Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Pogardzani
2014-04-28
Paweł Pieniążek, Wojciech Koźmic

Donbas: część z mieszkających tu ludzi czuje się Ukraińcami, część Rosjanami, część uważa, że jest niczyja – porzucona przez Ukrainę i Rosję. Moskwa to wykorzystuje.

 

Artykuł ukaże się w wakacyjnym numerze „Nowej Europy Wschodniej" (3-4/2014), już w maju!

 

 

Słowiańsk to ponadstutysięczne miasto w obwodzie donieckim, jedna z macierzy ukraińskiej przestępczości, miejsce zapomniane przez Kijów i przez opatrzność. Jest tu tyle agresji, społecznych sprzeczności, że nic dziwnego, że to właśnie Słowiańsk stał się głównym ośrodkiem „ruchu separatystycznego".

W połowie kwietnia pojawili się żołnierze uzbrojeni w automaty, granatniki i wozy pancerne. Sami siebie określają „ochotnikami Ludowej Armii Donbasu". Na Ukrainie nazywa się ich „zielonymi ludzikami", wcześniej byli na Krymie. Ludność Donbasu jest jednak znacznie bardziej podzielona, niż mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka.

„To debile" – taki komentarz o separatystach rzadko można usłyszeć na ulicach Słowiańska. Znacznie częściej w innych miastach obwodu, gdzie popularność „zielonych" nie jest tak duża jak w Słowiańsku, a strach jest mniejszy. Póki co tylko w Słowiańsku ochotnicy ulokowali się na dobre i proklamowali tu swoją nieformalną stolicę.

Osoby, które można spotkać w centrum Słowiańska, obok okupowanej Rady Miejskiej, zajmują radykalne stanowisko. Swoje miejsce widzą przeważnie tylko w obrębie Rosji.

– Rosja, Rosja, Rosja – często skanduje tłum podczas zgromadzeń. Na budynku Rady Miejskiej poza flagą Donieckiej Republiki Ludowej powiewa także rosyjska. Mieszkańcy – podobnie jak Jewgienij Worobiow, jeden z dowódców „ochotników" – widzą w Rosji model państwa, który chcą współtworzyć.

– Dla mnie nie ma miejsca w Unii Europejskiej. Nasza kultura i mentalność są znacznie bliższe Rosji. Ja czuję się sowieckim człowiekiem – mówi trzydziestodwuletni Władimir.

 

fot. Wojciech Koźmic

Fot. Wojciech Koźmic

 

Kiedyś było wielkie państwo

Po protestach na Majdanie rozpoczęły się działania Rosji na terenie Ukrainy. Pierwszą ofiarą padł Krym, po nim wzrosły nastroje separatystyczne, na co miała wpływ propaganda serwowana przez „bratni naród".

– Ludzie popierają unię celną z Rosją, Białorusią i Kazachstanem i nie rozumieją, dlaczego Unia Europejska może się rozszerzać, a Rosja nie. Dla ludzi to jest dziwne – mówi Jewgienij Worobiow. – Podwójne standardy, co zrobić? – dodaje po pauzie.

Na oko pięćdziesięcioletni Worobiow najpierw twierdzi, że jest biznesmenem „gdzieś stąd", a kilka dni później zdradza w prywatnej rozmowie z dziennikarzem, iż pochodzi z Krymu.

– Przejeżdża się granicę białorusko-rosyjską i w ogóle tego nie czuć. Białoruscy robotnicy pracują w Rosji. Tak właśnie chcemy, żeby było: by wszyscy mieli równe prawa – mówi Worobiow.

Rosja jest dla niego niemal wzorowym modelem rozwoju państwa. Dla mieszkańców Donbasu najistotniejsze są kwestie socjalne i to, że Kijów nimi pogardza. Skarżą się na biedę, brak perspektyw i nieuczciwość ze strony innych obwodów Ukrainy, które żerują na ich ciężkiej pracy. Niezrozumiałe jest dla nich to, że ich pieniądze są odprowadzane do budżetu centralnego.

– Kiedyś żyliśmy w wielkim państwie, a teraz co to jest? Przemysł przeżywa zapaść od wielu lat, nie ma gdzie pracować. „Robotnik" – to słowo kiedyś brzmiało dumnie, a teraz się nim gardzi – stwierdza wyraźnie oburzony lokalny dziennikarz sympatyzujący z samozwańczą władzą.

Nieliczni tylko zauważają, że fabryki w Rosji też są zamykane, a bezrobocie jest większe, niż pokazują oficjalne statystyki. Znacznie częściej słychać jednak opinie o tym, jak (po zbliżeniu z Rosją) bardzo podniosą się płace, a przemysł stanie na nogi. – To nie dlatego, że Rosja jest lepsza, tylko dlatego że mają Putina. On jest prawdziwym przywódcą – mówi Władimir.

 

fot. Wojciech Koźmic

fot. Wojciech Koźmic

 

Dwóch wrogów

Podczas nabożeństwa żałobnego za zabitych na blokadzie pod Słowiańskiem połączyły się dwie kwestie, które najbardziej drażnią tutejszych zwolenników federalizacji – nacjonaliści i zagraniczne media.

– Przy tej okazji zwróćmy się do mediów, aby pokazywały prawdę – krzyczy starszy mężczyzna przez megafon.

– Prawda, prawda, prawda – skanduje w odpowiedzi tłum.

– Faszyzm nie przejdzie – słychać także pod kościołem.

Trzy osoby, które pochowano, miały zostać rzekomo zabite przez nacjonalistyczny Prawy Sektor. Samo zajście jednak budzi wiele podejrzeń: wygląda na upozorowane w taki sposób, by winą za nie obarczyć Prawy Sektor.

