Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Wyszehrad, Rosja i paraliżujące pęta gospodarki
2014-12-28
Dariusz Kałan

Przypominamy artykuły, które ukazały się w mijającym roku na New.org.pl.

 

Awangarda sprzeciwu wobec zaostrzania unijnych sankcji wobec Rosji powstała w Europie Środkowej. To krótkowzroczność, która środkowoeuropejskie elity może dużo kosztować.

Publiczne wypowiedzi liderów Grupy Wyszehradzkiej (V4) o „bezstronności" wobec kryzysu na Ukrainie (Viktor Orbán), „niepotrzebnych i szkodliwych sankcjach" (Robert Fico) czy „wojnie domowej między dwoma grupami obywateli ukraińskich" (Miloš Zeman) świadczą o tym, że środkowoeuropejskie elity nie dostrzegają ani wagi konfliktu ukraińsko-rosyjskiego, ani też jego zagrożenia dla własnego regionu. Biorąc pod uwagę doświadczenia historyczne, ta powściągliwość może budzić zdumienie. Obecnie o kształcie polityki zagranicznej nie decyduje jednak historia, ale ekonomia.

Do niedawno powtarzano nam, że niewidzialna sieć naczyń połączonych gospodarki czasu globalizmu będzie chronić przed nieprzewidywalnością któregoś z partnerów. Na straży jego ambicji miała stać racjonalna kalkulacja, która zawsze wskazywała, że w sytuacji konfliktowej gospodarcza współzależność przyniesie mu więcej strat niż zysków, a jeśli i tak zdecyduje się wywołać trzęsienie ziemi, to będzie ono krótkotrwałe i prędzej czy później uderzy również w niego. Dzisiaj jednak okazuje się nie tylko, że partner nie zawsze działa racjonalnie, ale także, iż powiązania gospodarcze są czasem jak paraliżujące pęta: krępujące przed jakimkolwiek działaniem.

Trudno się dziwić ostrożnej postawie wyszehradzkiej trójki, jeśli weźmiemy pod uwagę choćby rozwój ich relacji handlowych; w latach 2009–2013 nastąpił skokowy wzrost sprzedaży towarów i usług tych krajów do Rosji: o 25 procent (Węgry), 80 procent (Słowacja), a nawet ponad 130 procent (Czechy). Załamanie tego dynamicznego trendu przyniosłoby niebagatelne starty dla ich i tak wymęczonych gospodarek. Gdyby bowiem w odpowiedzi na sankcje Unii Europejskiej Moskwa zgodnie ze swoimi groźbami wprowadziła embargo na zakup aut, artykułów motoryzacyjnych i maszyn elektrycznych, najbardziej uderzyłaby właśnie w Czechy, Słowację i Węgry – kluczowy hub produkcyjny dla największych marek samochodowych. W przypadku wszystkich trzech krajów cały ten segment obejmuje ponad 80 procent ich eksportu do Rosji.

Naturalnie, oprócz tego Kreml dysponuje lewarem w postaci surowców energetycznych. Mimo że od czasu kryzysu gazowego z 2009 roku region wzmocnił swoje bezpieczeństwo energetyczne (rozbudowując infrastrukturę wewnętrzną i otwierając nowe trasy przesyłowe), wolumen sprowadzanych z Rosji ropy i gazu zmniejszył się nieznacznie. Moskwa potrafi tę sięgającą nierzadko 100 procent (jak w przypadku Słowacji) zależność świetnie wykorzystać. Na początku tego roku Węgry powierzyły bez przetargu rosyjskiej spółce Rosatom rozbudowę elektrowni jądrowej w Paks, a Słowacja wytargowała kilkudziesięcioprocentową obniżkę cen gazu. Nieprzypadkowo obie umowy zostały sfinalizowane akurat w czasie wzmożonych działań Moskwy na Ukrainie. Rosja tym samym umiejętnie pozyskała wygodny instrument nacisku na Budapeszt i Bratysławę, których reakcja na aneksję Krymu i interwencję rosyjską w Donbasie była bardzo zachowawcza.

Ze względu na stopień zależności surowcowej oraz promowany przez wielki biznes prymat wzmacniania kontaktów gospodarczych, trzy kraje V4 – pomimo różnic w agendach politycznych, doświadczeniach historycznych czy nastrojach społecznych – wybrały w istocie podobną strategię wobec Moskwy. Z jednej strony objawia się ona w retorycznych potępieniach jej aktywności na Ukrainie, z drugiej – w intensywnych zabiegach o utrzymanie dotychczasowego poziomu współpracy gospodarczej i zgłaszaniu wątpliwości do tych projektów, które mogłyby doprowadzić do jej osłabienia. Czechy, Słowację i Węgry nadal łączy przekonanie, że Rosja to najważniejszy partner na wschodzie i jako taka nie powinna być izolowana, a wszystkie kwestie sporne bez względu na skalę akcji inspirowanych lub przeprowadzanych w Donbasie bezpośrednio przez nią należy rozwiązywać przez dialog dyplomatyczny. W praktyce przybiera to formę biernego akceptowania istniejącego status quo i nie zgłaszania własnych inicjatyw. Takie wyszehradzkie do-nothing policy.

Jasne, że w umacnianiu kontaktów handlowych i inwestycyjnych nie ma nic złego. W latach stabilności i pokoju takie pragmatyczne podejście świadczy o przenikliwości elit, które dążą do zapewnienia trwałego wzrostu i materialnego dostatku swoim społeczeństwom. Jednakże podporządkowywanie interesom gospodarczym polityki zagranicznej w sytuacji, w której niedawny partner staje się agresorem i destabilizuje obszar bezpośrednio sąsiadujący z Unią Europejską, wygląda jak bezradne przymykanie oczu i udawanie, że nic się nie dzieje. To krótkowzroczność, która środkowoeuropejskie elity może dużo kosztować. Więcej niż rosyjskie embargo na samochody.



Dariusz Kałan jest analitykiem Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

 

15.09.2014


Polecamy inne artykuły autora: Dariusz Kałan
Powrót
Najnowsze

Paszinjan kontra sądy

20.05.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Świadek Wieku – Na nowy wiek. Setne urodziny Herlinga-Grudzińskiego

19.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Nagroda Jana Nowaka-Jeziorańskiego 2019

17.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Litewska tradycja karania rządzących

16.05.2019
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Festiwal Filmów Polskich „Wisła”: Konkurs Główny

14.05.2019
Natalia Walka
Czytaj dalej

Prezydent Gruzji w Polsce

09.05.2019
Tomasz Filipiak
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu