Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK

Najnowsze:

Wizyta korzystna dla wszystkich

Publicystyka, Najnowsze
Kamil Całus

Świeżo upieczony mołdawski prezydent Igor Dodon udał się do Moskwy. Zapowiedział rozwiązanie konfliktu naddniestrzańskiego według rosyjskiego planu i zbliżenie z Unią Euroazjatycką. Ale – dla proeuropejskiej koalicji w Mołdawii to dobre wieści.

Siostry Telniuk i ukraińska poezja śpiewana

Polecamy, Najnowsze
NEW

NEW zaprasza 1 lutego na koncert w warszawskim Teatrze Polskim: utwory Tarasa Szewczenki, Oksany Zabużko czy Wasyla Stusa w wyjątkowej aranżacji.

Polska jako symbol

Recenzje, Najnowsze
Krzysztof Kolanowski

Okrzyknięta „mołdawską Masłowską” Doina Lungu napisała thriller, którego akcja toczy się w Wieliczce i Krakowie – miastach, które pisarka zna tylko z Google Street View. Recenzja Symfonii złoczyńcy autorstwa Krzysztofa Kolanowskiego.

Nuda na pustyni

Publicystyka, Najnowsze, Reportaż
Agnieszka Pikulicka-Wilczewska

Wielu młodych Turkmenów drażni to, że nie mogą chodzić do meczetów, klubów, prowadzić samochodów czy mówić tego, co myślą. Ale wielu też nie zdaje sobie sprawy, że w ich kraju coś jest nie tak, że jest on uznawany za jeden z najbardziej totalitarnych na świecie.

Bieżacy numer:

Nuda na pustyni

Reportaż
Agnieszka Pikulicka-Wilczewska

Wielu młodych Turkmenów drażni to, że nie mogą chodzić do meczetów, klubów, prowadzić samochodów czy mówić tego, co myślą. Ale wielu też nie zdaje sobie sprawy, że w ich kraju coś jest nie tak, że jest on uznawany za jeden z najbardziej totalitarnych na świecie.

Wojna podczas pokoju


Paweł Kost

Analitycy są zgodni: Rosja rozważa atak na Ukrainę, który polegać będzie na odcięciu dopływu energii w dużej części kraju oraz paraliżu informacyjnym, co wywoła panikę, chaos i protesty społeczne. Zapewne idealny okres dla takich działań to szczytowe mrozy.

Azja a sprawa ukraińska

18.07.2014 07:43 Publicystyka, Najnowsze
Piotr Bajor

Kryzys ukraiński doprowadził do zasadniczej zmiany sytuacji geopolitycznej i poziomu bezpieczeństwa nie tylko w Europie Środkowo-Wschodniej, ale także na Dalekim Wschodzie.

 

 

Skala kryzysu na Ukrainie i konfliktu rosyjsko-ukraińskiego spowodowała, że wschodnioeuropejskimi problemami wielokrotnie zajmowała się Rada Bezpieczeństwa ONZ. Wskutek zaangażowania w konflikt Rosji, czyli stałego członka Rady, nie należało jednak spodziewać się jakichkolwiek efektywnych działań ze strony tego ciała ONZ. Podział członków Rady Bezpieczeństwa według linii Zachód-Rosja od początku konfliktu był jasny i klarowny. W rezultacie istotne stało się stanowisko kolejnego stałego członka Rady – Chin.

 

W komentarzu udzielonym „Nowej Europie Wschodniej” profesor Li Xin, dyrektor Centrum Rosji i Azji Centralnej w Szanghajskim Instytucie Studiów Międzynarodowych podkreśla, że Rosja i Ukraina są dla Chin ważnymi partnerami, z którymi stosunki mają charakter strategiczny. „Dlatego też konieczność wypracowania stanowiska wobec kryzysu ukraińskiego i będącego jego konsekwencją otwartego konfliktu Ukrainy z Rosją, postawiły Chiny w trudnym położeniu” – dodaje w rozmowie z „NEW” Li Xin.

 

Z „trudnego położenia” Chiny wybrnęły w przewidywalny sposób: w głosowaniach nad rezolucjami ONZ dotyczącymi aneksji Krymu i integralności terytorialnej Ukrainy wstrzymywały się od głosu. Z punktu widzenia interesów Pekinu nie popieranie żadnej ze stron było najlepszym rozwiązaniem.

 

Chińska specjalność – wyczekiwanie

Nie ulega wątpliwości, że mimo podkreślania wagi stosunków ukraińsko-chińskich, interesy łączące Chiny z Rosją są dla władz w Pekinie zdecydowanie ważniejsze. Wobec ochłodzenia stosunków Rosji z państwami zachodnimi, również dla Moskwy wzmocnienie sojuszu rosyjsko-chińskiego było istotne. Jasny sygnał w tym zakresie został wysłany na Zachód chociażby podczas majowego spotkania przywódców obu państw w Szanghaju. Podpisano wówczas 30-letni kontrakt pomiędzy Gazpromem a chińską państwową spółką energetyczną CNPC na dostawy 38 miliardów m3 gazu. Oficjalnie ustalona cena surowca jest tajemnicą biznesową i uzależniona będzie od cen ropy na rynkach światowych, łatwo jednak obliczyć, że będzie się ona wahać w granicach 350-390 dolarów za 1000 m3. Chińczycy zapłacą więc zdecydowanie mniej niż większość europejskich odbiorców rosyjskiego gazu. W opinii wielu ekspertów cena dostaw do Chin jest dla Gazpromu na granicy opłacalności.

 

Dla Putina najważniejsze było jednak samo podpisanie kontraktu i wysłanie Unii Europejskiej jasnego komunikatu odnośnie unijnych prób uniezależnienie się od rosyjskiego gazu. Sygnał Putina był jednoznaczny: chciał zademonstrować Brukseli, że Rosja nie jest skazana na dostawy surowca do Unii Europejskiej i również może zdywersyfikować swoich odbiorców.

 

Trudno zresztą inaczej odczytywać intencje Putina, skoro ostateczna decyzja o akceptacji ceny i warunków kontraktu została podjęta przez rosyjskiego prezydenta właśnie teraz. Rozmowy w sprawie dostaw gazu do Chin były prowadzone od ponad 10 lat, a przy planowanym imporcie na poziomie kilkudziesięciu miliardów m3 gazu, każdy dolar różnicy w cenie generował znaczne oszczędności dla Pekinu. Gazprom długo nie był jednak skłonny na żadne ustępstwa w tej kwestii – obniżenie ceny oznaczało bowiem zmniejszenie rentowności eksportu, jak również wzmocnienie gospodarki Chin i tym samym pozycji geopolitycznej tego państwa.

 

Kryzys ukraiński zmienił jednak całkowicie podejście Kremla do tej sprawy. W trakcie negocjacji w Szanghaju, negocjatorzy podobnie jak w latach poprzednich nie mogli dojść do porozumienia w kwestii ceny, w ostatnim momencie do rozmów włączył się jednak Putin, który zdecydował się na ustępstwa wobec Chin.

 

Wydarzenia na Ukrainie bezpośrednio wpłynęły zatem na zawarcie tego porozumienia, które z punktu widzenia gospodarki chińskiej ma bardzo duże znaczenie. Według większości prognoz zużycie gazu w Chinach będzie znacząco rosło i w najbliższych latach może przekroczyć 300 miliardów m3. Według opublikowanego w czerwcu BP Statistical Review of World Energy 2014, Chiny w poprzednim roku wyprodukowały 117,1 miliardów m3, co stanowi wzrost w porównaniu z ubiegłym rokiem o niecałe 10 procent. Zużycie gazu rośnie jednak niewspółmiernie szybko i w tym samym roku wyniosło 161,6 miliardów m3, co oznacza, że w ciągu roku konsumpcja zwiększyła się o ponad 15 miliardów m3 (prawie tyle, ile rocznie zużywa Polska).

 

Deficyt gazu Chiny pokrywają głównie importując go z Turkmenistanu (w 2013 roku było to 24,4 miliardów m3) oraz LNG na podobnym poziomie 24,5 mld m3. Uwzględniając powyższe prognozy, zagwarantowanie dostaw z Rosji w ramach kontraktu z Gazpromem wzmacnia bezpieczeństwo energetyczne Chin i ma bardzo duże znaczenie dla gospodarki tego państwa.

 

Nie dzisiaj, nie jutro

Chińscy eksperci zwracają jednak uwagę na odległą perspektywę realizacji kontraktu i olbrzymie koszty, które musi ponieść Gazprom, aby zbudować potrzebną infrastrukturę – szef spółki Aleksiej Miller przyznał, że konieczne są inwestycje na poziomie 55 miliardów dolarów. Część specjalistów stwierdza wręcz, że realizacja kontaktu w jego obecnym brzmieniu może nie dojść do skutku, a Rosja będzie starała się go renegocjować.

 

Taki scenariusz wydaje się jednak mało prawdopodobny. Nawet jeśli wynegocjowana cena nie jest dla Gazpromu satysfakcjonująca, to władze koncernu rozpatrują kontrakt w długoterminowej perspektywie – czyni on z rosyjskiego monopolisty ważnego partnera energetycznego Chin i (biorąc pod uwagę przewidziane w kontrakcie zwiększenie możliwości importu do 60 miliardów m3), może w przyszłości znacząco uzależnić chiński sektor energetyczny od Rosji.

 

Dzięki budowie gazociągu Gazprom zagwarantuje także dostawy odbiorcom przemysłowym i indywidualnym na rosyjskim Dalekim Wschodzie, a Putin będzie mógł w końcu wypełnić wielokrotnie składane obietnice aktywizacji gospodarczej tego regionu. Władze Chin i Rosji zastanawiają się nawet nad stworzeniem wspólnej strefy gospodarczej pomiędzy graniczącymi ze sobą terytoriami obu państw. Rosyjski Fundusz Inwestycji Bezpośrednich oraz Chińska Spółka Inwestycyjna w ramach wspólnego funduszu, mają także zainwestować około 400 milionów dolarów w budowę mostu nad rzeką Amur. Połączy on chińską prowincję Heilongjiang z rosyjskim Żydowskim Obwodem Autonomicznym.

 

Porozumienie energetyczne jest zresztą częścią całego pakietu umów gospodarczych mających zintensyfikować współpracę dwustronną i znacznie zwiększyć wartość wymiany handlowej. I rzeczywiście – Putin i Xi Jinpingzapowiedzieli ponad dwukrotny wzrost wymiany handlowej w ciągu najbliższych sześciu lat: w 2020 roku jej wartość ma wynieść 200 miliardów dolarów.

 

Oba państwa prowadzą również rozmowy w sprawie stworzenia nowej agencji ratingowej. Niewątpliwie jej powołanie ma przełamać hegemonię amerykańskich agencji, takich jak Standard&Poor's, Moody's oraz Fitch. Kolejnym wyzwaniem dla USA i Zachodu w kontekście gospodarczym są plany powołania wspólnego banku pomocy i rozwoju, który będzie konkurował na rynku światowym z Międzynarodowym Funduszem Walutowym.

 

Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe

Niejednoznaczne stanowisko Chin wobec aneksji Krymu było dla władz w Kijowie zaskoczeniem, gdyż Chińczycy dotychczas konsekwentnie podkreślali znaczenie zasady nienaruszalności granic, integralności terytorialnej i niemieszania się w wewnętrzne sprawy innych krajów. Taka postawa wynikała z „polityki jednych Chin” oraz problemów z Tybetem i Regionem Autonomicznego Sinciang-Ujgur. Szczególnie zamieszkiwany przez wyznających islam Ujgurów Sinciang jest bardzo niestabilnym regionem, w którym często dochodzi do zamachów terrorystycznych: są one przeprowadzane przez Islamski Ruch Wschodniego Turkiestanu, który dąży do oderwania Sinciangu. Ostatni zamach miał miejsce w Urumczi pod koniec maja, a w jego wyniku zginęło ponad 30 osób: władze w Pekinie rozpoczęły wówczas zakrojoną na szeroką skalę operację antyterrorystyczną, w wyniku której już po kilku dniach aresztowano ponad 200 osób podejrzewanych o wspieranie akcji terrorystycznych.

 

Zachowawcze stanowisko Chin wobec aneksji Krymu może więc zaskakiwać. Należy spojrzeć jednak na tę kwestię przez pryzmat „realpolitik” i w szerszym kontekście: nie zapominajmy o sporach terytorialnych Chin z Japonią, Wietnamem, Filipinami, Malezją i Brunei o Wyspy Senkaku, Wyspy Paracelskie, Wyspy Spratly oraz mieliznę Scarborough na Morzu Wschodniochińskim i Morzu Południowochińskim. Kazus Krymu i poparcie Rosji mogą być więc w przyszłości ważnym „argumentem” zmiany status quo w regionie i narzucenia przez Chiny zwierzchności terytorialnej nad zasobnymi w łowiska i surowce energetyczne spornymi terytoriami.

 

Ciche zbrojenia

Obserwowane w ostatnim czasie zaognienie stosunków w regionie wschodnioazjatyckim doprowadziło do wzajemnych oskarżeń pomiędzy Chinami a Japonią, Wietnamem i Filipinami oraz sprowokowało ostrą krytykę działań Pekinu ze strony Waszyngtonu. Wobec napięć w stosunkach chińsko-amerykańskich, pozyskanie skłóconej z Zachodem Rosji jest ważne również dla Pekinu, a zacieśniającą się współpracę pomiędzy tymi państwami można rozpatrywać jako chęć stworzenia sojuszu antyamerykańskiego i ograniczenia pozycji Stanów Zjednoczonych w regionie.

 

Władze Chin nie zważając na protesty ze strony Wietnamu, na początku maja zdecydowały o rozmieszczeniu platformy wiertniczej na spornych wodach Morza Południowochińskiego, w okolicy Wysp Paracelskich. Co więcej, administracja bezpieczeństwa morskiego Chin poinformowała, że w związku z pracami platformy do połowy sierpnia zabrania się ruchu statków w odległości 4,8 kilometrów od tej strefy.

 

Działania Pekinu doprowadziły do antychińskich protestów w Wietnamie. Doszło do wielotysięcznych protestów, niszczono przedsiębiorstwa z chińskim kapitałem, były ofiary śmiertelne. Wietnam powołując się na Konwencję o prawie morza z 1982 roku uznaje sporne terytoria za własny szelf kontynentalny oraz wyłączną strefę ekonomiczną i dlatego zażądał wstrzymania prac i wycofania się Chin z tych terenów.

 

Działania te zostały ostro skrytykowane przez Stany Zjednoczone: sekretarz obrony USA Chuck Hagel stwierdził, że chińskie roszczenia terytorialne destabilizują sytuację w tej części świata oraz podkreślił, że USA nie będą bierne wobec prób ograniczania żeglugi w regionie. Również premier Japonii Shinzo Abe poinformował o wsparciu przez Tokio Wietnamu i Filipin w ich sporach terytorialnych z Chinami. Zresztą – w związku z licznymi incydentami lotniczymi w okolicach spornych Wysp Senkaku w ostatnim czasie doszło również do wzrostu napięcia pomiędzy Chinami i Japonią.

 

Niepokój w regionie budzi równieżznaczący wzrost nakładów finansowych na chińskie siły zbrojne, które przechodzą modernizację i są wyposażane w nowoczesne uzbrojenie. Stany Zjednoczone oskarżają Chiny, że te zaniżają dane dotyczące wydatków militarnych: w rzeczywistości mają one być o około 20 procent wyższe niż w oficjalnych statystykach. Według Pentagonu w 2013 roku budżet wojskowy Chin wynosił około 145 miliardów dolarów, a nie jak twierdzą Chińczycy – 119, 5 miliardów.

 

Pojednawcze gesty – na jak długo?

Kryzys ukraiński wpłynął więc na sytuację na Dalekim Wschodzie: wskutek pogorszenia się stosunków Rosji z Zachodem, doszło do intensyfikacji współpracy Moskwy z Pekinem oraz umocnienia przez te państwa sojuszu antyamerykańskiego. Jego utrzymanie i dalszy rozwój wypadków w regionie będą uzależnione od charakteru stosunków Rosji z Zachodem. W najbliższej perspektywie nie ulegną one jednak poprawie, gdyż w dalszym ciągu będą je kształtować niestabilna sytuacja we wschodniej części Ukrainy i oskarżenia pod adresem Rosji o wspieranie działań separatystów.

 

Władze USA zdają sobie jednak sprawę z wagi sojuszu rosyjsko-chińskiego, dlatego też w ostatnim czasie wykonały wobec Pekinu pojednawcze gesty. Przed zaplanowaną na 9-10 lipca w Pekinie, szóstą rundą strategicznego dialogu gospodarczego Chin i USA, prezydent Obama zapewnił o chęci rozwijania współpracy oraz konstruktywnego rozwiązywania istniejących problemów. Koncyliacyjne deklaracje złożył również prezydent Xi Jinping: chiński przywódca powiedział, że konfrontacja Chin i Stanów Zjednoczonych byłaby katastrofą.

 

Ugodowe stanowiska wynikają zarówno z chęci deeskalacji konfliktu i uspokojenia napiętej sytuacji, jak również ze świadomości strategicznych interesów gospodarczych obu państw. Sekwencja ostatnich wydarzeń pokazuje jednak, że utrzymanie stabilnej sytuacji w regionie wschodnioazjatyckim będzie bardzo trudne. Spory terytorialne oraz różnice interesów sąsiadujących ze sobą państw, powodują, że obszar Dalekiego Wschodu jest niezwykle konfliktogenny i jest jedynie kwestią czasu, kiedy dojdzie do wzrostu napięcia i kolejnej eskalacji konfliktu w tej części świata.

 

 

Piotr Bajor z Pekinu. Autor jest wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oraz visiting professor w Szanghajskim Uniwersytecie Studiów Międzynarodowych.

 

 

W TW FB VK

Komentarze