– Ani ja, ani większość moich znajomych nie wierzymy w żaden Prawy Sektor. To kłamstwo – mówi Siergiej. – To wszystko robione jest po to, żeby skłócić ze sobą Ukraińców.

Samozwańczy mer Słowiańska Wiaczesław Ponomariow nie ma jednak wątpliwości co do wiarygodności dowodów. Poczucie zagrożenia jest podkręcane: co jakiś czas jest łapany nacjonalistyczny dywersant, który miał prowadzić działania wywiadowcze albo szykować prowokacje.

– W Rosji szanuje się wszystkie mniejszości narodowe – stwierdza Worobiow i porównuje  sytuację w Słowiańsku do wojny domowej w Hiszpanii, gdzie w latach 1936-1939  międzynarodówka antyfaszystowska walczyła z frankistowskimi nacjonalistami.

– Tu nie chodzi o idee polityczne, nie mają dla nas znaczenia poglądy polityczne, liczy się tylko antyfaszyzm – podkreśla.

– Karmimy Ukrainę, ciężko pracujemy, a oni nas mordują. Jak tak można? – mówi niemal ze łzami w oczach starsza kobieta pod pomnikiem Lenina, gdzie powieszono zdjęcia zmarłych. – Po co tu tyle mediów zagranicznych? One i tak pokazują, co chcą – zaczyna krzyczeć. Tłum to podchwytuje i wszczyna się dyskusja o tym, jak bardzo szkodliwe i niepotrzebne są zagraniczne media.

– Polacy? Jesteście naszymi wrogami. Przyjaźnicie się z niewłaściwymi ludźmi – mówi „zielony" z karabinem i kominiarką na jednej z blokad przy wjeździe do miasta.

W drugim tygodniu panowania „ludowych" władz liczba osób pozbawionych wolności była już dwucyfrowa.

 

fot. Wojciech Koźmic

fot. Wojciech Koźmic

 

Ludzie poprosili o pomoc

Sytuacja w Słowiańsku wygląda przerażająco – panuje coraz większy zamordyzm. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, w jakim humorze będą przedstawiciele nowej władzy. Jednego dnia są otwarci i rozmawiają, kolejnego mają pretensje o wszystko. Niemniej Słowiańsk jest jedynym miastem, gdzie okupacja weszła w tak zaawansowaną fazę.

W pobliskim Kramatorsku – także „bandyckim" mieście Ukrainy, gdzie często interesy robi się, strzelając – niemal dwa tygodnie później niż w Słowiańsku pojawili się „zieloni".

– Przyjechaliśmy ze Słowiańska, bo ludzie poprosili nas o pomoc – zapewnia jeden z nich pod budynkiem milicji.

– I po co tu stoicie? Rosja was wydoi. Nic dobrego z tego nie będzie – rzuca pięćdziesięcioletni mężczyzna, który sam przyszedł podyskutować ze zwolennikami federalizacji Ukrainy. Przez kilkanaście minut będą przerzucać się argumentami, ale wszyscy pozostaną przy swoim zdaniu. Później mężczyzna spokojnie odchodzi, „zieloni" go nie zabierają. W Słowiańsku mogłoby być inaczej.

Z kolei w Doniecku większość mieszkańców nie popiera federalizacji w żadnej postaci. Chcą, aby Ukraina była unitarnym państwem.

– To jest dom wariatów – mówi mężczyzna w autobusie, gdy przejeżdżamy koło okupowanej Państwowej Administracji Obwodowej. Dlatego też to Słowiańsk stał się centrum wydarzeń i głównym bastionem federalistów – tylko tutaj mogą liczyć na poparcie większości.

Brakuje też koordynacji działania w obrębie Donieckiej Republiki Ludowej. Chociaż de facto akcja dzieje się w czterech punktach: Słowiańsku, Kramatorsku, Horliwce i Doniecku, to „ludowe" władze niewiele wiedzą o sobie, a ich współpraca nie układa się najlepiej.

– Koordynacja jest słaba. Jest wiele różnych sił politycznych. Jedyne, co nas może połączyć, to referendum – mówi Anatolij Chmelowy z Komunistycznej Partii Ukrainy.

Zresztą sama sytuacja w niewielkim Słowiańsku nie jest do końca jasna.

– Ani „zieloni" ludzie nie mają kontroli nad Radą Miejską, ani Rada Miejska nad nimi – przyznaje sekretarz komunistów. To zwycięzca będzie mieć władzę. Tylko nad czym? Nowym państwem, republiką federalną, częścią Rosyjskiej Federacji? Tego Donbas jeszcze nie wie.

 

Artykuł ukaże się w wakacyjnym numerze „Nowej Europy Wschodniej" (3-4/2014), już w maju!

 

 Paweł Pieniążek jest dziennikarzem, specjalizuje się w tematyce Europy Wschodniej.

Autor dziękuje warszawskiemu przedstawicielstwu Fundacji im. Heinricha Bölla za umożliwienie wyjazdu na Ukrainę.

 


Powrót
Najnowsze

Żyliśmy jak ludzie wolni. Rozmowa z Siergiejem Kowalowem

17.11.2017
Marek Radziwon Siergiej Kowalow
Czytaj dalej

Nowe otwarcie?

15.11.2017
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Czeczeński stalinizm

13.11.2017
Artiom Filatow Elena Miłaszina
Czytaj dalej

Palone mosty

10.11.2017
Michał Potocki
Czytaj dalej

Utopia, modernizacja, terror – 100 lat po Październiku 1917

09.11.2017
NEW
Czytaj dalej

Cel: Putin 4.0

08.11.2017
Karol Bijoś
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu