Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Zbigniew Rokita

Zbigniew Rokita jest redaktorem „Nowej Europy Wschodniej”, współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”.

Krym to nie strzelanka na PC
2014-03-05
Zbigniew Rokita

Wiele rozmów o konflikcie krymskim (pewnie wbrew naszej woli) przypomina dyskusję o grze komputerowej – kibicujemy, zakładamy się, obserwujemy, jak ktoś rozstawił pionki na planszy i je przesuwa. Wydaje nam się, że żaden Krym tak naprawdę nie może istnieć, bo granice w Europie się już przecież nie zmieniają. I mamy wbite do głów, że tak pozostanie.

Tymczasem Krym zmienił właściciela i stało się to nie wiadomo kiedy – potrzebowaliśmy zaledwie 100 godzin od pojawienia się pierwszych „niezidentyfikowanych", aby pogodzić się z tym, że nasz sąsiad stracił najprawdopodobniej 5 procent swojego terytorium. I nie chodzi nawet o to, że nic nie zrobiliśmy jako kraj, ale o to jak szybko się z tym faktem oswoiliśmy, jak prędko fakt pozostawania Krymu poza kijowską jurysdykcją stał się czymś nie budzącym większych emocji. Nagle zaczęliśmy o Krymie mówić w czasie przeszłym (Rosjanie zdobyli, Ukraina straciła na zawsze, Krym nigdy nie był ukraiński itd.), ewentualnie w przyszłym (Krym będzie rosyjski, Ukraina ma z Krymem spokój itd.). Stało się tak między innymi dlatego, że ten konflikt zamiast wybuchnąć – pełzał: zajęto jeden budynek, potem drugi, lotniska, przerzucano po trochu siły, Rosja stopniowo przytulała się do Krymu. Nikt nic nie wypowiedział, nikt nie skapitulował. Nie tak wyobrażaliśmy sobie przecież rosyjską agresję w Europie Środkowo-Wschodniej.

Minęło 100 godzin i Krym stał się parapaństwem – kolejnym geopolitycznym dziwolągiem do którego będzie teraz ciągnęło jeszcze więcej studentów, żeby szukać tam ulic Lenina. Okazało się, że wiele konfliktów poradzieckich z lat dziewięćdziesiątych, o których opowiada się już tylko w ramach ciekawostki, może być wykorzystanych przez Rosję. Gagauzja, Dżawachetia, Ruś Zakarpacka i inne – te regiony wydają się już solidnie politycznie zintegrowane z macierzami, separatyzmy dawno tam wygasły, ale czy Krym również nie był dobrze zintegrowany i czy miesiąc temu istniał tam duży odruch separatystyczny? I nie chodzi o emocjonowanie się tym, że co tysięczna osoba w Użhorodzie czy Mukaczewie ustawia sobie zegarek według czasu budapesztańskiego, a nie kijowskiego, ale o realną możliwość rozgrywania tych regionów przez Rosję, nawet wbrew woli ich mieszkańców. Kto wie, czy na ostatniej prostej przed podpisaniem przez Mołdawię umowy stowarzyszeniowej podobny los nie spotka (odpukać) Gagauzję.

Krym stał się parapaństwem w momencie, kiedy Ukraina ma wymyślić siebie na nowo, stworzyć fundamenty nowego systemu. Tymczasem niektórzy na Ukrainie wypowiadają pogląd, że teraz nastał czas, kiedy ukraińskie regiony muszą się określić, czy chcą tworzyć nowe państwo, czy nie – palec pod budkę, bo za minutkę. Aby jednak powstało nowoczesne państwo trzeba zaproponować spajającą je ideę, dokończyć projekt Trzeciej Ukrainy, która wyraźnie zmaterializowała się na Majdanie, gdy stali obok siebie kibole Szachtara Donieck i studenci z lwowskiego Uniwersytetu Iwana Franki (Trzecią Ukrainą są też dziewczyny, które na Youtube śpiewają hymn Ukrainy przetłumaczony na rosyjski).

W Trzeciej Ukrainie musi być miejsce dla wszystkich: Lwowianie czy Kijowianie, po których stronie jest dziś piłka, powinni zaproponować pomysł na nową Ukrainę, który będzie atrakcyjny również dla mieszkańców Ługańska czy Symferopola. Nie chodzi o to, żeby krymskich Rosjan uczyć dziś kolęd po ukraińsku czy wywieszać w symferopolskich przychodniach plansze z ukraińskim alfabetem. To dobrze, że powstają analizy mówiące o korzyściach płynących z oddzielenia się Krymu od Ukrainy, ale Ukraińcy nie mogą we własnych głowach zgodzić się na porzucenie półwyspu. W ten sposób zgadzają się bowiem, że mieszkańców Krymu spotka to, czego wypowiadający takie opinie sami boją się najbardziej – stanie się on zależny od Rosji. Kryzys krymski to w końcu nie wynik popieranego przez większość tamtejszego społeczeństwa separatyzmu, ale efekt rozgrywki geopolitycznej.

Wszystkie te problemy uświadamiają nam naskórkową stabilność na tym obszarze (o ukraińskiej naskórkowości w kontekście tamtejszej demokracji mówił ostatnio Ziemowit Szczerek) – czasem wystarczy lekko chuchnąć i już wszystko się rozłazi, rozpada. Do tego stopnia gwałtownie, że ciężko uwierzyć, iż dzieje się to naprawdę.



Powrót
Najnowsze

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Gdańsk: Pokazucha. Na gruzińskich zasadach

12.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Jedenasta rocznica wybuchu wojny sierpniowej

08.08.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Donbas – pokoju nie będzie

08.08.2019
Aleksander Kowalewski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu