Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Ukraiński strach Putina
2014-03-28
Jakub Korejba

Zmorą Kremla jest scenariusz, w którym ukraińska rewolucja zmieni Ukrainę na lepsze. Putin zdaje sobie sprawę, że wraz z odrzuceniem przez Ukrainę rosyjskiej oferty integracyjnej i skierowaniem się Kijowa na Zachód, stracił on swoją strefę wpływów jeszcze zanim zdażył ją zbudować.

Działania nowych ukraińskich władz, w tym przede wszystkim podjęcie odkładanych od ćwierćwiecza reform systemowych, są bowiem istotne. Pozwalają one nam mieć nadzieję, że wraz z wygnaniem Wiktora Janukowycza zakończył sie na Ukrainie postkomunizm, a cywilizacyjna „linia Huntingtona" przesunęła się na granicę rosyjsko-ukraińską.

Nie trzeba być Zbigiem Brzezińskim (w zupełności wystarczy tu umysł Władisława Surkowa), żeby analizując podstawowe fakty dojść do wniosku, że jeżeli Ukraińcom uda się bowiem zreformować państwo i przejść na lepszą stronę cywilizacyjnego podziału to w ciągu kilku lat, Putin będzie miał Majdan pod murami Kremla.

 

Lepsza Rosja

Komplikacją dla Kremla jest obecność na Ukrainie ogromnej rzeszy ludzi rosyjskojęzycznych, z których wielu uważa się za Rosjan. W razie pomyślnej ewolucji Ukrainy, to właśnie oni staną się nosicielami śmiertelnego dla Putina wirusa demokracji i liberalizmu. Putin nie może pozwolić, aby gdziekolwiek „w bliskiej zagranicy", pod obcą władzą i według cudzych wzorców Rosjanie żyli lepiej, niż ich krewni na łonie „matuszki Rosji". Jeśli bowiem w Kijowie Rosjanie będą żyć nie tylko swobodniej i z godnością, ale także dostatniej, nagle okaże się, że pansłowiański i imperialny model cywilizacyjny Rosji jest do niczego.

Państwa oferujące niższy poziom życia za wyższa cenę nie mogą w dłuższej perspektywie graniczyć z państwami oferującymi wyższy poziom życia za cenę niższą. Prędzej czy później musi dojść do zniwelowania różnicy – albo poprzez zniszczenie państwa lepszego, albo drogą (rewolucyjnej lub ewolucyjnej) modernizacji państwa gorszego.

Putina przeraża więc nie tylko fakt, że z takim krajem jak Rosja nikt nie będzie się integrował, ale także wizja przyjeżdżających żyć i pracować na Ukrainę kreatywnych Rosjan, których zachęci kulturowa i językowa bliskość sąsiedniego kraju.

Zduszenie kijowskiej rewolucji i niedopuszczenia do ucieczki Ukraińców z poradzieckiej Szuflandii do europejskiego Kingsajzu to wreszcie dla Moskwy walka o narodową ideę w formie, którą znamy od około 300 lat.

Warto zwrócić uwagę, że oprócz mantry o „faszystach dokonujących zbrojnego przewrotu" w oficjalnym rosyjskim dyskursie wobec Ukrainy dominują twierdzenia o chaosie i bezhołowiu „grasujących band". Rosyjska władza stara się w ten sposób wmówić ludziom poradzieckim, że Janukowycz był jaki był, ale stanowił przynajmniej „gwarancję integralności terytorialnej i przestrzegania praw obywatelskich".

 

Cena lojalności

Kwestia ukraińska ma także kluczowe znaczenie dla pozycji Rosji wobec całego obszaru poradzieckiego.

Ich lojalność wobec Kremla opiera się na założeniu, że w przypadku zagrożenia dla ich władzy i interesów ze strony państw obcych lub własnego społeczeństwa, Moskwa niedopuści do zmiany reżimu. Po tym jak Rosja przespała upadek Janukowycza, większość poradzieckich kacyków obawia się, czy w decydującym momencie Putin nie rzuci ich ulicy na pożarcie, tak, jak zrobił to z satrapą z Międzygórza. W tej sytuacji racjonalnie kalkulujący politycy jak Nazarbajew czy Łukaszenko zastanawiają się, czy wymierne finansowe i społeczne straty wynikające z trwania w rosyjskich sojuszach wojskowych i gospodarczych przypadkiem nie przewyższają niepewnych zysków? Rosja chroni więc Janukowycza i z uporem maniaka podkreśla konieczność powrotu do „umowy 21 lutego" nie ze względu na osobistą sympatię do konkretnego człowieka, ale po to, żeby dać reszcie swoich klientów dowód skuteczności. „Odpuszczając" Ukrainę Rosja w perspektywie kilku lat straci bowiem poparcie większości swych poradzieckich sojuszników.

Putin musi uważać, bo trudno założyć, aby rosyjski przywódca miał w planach spędzenie starości w ogrodzonym drutem kolczastym rządowym sanatorium pod Pjongjangiem – na to, że Pekin popsuje sobie relacje z nową Rosją z jego powodu nie ma co liczyć.

 

Jakub Korejba

 


Powrót
Najnowsze

Kaspijska szachownica

17.08.2018
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Dwadzieścia lewów albo śmierć

16.08.2018
Karl-Markus Gauss
Czytaj dalej

Zagrożenie od morza

10.08.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

Dżihadyści nie chcą wojny

08.08.2018
Zbigniew Rokita Marcin Mamoń
Czytaj dalej

Historiozofia nieustającej walki

02.08.2018
Marek Wojnar
Czytaj dalej

Kwestia karelska

30.07.2018
Juliusz Dworacki
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu