Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Łukaszenko idzie na wojnę z Putinem
2014-05-27
Jakub Korejba

Choć Aleksander Łukaszenko znany jest z kontrowersyjnych wypowiedzi, tym razem poszedł na całość i po kolei naruszył wszystkie kremlowskie tabu.

W krótkich żołnierskich słowach prezydent Białorusi w imieniu swoim i całego kraju pokazał Kremlowi jeden wielki, ogólnonarodowy gest Kozakiewicza. Wsłuchując się w złote myśli, którymi sypał jak z rękawa, warto zwrócić uwagę nie tylko na to, co mówił (choć treść sama w sobie jest szokująca), ale także gdzie, kiedy i komu. Kontekst skandalicznej rozmowy jest bowiem nie mniej ważny niż jego treść.



Jak celebryta z celebrytą

Łukaszenko dał bowiem wywiad nie komu innemu, a telewizji „Deszcz" (Dożdż), która w putinowskiej Rosji jest ostatnim bastionem wolności słowa i dziennikarskiej niezależności. Jako kość w gardle kremlowskiego ministerstwa prawdy, kanał jest obiektem szykan, które w czasie kryzysu ukraińskiego przybrały formę otwartego „walenia cepem" w celu zamknięcia niepokornej stacji: redakcji po raz kolejny odmówiono licencji na nadawanie poza internetem, a także wymówiono lokal i niemal wyrzucono na ulicę. W tym kontekście przywódca bratniej republiki nie tylko podwyższył „Deszczowi" oglądalność, ale także przyczynił się do legitymizacji kanału w oczach widzów. Jeżeli bowiem lider najbliższego Rosji państwa z uśmiechem przyjmuje ekipę kanału na swoich salonach, to znaczy, że nie może być on piąta kolumną i zbiegowiskiem wrogów narodu.

Znamienne, że gniewno-ironiczne refleksje Łukaszenki zostały wypowiedziane w Mińsku – mieście, gdzie miesiąc temu odbył się szczyt przywódców Związku Celnego, którzy mieli parafować tekst umowy o Związku Eurazjatyckim, nowym wcieleniu Związku Radzieckiego. Tymczasem jednak – ze względu na pozycję Białorusi, której prezydent domagał się „braterskich" stawek na rosyjskie surowce – przyjęcie kluczowego dla całej kariery Putina dokumentu przeciąga się w czasie. Wraz z nim opóźnia się też moment ogłoszenia prezydenta Rosji wskrzesicielem ZSRR.

Wiele mówi nam także chwila, w której Łukaszenko zaprosił na szczerą pogawędkę niepokornych dziennikarzy: rozmowa miała miejsce nie tylko w przededniu wyborów prezydenckich na Ukrainie. Odbyła sięrównież w dzień po ceremonii wręczenia przez Putina na Kremlu orderów 300 bojownikom informacyjnego frontu – dziennikarzom którzy najbardziej przysłużyli się „obiektywnemu, bezstronnemu i rzetelnemu" relacjonowaniu wydarzeń związanych z kryzysem ukraińskim i aneksją Krymu.

I tu kontrapunkt jest aż nazbyt oczywisty: podczas, gdy Putin w Moskwie wiesza porcelanki na piersiach oszczerców, Łukaszenko w Mińsku bierze pod swoje skrzydła i częstuje kawą z ciasteczkami niezależnych, niepokornych i uciśnionych. Wisienką na upieczonym przez Łukaszenkę torcie obrazy wobec Putina była osoba przeprowadzająca wywiad: do Mińska przybyła Ksenia Sobczak, znana z opozycyjnych poglądów i uczestnictwa w antyrządowych akcjach celebrytka.



Wielki Kołchoźnik

Rozumiejąc nieprosty kontekst tego nieprzypadkowo i kompletnie przemilczanego przez mainstreamowe rosyjskie media wydarzenia, warto wsłuchać się w najbardziej jaskrawe wypowiedzi prezydenta Białorusi. Są one bowiem nie tylko stanowiskiem jednego człowieka, ale wyrazem doktryny polityki państwowej, którą prowadzi i będzie prowadzić Białoruś pod jego kierownictwem.

