Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
(Nie)podległy Kaliningrad
2014-04-02
Jakub Korejba

Jednym z pierwszych regionów Federacji Rosyjskiej, które mogą spróbować wykorzystać krymski precedens i oddzielić się od Rosji jest Obwód Kaliningradzki. Jego mieszkańcy mają coraz więcej namacalnych dowodów, że dobrobyt i szczęścią mogą osiągnąć wyłącznie po wyjściu spod moskiewskiej kurateli.

 

Nie tylko Biedronka

Czynniki, które determinują więzy Kaliningradu z federalnym centrum są coraz słabsze: wśród mieszkańców regionu słabnie motywacja geopolityczna, ekonomiczna czy infrastrukturalna trwania w ramach Rosji, erozji ulega również czynnik kulturowy i ideologiczny. I rodzi się pytanie – co zyskujemy na byciu rosyjskim podmiotem?  

Tymczasem przykład podnoszącej się z pokomunistycznej ruiny Polski może być zachęcający: świetne rezultaty funkcjonowania umowy o małym ruchu granicznym między Polską i Kaliningradem mogą mieć skutki wykraczające daleko poza wzrost popytu na kiełbasę w przygranicznych spożywczakach.

W mieszkańcach geograficznie znacznie bliższego Europie niż Rosji Królewca względne polskie bogactwo może budzić więc poczucie niesprawiedliwości i przemożną chęć, aby także w domu poczuć się tak, jak podczas weekendowych wycieczek za oddzielającą europejski Kingsajz od poradzieckiej Szuflandii „linię Huntingtona".

A wycieczek nie brakuje: dla odciętych od regularnych kontaktów z cywilizowanym światem mieszkańców Królewca, karta uprawniająca do uproszczonego przekraczania granicy jest przepustką do szczęścia. Z ich punktu widzenia jest to nie tylko okazja do odwiedzenia lepszego świata, ale także do opuszczenia, choćby na chwilę, Rosji. Przyjazd do Polski to więc chwila nie tylko fizycznego, ale także duchowego odpoczynku: Rosjanie spotkani w centrach handlowych Gdańska i Olsztyna, akwaparkach i barach wyglądają na ludzi zadowolnych z życia i zrelaksowanych. Zapewne zadają sobie wówczas pytanie, dlaczego u nich w domu, po drugiej stronie granicy, życie tak bardzo różni się od tego, które widzą w Polsce?

We własnym kraju, który formalnie jest drugim na świecie mocarstwem atomowym, władze co roku na miesiąc wyłączają im ciepłą wodę, a mający bronić ich przed bandytami skorumpowani policjanci traktują obywateli, jak przyczajeni w zaroślach myśliwi traktują zwierzynę łowną. Rosjanie niemal w każdej chwili mogą być pozbawieni mieszkania, czy działki, które akurat spodobały się jakiemuś prominentowi czy oligarsze, a których to z kolei zawsze poprze sąd. Rosjanie boją się pójść do lekarza (Rosja jest europejskim liderem w dziedzinie „samoleczenia"), bo wiedzą, że nawet, jeśli uda się odstać swoje w kolejce i w końcu zwrócić na siebie uwagę doktora „prezentem motywacyjnym", to nie wiadomo, czy będzie on leczył ich na rzeczywistą chorobę (w końcu sam kończył akademię medyczną za łapówki). Ich dzieci w czwartej klasie podstawówki nie są w stanie odmienić to be, a największym zmartwieniem związanym z edukacją pociech jest zebranie składki na tablet czy plazmę, którą zażyczyła sobie na koniec semestru nauczycielka. Powyższe przykłady, to nie wytwór publicyctycznej fantazji – za każdym z nich kryją się ludzie znani mi osobiście z imienia i nazwiska.   

W tej sytuacji nawet więc „stolica polskiego bezrobocia" Bartoszyce, czy „miasto przemytników" Gołdap wydają się być witrynami ziemi obiecanej – kraju, który, choć niepozbawiony problemów jest miejscem, w którym można po prostu żyć a nie, jak mówią Rosjanie „wyżywać", czyli poświęcać wszystkie siły na walkę o przetrwanie.

 

Bolączka Ławrowa

Nawet więc jeżeli Kaliningrad nie ogłosi niepodległości dziś ani jutro, to wpływ tych czynników będzie się nasilał, a jego mieszkańcy głosować będą czynami: w miarę postępującego otwarcia się Unii Europejskiej na Wschód, będą kupować w Polsce ziemię, posyłać dzieci do polskich szkół, zakładać firmy i konta w tamtejszych bankach. Ich codzienność będzie coraz silniej (i na korzyść) różnić się od życia współobywateli w innych częściach Federacji Rosyjskiej. W globalnym świecie, pośrodku zjednoczonej Europy, nie da się bowiem w dłuższej perspektywie powstrzymać miliona ludzi przed dążeniem do korzystania ze zdobyczy cywilizacji, których są przez własne państwo pozbawieni. Tym bardziej, że ten lepszy świat jest osiągalny na wyciagnięcie ręki – godzinę jazdy od domu.

Naruszenie integralności terytorialnej Ukrainy i oderwanie od niej Krymu jest więc dla Putina niebezpieczną grą. Wraz z nią w pewnym sensie zniknęły bariery wynikające z międzynarodowego prawa i zwyczaju, a łatwość „dwutygodniowej" krymskiej drogi do niepodległości może zachęcać. Krymski przykład daje więc instrumenty zmiany granic nie tylko mieszkańcom państw sąsiednich, których Rosja wykorzystuje, ale także rosyjskim obywatelem. Ciekawe, co wymyśli Siergiej Ławrow, jeśli za parę lat Rada Najwyższa Kaliningradu, w swej deklaracji suwerenności powoła się na kazus Krymu?

 

Jakub Korejba

 

 


Powrót
Najnowsze

Polska Polityka Wschodnia 2018

21.10.2018
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Gruzińskie Sowa i Przyjaciele

18.10.2018
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

XIV Konferencja Polska Polityka Wschodnia 2018

14.10.2018
NEW
Czytaj dalej

"Pepiki" Mariusza Surosza – Zapowiedź

10.10.2018
NEW
Czytaj dalej

Moskiewska Brygada Śmierci

09.10.2018
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Polacy na Litwie: między Wilnem, Warszawą a Moskwą

07.10.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu