Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK

Najnowsze:

Bandyci do więzień?

Publicystyka, Najnowsze
Bohdana Kostiuk

Do dziś żaden polityk czy urzędnik wysokiego szczebla z otoczenia Janukowycza nie został ukarany. Mało tego – niektórzy z nich ponownie doszli do władzy.

TOK FM: Małgorzata Nocuń o Armenii

Najnowsze
NEW

Polecamy dzisiejszą audycję radia TOK FM, w której zastępczyni redaktora naczelnego NEW Małgorzata Nocuń opowiadała o książce Armenia. Karawany śmierci (współautor: Andrzej Brzeziecki). NEW objął książkę patronatem.

Nadzieja ma przyszłość

Publicystyka, Najnowsze
Jewhen Magda

Sawczenko, była zakładniczka Kremla, jest ukraińską deputowaną. Zdaniem wielu komentatorów Tymoszenko i Poroszenko powinni się jej obawiać.

Obchody 15-lecia Kolegium Europy Wschodniej

Polecamy, Najnowsze
NEW

„Nowa Europa Wschodnia” zaprasza do Wojnowic k. Wrocławia na obchody 15-lecia Kolegium Europy Wschodniej, wydawcy pisma. W dniach 2-5 czerwca odbędzie się szereg wydarzeń: dyskusje, wręczenie Nagrody Jana Nowaka-Jeziorańskiego, piknik, koncerty, a 5 czerwca o godz. 16.00 spotkanie z redaktorami NEW, Andrzejem Brzezieckim i Małgorzatą Nocuń.

Bieżacy numer:

Endek na Wschodzie


Adam Balcer

W Polsce drugą młodość przeżywa obecnie myśl endecka i jej radykalniejsze odmiany. Apologetyczny stosunek dużej części Polaków do tej tradycji może bardzo poważnie utrudnić prowadzenie polskiej polityki wobec wschodnich sąsiadów.

Smok patrzy na niedźwiedzia


Michał Lubina

Chińczycy nie ufają Moskwie i traktują ją jako skład surowców. Jednocześnie rozumieją jej działania i chcą utrzymywać z nią dobre relacje. Chińskie spojrzeniena Rosję jest pozbawione tylko jednego: złudzeń.

Azja a sprawa ukraińska

18.07.2014 07:43 Publicystyka, Najnowsze
Piotr Bajor

Kryzys ukraiński doprowadził do zasadniczej zmiany sytuacji geopolitycznej i poziomu bezpieczeństwa nie tylko w Europie Środkowo-Wschodniej, ale także na Dalekim Wschodzie.

 

 

Skala kryzysu na Ukrainie i konfliktu rosyjsko-ukraińskiego spowodowała, że wschodnioeuropejskimi problemami wielokrotnie zajmowała się Rada Bezpieczeństwa ONZ. Wskutek zaangażowania w konflikt Rosji, czyli stałego członka Rady, nie należało jednak spodziewać się jakichkolwiek efektywnych działań ze strony tego ciała ONZ. Podział członków Rady Bezpieczeństwa według linii Zachód-Rosja od początku konfliktu był jasny i klarowny. W rezultacie istotne stało się stanowisko kolejnego stałego członka Rady – Chin.

 

W komentarzu udzielonym „Nowej Europie Wschodniej” profesor Li Xin, dyrektor Centrum Rosji i Azji Centralnej w Szanghajskim Instytucie Studiów Międzynarodowych podkreśla, że Rosja i Ukraina są dla Chin ważnymi partnerami, z którymi stosunki mają charakter strategiczny. „Dlatego też konieczność wypracowania stanowiska wobec kryzysu ukraińskiego i będącego jego konsekwencją otwartego konfliktu Ukrainy z Rosją, postawiły Chiny w trudnym położeniu” – dodaje w rozmowie z „NEW” Li Xin.

 

Z „trudnego położenia” Chiny wybrnęły w przewidywalny sposób: w głosowaniach nad rezolucjami ONZ dotyczącymi aneksji Krymu i integralności terytorialnej Ukrainy wstrzymywały się od głosu. Z punktu widzenia interesów Pekinu nie popieranie żadnej ze stron było najlepszym rozwiązaniem.

 

Chińska specjalność – wyczekiwanie

Nie ulega wątpliwości, że mimo podkreślania wagi stosunków ukraińsko-chińskich, interesy łączące Chiny z Rosją są dla władz w Pekinie zdecydowanie ważniejsze. Wobec ochłodzenia stosunków Rosji z państwami zachodnimi, również dla Moskwy wzmocnienie sojuszu rosyjsko-chińskiego było istotne. Jasny sygnał w tym zakresie został wysłany na Zachód chociażby podczas majowego spotkania przywódców obu państw w Szanghaju. Podpisano wówczas 30-letni kontrakt pomiędzy Gazpromem a chińską państwową spółką energetyczną CNPC na dostawy 38 miliardów m3 gazu. Oficjalnie ustalona cena surowca jest tajemnicą biznesową i uzależniona będzie od cen ropy na rynkach światowych, łatwo jednak obliczyć, że będzie się ona wahać w granicach 350-390 dolarów za 1000 m3. Chińczycy zapłacą więc zdecydowanie mniej niż większość europejskich odbiorców rosyjskiego gazu. W opinii wielu ekspertów cena dostaw do Chin jest dla Gazpromu na granicy opłacalności.

 

Dla Putina najważniejsze było jednak samo podpisanie kontraktu i wysłanie Unii Europejskiej jasnego komunikatu odnośnie unijnych prób uniezależnienie się od rosyjskiego gazu. Sygnał Putina był jednoznaczny: chciał zademonstrować Brukseli, że Rosja nie jest skazana na dostawy surowca do Unii Europejskiej i również może zdywersyfikować swoich odbiorców.

 

Trudno zresztą inaczej odczytywać intencje Putina, skoro ostateczna decyzja o akceptacji ceny i warunków kontraktu została podjęta przez rosyjskiego prezydenta właśnie teraz. Rozmowy w sprawie dostaw gazu do Chin były prowadzone od ponad 10 lat, a przy planowanym imporcie na poziomie kilkudziesięciu miliardów m3 gazu, każdy dolar różnicy w cenie generował znaczne oszczędności dla Pekinu. Gazprom długo nie był jednak skłonny na żadne ustępstwa w tej kwestii – obniżenie ceny oznaczało bowiem zmniejszenie rentowności eksportu, jak również wzmocnienie gospodarki Chin i tym samym pozycji geopolitycznej tego państwa.

 

Kryzys ukraiński zmienił jednak całkowicie podejście Kremla do tej sprawy. W trakcie negocjacji w Szanghaju, negocjatorzy podobnie jak w latach poprzednich nie mogli dojść do porozumienia w kwestii ceny, w ostatnim momencie do rozmów włączył się jednak Putin, który zdecydował się na ustępstwa wobec Chin.

 

Wydarzenia na Ukrainie bezpośrednio wpłynęły zatem na zawarcie tego porozumienia, które z punktu widzenia gospodarki chińskiej ma bardzo duże znaczenie. Według większości prognoz zużycie gazu w Chinach będzie znacząco rosło i w najbliższych latach może przekroczyć 300 miliardów m3. Według opublikowanego w czerwcu BP Statistical Review of World Energy 2014, Chiny w poprzednim roku wyprodukowały 117,1 miliardów m3, co stanowi wzrost w porównaniu z ubiegłym rokiem o niecałe 10 procent. Zużycie gazu rośnie jednak niewspółmiernie szybko i w tym samym roku wyniosło 161,6 miliardów m3, co oznacza, że w ciągu roku konsumpcja zwiększyła się o ponad 15 miliardów m3 (prawie tyle, ile rocznie zużywa Polska).

 

Deficyt gazu Chiny pokrywają głównie importując go z Turkmenistanu (w 2013 roku było to 24,4 miliardów m3) oraz LNG na podobnym poziomie 24,5 mld m3. Uwzględniając powyższe prognozy, zagwarantowanie dostaw z Rosji w ramach kontraktu z Gazpromem wzmacnia bezpieczeństwo energetyczne Chin i ma bardzo duże znaczenie dla gospodarki tego państwa.

 

Nie dzisiaj, nie jutro

Chińscy eksperci zwracają jednak uwagę na odległą perspektywę realizacji kontraktu i olbrzymie koszty, które musi ponieść Gazprom, aby zbudować potrzebną infrastrukturę – szef spółki Aleksiej Miller przyznał, że konieczne są inwestycje na poziomie 55 miliardów dolarów. Część specjalistów stwierdza wręcz, że realizacja kontaktu w jego obecnym brzmieniu może nie dojść do skutku, a Rosja będzie starała się go renegocjować.

 

Taki scenariusz wydaje się jednak mało prawdopodobny. Nawet jeśli wynegocjowana cena nie jest dla Gazpromu satysfakcjonująca, to władze koncernu rozpatrują kontrakt w długoterminowej perspektywie – czyni on z rosyjskiego monopolisty ważnego partnera energetycznego Chin i (biorąc pod uwagę przewidziane w kontrakcie zwiększenie możliwości importu do 60 miliardów m3), może w przyszłości znacząco uzależnić chiński sektor energetyczny od Rosji.

 

Dzięki budowie gazociągu Gazprom zagwarantuje także dostawy odbiorcom przemysłowym i indywidualnym na rosyjskim Dalekim Wschodzie, a Putin będzie mógł w końcu wypełnić wielokrotnie składane obietnice aktywizacji gospodarczej tego regionu. Władze Chin i Rosji zastanawiają się nawet nad stworzeniem wspólnej strefy gospodarczej pomiędzy graniczącymi ze sobą terytoriami obu państw. Rosyjski Fundusz Inwestycji Bezpośrednich oraz Chińska Spółka Inwestycyjna w ramach wspólnego funduszu, mają także zainwestować około 400 milionów dolarów w budowę mostu nad rzeką Amur. Połączy on chińską prowincję Heilongjiang z rosyjskim Żydowskim Obwodem Autonomicznym.

 

Porozumienie energetyczne jest zresztą częścią całego pakietu umów gospodarczych mających zintensyfikować współpracę dwustronną i znacznie zwiększyć wartość wymiany handlowej. I rzeczywiście – Putin i Xi Jinpingzapowiedzieli ponad dwukrotny wzrost wymiany handlowej w ciągu najbliższych sześciu lat: w 2020 roku jej wartość ma wynieść 200 miliardów dolarów.

 

Oba państwa prowadzą również rozmowy w sprawie stworzenia nowej agencji ratingowej. Niewątpliwie jej powołanie ma przełamać hegemonię amerykańskich agencji, takich jak Standard&Poor's, Moody's oraz Fitch. Kolejnym wyzwaniem dla USA i Zachodu w kontekście gospodarczym są plany powołania wspólnego banku pomocy i rozwoju, który będzie konkurował na rynku światowym z Międzynarodowym Funduszem Walutowym.

 

Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe

Niejednoznaczne stanowisko Chin wobec aneksji Krymu było dla władz w Kijowie zaskoczeniem, gdyż Chińczycy dotychczas konsekwentnie podkreślali znaczenie zasady nienaruszalności granic, integralności terytorialnej i niemieszania się w wewnętrzne sprawy innych krajów. Taka postawa wynikała z „polityki jednych Chin” oraz problemów z Tybetem i Regionem Autonomicznego Sinciang-Ujgur. Szczególnie zamieszkiwany przez wyznających islam Ujgurów Sinciang jest bardzo niestabilnym regionem, w którym często dochodzi do zamachów terrorystycznych: są one przeprowadzane przez Islamski Ruch Wschodniego Turkiestanu, który dąży do oderwania Sinciangu. Ostatni zamach miał miejsce w Urumczi pod koniec maja, a w jego wyniku zginęło ponad 30 osób: władze w Pekinie rozpoczęły wówczas zakrojoną na szeroką skalę operację antyterrorystyczną, w wyniku której już po kilku dniach aresztowano ponad 200 osób podejrzewanych o wspieranie akcji terrorystycznych.

 

Zachowawcze stanowisko Chin wobec aneksji Krymu może więc zaskakiwać. Należy spojrzeć jednak na tę kwestię przez pryzmat „realpolitik” i w szerszym kontekście: nie zapominajmy o sporach terytorialnych Chin z Japonią, Wietnamem, Filipinami, Malezją i Brunei o Wyspy Senkaku, Wyspy Paracelskie, Wyspy Spratly oraz mieliznę Scarborough na Morzu Wschodniochińskim i Morzu Południowochińskim. Kazus Krymu i poparcie Rosji mogą być więc w przyszłości ważnym „argumentem” zmiany status quo w regionie i narzucenia przez Chiny zwierzchności terytorialnej nad zasobnymi w łowiska i surowce energetyczne spornymi terytoriami.

 

Ciche zbrojenia

Obserwowane w ostatnim czasie zaognienie stosunków w regionie wschodnioazjatyckim doprowadziło do wzajemnych oskarżeń pomiędzy Chinami a Japonią, Wietnamem i Filipinami oraz sprowokowało ostrą krytykę działań Pekinu ze strony Waszyngtonu. Wobec napięć w stosunkach chińsko-amerykańskich, pozyskanie skłóconej z Zachodem Rosji jest ważne również dla Pekinu, a zacieśniającą się współpracę pomiędzy tymi państwami można rozpatrywać jako chęć stworzenia sojuszu antyamerykańskiego i ograniczenia pozycji Stanów Zjednoczonych w regionie.

 

Władze Chin nie zważając na protesty ze strony Wietnamu, na początku maja zdecydowały o rozmieszczeniu platformy wiertniczej na spornych wodach Morza Południowochińskiego, w okolicy Wysp Paracelskich. Co więcej, administracja bezpieczeństwa morskiego Chin poinformowała, że w związku z pracami platformy do połowy sierpnia zabrania się ruchu statków w odległości 4,8 kilometrów od tej strefy.

 

Działania Pekinu doprowadziły do antychińskich protestów w Wietnamie. Doszło do wielotysięcznych protestów, niszczono przedsiębiorstwa z chińskim kapitałem, były ofiary śmiertelne. Wietnam powołując się na Konwencję o prawie morza z 1982 roku uznaje sporne terytoria za własny szelf kontynentalny oraz wyłączną strefę ekonomiczną i dlatego zażądał wstrzymania prac i wycofania się Chin z tych terenów.

 

Działania te zostały ostro skrytykowane przez Stany Zjednoczone: sekretarz obrony USA Chuck Hagel stwierdził, że chińskie roszczenia terytorialne destabilizują sytuację w tej części świata oraz podkreślił, że USA nie będą bierne wobec prób ograniczania żeglugi w regionie. Również premier Japonii Shinzo Abe poinformował o wsparciu przez Tokio Wietnamu i Filipin w ich sporach terytorialnych z Chinami. Zresztą – w związku z licznymi incydentami lotniczymi w okolicach spornych Wysp Senkaku w ostatnim czasie doszło również do wzrostu napięcia pomiędzy Chinami i Japonią.

 

Niepokój w regionie budzi równieżznaczący wzrost nakładów finansowych na chińskie siły zbrojne, które przechodzą modernizację i są wyposażane w nowoczesne uzbrojenie. Stany Zjednoczone oskarżają Chiny, że te zaniżają dane dotyczące wydatków militarnych: w rzeczywistości mają one być o około 20 procent wyższe niż w oficjalnych statystykach. Według Pentagonu w 2013 roku budżet wojskowy Chin wynosił około 145 miliardów dolarów, a nie jak twierdzą Chińczycy – 119, 5 miliardów.

 

Pojednawcze gesty – na jak długo?

Kryzys ukraiński wpłynął więc na sytuację na Dalekim Wschodzie: wskutek pogorszenia się stosunków Rosji z Zachodem, doszło do intensyfikacji współpracy Moskwy z Pekinem oraz umocnienia przez te państwa sojuszu antyamerykańskiego. Jego utrzymanie i dalszy rozwój wypadków w regionie będą uzależnione od charakteru stosunków Rosji z Zachodem. W najbliższej perspektywie nie ulegną one jednak poprawie, gdyż w dalszym ciągu będą je kształtować niestabilna sytuacja we wschodniej części Ukrainy i oskarżenia pod adresem Rosji o wspieranie działań separatystów.

 

Władze USA zdają sobie jednak sprawę z wagi sojuszu rosyjsko-chińskiego, dlatego też w ostatnim czasie wykonały wobec Pekinu pojednawcze gesty. Przed zaplanowaną na 9-10 lipca w Pekinie, szóstą rundą strategicznego dialogu gospodarczego Chin i USA, prezydent Obama zapewnił o chęci rozwijania współpracy oraz konstruktywnego rozwiązywania istniejących problemów. Koncyliacyjne deklaracje złożył również prezydent Xi Jinping: chiński przywódca powiedział, że konfrontacja Chin i Stanów Zjednoczonych byłaby katastrofą.

 

Ugodowe stanowiska wynikają zarówno z chęci deeskalacji konfliktu i uspokojenia napiętej sytuacji, jak również ze świadomości strategicznych interesów gospodarczych obu państw. Sekwencja ostatnich wydarzeń pokazuje jednak, że utrzymanie stabilnej sytuacji w regionie wschodnioazjatyckim będzie bardzo trudne. Spory terytorialne oraz różnice interesów sąsiadujących ze sobą państw, powodują, że obszar Dalekiego Wschodu jest niezwykle konfliktogenny i jest jedynie kwestią czasu, kiedy dojdzie do wzrostu napięcia i kolejnej eskalacji konfliktu w tej części świata.

 

 

Piotr Bajor z Pekinu. Autor jest wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oraz visiting professor w Szanghajskim Uniwersytecie Studiów Międzynarodowych.

 

 

W TW FB VK

Komentarze