W kwestii kryzysu na Ukrainie i oceny postępowania Rosji wobec sąsiadów Łukaszenko od dłuższego czasu oskarżany był o zachowanie dwuznacznego dystansu. Podczas wywiadu dla „Deszczu" postanowił przeciąć spekulacje i wypowiedział się w pełni jednoznacznie. Tonem ojcowskiej przestrogi przypomniał Rosji o niewspółmierności jej geopolitycznych ambicji do posiadanego potencjału. Zrugał Moskwę słowami: „obsiejcie najpierw własne ziemie, a potem wyciągajcie ręce po cudze".

Łukaszenko nie odmówił sobie także przeglądu rosyjskiej elity: oceniał, kto spośród rosyjskich decydentów jest uczciwy, a kto nie. Dał także rosyjskim kolegom kilka najzupełniej bezczelnych i niesłychanych w praktyce międzynarodowej rad dotyczących polityki wewnętrznej, przy okazji podkreślając swoje umiłowanie demokracji i pluralizmu. Zadeklarował: „jeżeliby [Aleksiej] Nawalny był białoruskim opozycjonistą, to ja bym go nigdy nie posadził". Dezawuując miesiące pracy rosyjskiej machiny propagandowej, rzucił także od serca charakterystyczne: „absolutnie nie wierzę, że Bierezowski powiesił się sam".

Coraz bardziej rozgrzany polemicznie i wprawiony przez Sobczak w dobry humor prezydent Białorusi naruszył także najważniejsze radziecko-rosyjskie tabu: nigdy nie komentować publicznie prywatnego życia dygnitarzy państwowych. Nie tylko nie zignorował pytań o życie osobiste, ale także pogrążył się w dywagacjach na temat intymnych sekretów swojego rosyjskiego kolegi, sugerując, że „rozwodu Putina mogła chcieć może jakaś dziewczyna, może jakaś kobieta…"

Nie miejsce tu na przytaczanie wszystkich pereł, które posypały się z ust „Wielkiego Kołchoźnika" podczas dwóch godzin swobodnego dialogu – warto samemu obejrzeć ten niezwykły show w całości. Nie można jednak pominąć słów, które, choć wyrwały się z serca prezydenta Białorusi szczerze i spontanicznie, to stanowią polityczną deklarację o historycznym charakterze. Najbliższy strategiczny sojusznik Rosji i przywódca ostatniego na świecie „bratniego" wobec niej państwa nie pozostawił wątpliwości, co do swojej oceny polityki Kremla oraz reakcji na ewentualną próbę realizacji wobec Białorusi scenariusza ukraińskiego. „Jeżeli ktokolwiek przyjdzie na białoruską ziemię – wycedził przez zęby, zaciskając pięści Łukaszenko – ja będę walczył. Nawet, jeżeli będzie to Putin".

Te szczere, jak na polityka słowa musiały mocno zaboleć Putina i jego otoczenie. Paradoksalnie, najbardziej dotkliwe sankcje związane z kryzysem ukraińskim posypały się na Rosję nie z Brukseli czy Waszyngtonu, ale właśnie z Mińska. Okazuje się bowiem, że nikt, nawet Łukaszenko nie jest gotowy do partnerstwa i przyjaźni Rosją Putina.



Jakub Korejba




Powrót
Najnowsze

Nadchodząca agonia systemu? Przedterminowe wybory parlamentarne na Ukrainie

17.07.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Zwykły człowiek vs Rosja

16.07.2019
Tomasz Grzywaczewski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Zrzutka na Seferisa

16.07.2019
NEW
Czytaj dalej

Wilno: Spotkanie wokół obławy augustowskiej 1945

14.07.2019
NEW
Czytaj dalej

Baśnie z tysiąca i jednego protestu. Gruzińska kronika wydarzeń

11.07.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Wojna nie przynosi ani zwycięstwa, ani przegranej

10.07.2019
Tomasz Filipiak
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu