli Dombrovskisowi się nie powiedzie, to wciąż ma szansę wystartować w wyborach parlamentarnych jesienią 2014 roku. Wiele osób obawia się, że nowa premier Laimdota Straujuma może nie udźwignąć ciężaru i lepiej jako „frontmena" wystawić właśnie Dombrovskisa. Zwłaszcza, że stawka jest dość wysoka: Łotwą rządzić będzie bądź przewidywalny dla Zachodu i przedsiębiorców układ centroprawicowy, bądź nieobliczalna koalicja rosyjskiej Zgody, ekskomunistów oraz Zielonych i Rolników z panią Sudrabą (dobrze ocenianą szefową łotewskiego NIK) jako „kwiatkiem do kożucha".

Na pytanie, co będzie dalej, odpowie marcowy kongres EPL i sami Łotysze, którzy w wyborach do europarlamentu głosują chętniej niż Polacy.

Tomasz Otocki

 

 


Powrót
Najnowsze

Muzyczne polowania na czarownice

17.12.2018
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Sport postawiony pod ścianą

15.12.2018
Krzysztof Popek Piotr Rowicki
Czytaj dalej

Obserwatorzy w Działaniu

14.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Jak de-rumunizowała się Rumunia?

13.12.2018
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Medal Stulecia Niepodległości dla KEW

11.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Rewolucja mentalna w Armenii

11.12.2018
Jan Brodowski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu