Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rosyjska gra o wszystko
2014-03-16
Tomasz Piechal

Czas zmienić myślenie i przyjąć do wiadomości, że Rosja kładzie wszystkie karty na stół, a gra toczy się o najwyższą stawkę. Ukraińska rewolucja oraz krymski kryzys wywróciły do góry nogami cały europejski porządek i pora poszukiwać nowych dróg interpretacji wydarzeń.

 

Bez odwrotu

Należy przyjąć też do wiadomości, że wszystko jest możliwe – nie ma kroku przed wykonaniem którego Rosja się zawaha. Kalkulacje ekonomiczne czy polityczne mają sens jedynie wtedy, gdy rozważy się je pod kątem zachodniej reakcji na obecny kryzys. Mogą służyć tylko poszukiwaniu odpowiedzi na to, co stanie się kijem włożonym w tryby moskiewskiego parowozu dziejów. Bowiem lokomotywa, która ma przywrócić Rosji rolę hegemona na obszarze poradzieckim już ruszyła, a rachunek ekonomiczny nie jest dla Moskwy najważniejszy. Pieniądze są jedynie środkiem realizacji narodowych ambicji, urzeczywistnienia marzenia o Wielkiej Rusi.

Działania Rosji wobec Ukrainy w ostatnich miesiącach nasuwają podejrzenie, że wszystko zostało zaplanowane już dawno. Czy bezsensowna próba pacyfikacji dogorywającego Euromajdanu 30 listopada miała jakikolwiek sens dla kogolwiek poza Rosjanami? Od tego bowiem wszystko się zaczęło. Znając nastroje, które od dłuższego czasu panowały na Ukrainie, nie trudno było przewidzieć rozwój wypadków. Złość i frustracja narastały od lat, a żaden mróz czy święta nie mogły zatrzymać Ukraińców, którzy pragnęli jednego – obalenia starego systemu, który jak rak zajął wszystkie strefy ukraińskiego życia. Korupcja, koneksje, niesprawiedliwość – szybko z Euromajdanu protest przerodził się w „rewolucję godności". Walkę o lepszy kraj. Walkę od której nie ma już odwrotu.

 

Obraz namalowany przez Putina

Społeczna determinacja była wielka, a zdolność regeneracji protestu niesłychana. Rewolucyjny ogień był jednak systematycznie podsycany, ktoś dbał o to, aby protestujący się nie rozeszli. Z chirurgiczną precyzją odgrywano grecką tragedię, która musiała skończyć się krwawą łaźnią i ucieczką znienawidzonego prezydenta. Czy dało się tego uniknąć? Owszem, silna reakcja Zachodu i Unii Europejskiej mogły coś zmienić. Jednak już 11 grudnia było wiadomo, że do czegoś takiego nie dojdzie. Skoro bowiem można było szturmować Majdan w dniu, gdy w ukraińskiej stolicy przebywała Catherine Ashton i Victoria Nuland, a świat zachodni ograniczył się jedynie do skromnego wyrażenia zaniepokojenia, sygnał był jasny – wszystkie chwyty dozwolone. Wojna gruzińska z 2008 roku wydaje się w świetle następujących po niej wydarzeń zaledwie próbą generalną. Później testowano Zachód, sprawdzano, jakiego oporu można się spodziewać, weryfikowano zdolności armii i dowodzenia.

Rosja z tego skorzystała. Po kilku latach wzmacniania swojej pozycji przeszła do realizacji kolejnego etapu planu.

W Kijowie udało mi się porozmawiać z wysoko postawionym pracownikiem ukraińskiego wywiadu. Sam przez cały czas rewolucji przekazywał Euromajdanowi informacje, mi przekazał najistotniejszą – od początku protestu nastąpiła aktywizacja już obecnych i desant kolejnych pracowników rosyjskich służb bezpieczeństwa na Ukrainie. Później na światło dzienne wychodziły kolejne fakty – ofensywne akcje ukraińskich służb w Kijowie z 18 i 20 lutego zostały skonsultowane i rozrysowane wraz z rosyjskimi oficerami.

Dlaczego Rosji zależało na takim rozwoju wypadków? Odpowiedź jest bardzo prosta. Kadry z ogarniętego rewolucją Kijowa były niezbędne rosyjskiej maszynie propagandowej dla uzasadnienia ostrych działań Moskwy wobec ukraińskiego państwa. Tylko radykalizacja protestu zakończona obaleniem Janukowycza mogła stać się dla Kremla przyczynkiem do rozpoczęcia ostatecznych działań mających zatrzymać Ukrainę w strefie moskiewskich wpływów. Bez ofiar, strzałów, krwi i koktajli Mołotowa rosyjski aparat propagandowy nie mógłby pogłębić podziałów wewnątrz ukraińskiego państwa i skonsolidować własnego społeczeństwo wokół Putina.

Jak skutecznie zostały te obrazy wykorzystane, świadczą ostatnie badania Centrum Lewady, w których aż 62 procent Rosjan uznało, że na Ukrainie panuje obecnie anarchia, nikt nie kontroluje sytuacji. Rosjanie ze wschodnich części ukraińskiego państwa i Krymu w rozmowach ze mną wielokrotnie podkreślali ten aspekt – w Kijowie nie ma prawowitych władz, do rządzenia na drodze przewrotu doszli radykałowie, nacjonaliści i faszyści. To pokazuje jak solidnie rosyjskie media pracowały nad tym, aby utwierdzić odbiorców w takiej narracji.

 

Wystraszczyć Ukraińców

Waga tej propagadny jest nie do przecenienia – w dobie rzeczywistości medialnej jednym z  głównych frontów nowoczesnej wojny staje się właśnie front informacyjny, a zwycięstwo na tym polu pozwala zajmować terytoria praktycznie bez jednego wystrzału, tak jak stało się to na Krymie. Rosyjscy żołnierze zostali przez wielu mieszkańców półwyspu przyjęci jak wyzwoliciele mający obronić ich przed banderowską inwazją. Strach i zagrożenie zostało skutecznie zaszczepione u ludzi.

Trzeba jednak pamiętać, że Krym jest jedynie początkiem. Wzmożone działania najętych rosyjskich „tituszek" w Charkowie, Doniecku i Ługańsku ostatecznie świadczą o tym, że Moskwa ma zamiar przejąć również wschodnie obwody Ukrainy. Znów prym wiedzie rosyjska propaganda, która utwierdza niezadowolonych ze zmian mieszkańców tej części kraju w przekonaniu, że coś im na prawdę grozi. Rosja obroni ich przed złymi i radykalnymi władzami – potwierdziło to już nawet rosyjskie MSZ. Prorosyjscy mieszkańcy wschodnich obwodów są jednak jedynie narzędziem w grze o wpływy. Jak świadczą bowiem doniesienia medialne, mobilizują ich i kierują nimi najczęściej obywatele Rosji, którzy dają sygnał do zajmowania budynków. W Doniecku i Ługańsku coraz głośniej wybrzmiewają głosy o organizacji referendum na kształt krymskiego. Pojawiły się pierwsze ofiary śmiertelne, a ogień konfliktu podsycany jest coraz mocniej.

Czy Moskwa zechce utworzyć z Donbasu kolejny buforowy twór na kształt Nadniestrza czy Abchazji, pozostaje kwestią otwartą. W wariancie „miękkim" stworzona zostać może szeroka autonomia regionalna w granicach Ukrainy, w wariancie „ostrym" – w składzie Federacji Rosyjskiej. To nie Krym będzie bowiem kartą przetargową, a właśnie wschodnie obwody Ukrainy. Ze względu na infrastrukturalne problemy Krymu można również oczekiwać wzmożonych działań  Rosji w południowych obwodach Ukrainy. Sam półwysep został już de facto przez Rosję zaanektowany i trudno sobie wyobrazić by coś mogło zmienić ten stan rzeczy.

Który wariant zostanie wybrany zależy jednak od tego, czy Moskwa zrealizuje swój cel maksimum, czyli zmianę władz w Kijowie. Naiwnością jest bowiem sądzić, że Rosja nie zdecyduje się na takie rozwiązanie, jeżeli będzie miała ku temu sposobność. Wiele zależy od zdecydowanej reakcji Zachodu. Jej brak otworzy Putinowi pole do doprowadzenia całej operacji do końca i wybrania wariantu „ostrego". W razie pierwszych realnych nacisków ze strony Europy i USA możliwa jest również gra Rosji na federalizację Ukrainy, czyli autonomię Donbasu w składzie Ukrainy. Ktoś mógłby watpić, że świat się na coś takiego zgodzi, jednak doświadczenia historyczne i ostatnich miesięcy każą jednak realnie brać tę opcję pod uwagę. Wówczas Donbas stanie się idealnym punktem do wywierania nacisku na władze w Kijowie, a w granicach Europy zjawi się kolejne Nadniestrze.

 

Wszystko się może zdarzyć

Dlaczego Rosja postanowiła rozpocząć tę grę? Źródeł decyzji jest wiele: poczynając od czynników społecznych (na przykład wymieranie Rosjan, napływ imigrantów), ekonomicznych (spadek cen gazu przy zwiększeniu wykorzystywania złóż gazu łupkowego, co uderzy bezpośrednio w rosyjskie państwo), a także biologicznych (wiek i zdrowie Putina, któremu nie wiadomo jak długo dopisywać będzie zdrowie i jak długo będzie miał energię do walki. Każdy kolejny rok to loteria.).

Podstawowe źródło obecnych wydarzeń nietrudno jednak dostrzec w okresie kolorowych rewolucji, które Kreml przyjął jako sterowaną przez Waszyngton próbę marginalizacji Rosji i realne zagrożenie dla swojej pozycji. Wówczas Putin był za słaby by zareagować. Armia nie została jeszcze zmodernizowana dzięki olbrzymiemu zastrzykowi pieniężnemu, gaz i ropa nie napełniły kremlowskiego skarbca, a społeczeństwo nie było ukształtowane przez rosyjski aparat medialny i nie zaznało dobrodziejstw putinowskiej stabilizacji. Teraz Putin trzyma wszystkie sznurki rosyjskiego państwa w swoim ręku, w końcu może iść naprzód. Pierwsze kroki już postawił, a następne wykona niedługo. Co to będą za kroki? Pamiętajmy, że dzisiaj już wszystko jest możliwe.

 

Tomasz Piechal


Powrót
Najnowsze

Polska Polityka Wschodnia 2018

21.10.2018
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Gruzińskie Sowa i Przyjaciele

18.10.2018
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

XIV Konferencja Polska Polityka Wschodnia 2018

14.10.2018
NEW
Czytaj dalej

"Pepiki" Mariusza Surosza – Zapowiedź

10.10.2018
NEW
Czytaj dalej

Moskiewska Brygada Śmierci

09.10.2018
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Polacy na Litwie: między Wilnem, Warszawą a Moskwą

07.10.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu