To było do przewidzenia – gdy minął pierwszy szok wywołany wiadomościami ze Smoleńska, zaczęły budzić się demony: teorie spiskowe. Ludzie bardziej i mniej poważni zaczęli sugerować, że to wcale nie musiał być nieszczęśliwy wypadek. Kto miałby więc za nim stać? Ten, kto skorzystał.
Według jednej z teorii, za katastrofą polskiego samolotu stała Moskwa, której na rękę było pozbycie się polityka uważanego za antyrosyjskiego, domagającego się od Kremla prawdy na temat Katynia. Tezy tej nie da się udowodnić, ale nie da się jej też przy pomocy dowodów odrzucić. Tak to jest z teoriami spiskowymi. Dopuśćmy się jednak rozważań na ten temat. Jak do tej pory głównym wewnątrzrosyjskim skutkiem katastrofy jest wzrost propolskich nastrojów oraz wzmożona debata na temat Katynia i zbrodni stalinowskich w ogóle. Moskwa nie była w stanie kontrolować spontanicznego odruchu Rosjan, ale media miały taką możliwość. Tymczasem w telewizji, również tej kontrolowanej przez władze, mówi się teraz o Katyniu otwarcie, po raz drugi został wyświetlony film Andrzeja Wajdy – i tym razem mogły go obejrzeć naprawdę miliony ludzi. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, dokąd zaprowadzi Rosję ta dyskusja na temat historii, ale z pewnością nie jest to kierunek, którym chcieliby podążać piewcy stalinizmu. Dlatego trudno mi uwierzyć w jakąś moskiewsko-diabelską intrygę. Po co Putin z Miedwiediewem mieliby ją uknuć? Żeby potem publicznie wyrażać solidarność z Polakami i potępiać Stalina? Gdyby „poststalinowscy Polakożercy” chcieli się pozbyć niewygodnego polskiego polityka, wybraliby zaiste dziwną metodę.
Nie miałem wahań, by podpisać „Apel o Pojednanie” do Rosjan, wyrażający im wdzięczność za wsparcie udzielone Polakom. Był on skierowany do Rosjan, którzy przyszli złożyć kwiaty pod polską ambasadą. Oni nie pytali, czy ludzie, którzy zginęli w samolocie, byli politykami antyrosyjskimi czy prorosyjskimi. W ogóle nie zastanawiali się nad politycznymi skutkami tragedii. Myślę, że gdyby na pokładzie zamiast polityków znajdowali się tak zwani „zwykli ludzie”, reakcja Rosjan byłaby taka sama – bo czy wtedy tragedia byłaby mniej tragiczna?
Z pewnym wstydem myślę teraz o polskich reakcjach na tragedie, jakie dotknęły Rosję w ostatnich latach. Zamachy bombowe, Dubrowka, Biesłan, Newskij Ekspres, niedawno moskiewskie metro (jak i przed czterema laty)… Do tego zdarzenia na Kaukazie, które aż trudno wyliczyć. Dość lekko przyjmowaliśmy do wiadomości liczby ofiar i natychmiast zaczynaliśmy spekulacje: kto za tym stoi? FSB? Putin? Nie da się ukryć, że władze Rosji ponoszą polityczną odpowiedzialność za sytuację, w której dochodzi do takich zamachów. Nie da się też nie zauważyć, że rosyjskie służby specjalne zachowywały się tak, jakby na rękę były im niektóre nieszczęścia. Ale jak to się ma do ludzi, którzy zginęli choćby 29 marca w moskiewskim metrze? Nas jednak bardziej ciekawiło, czy rzeczywiście była to akcja specłużb, niezadowolonych z zapowiedzi reform, jakim miały być poddane. A trzeba było najpierw pomyśleć o niewinnych ofiarach.
Nie wiem, co zostanie po tych wszystkich gestach polsko-rosyjskiej przyjaźni. Być może za tydzień-dwa politycy wszystko zepsują. Między Rosją i Polską jest wiele punktów spornych, mamy różne interesy, inaczej patrzymy na świat – jest o co się kłócić. Ale mam nadzieję, że jedno już będzie dla Polaków i Rosjan jasne: że obok polityków i ziejących nienawiścią publicystów, w obu krajach żyją też ludzie. Normalni i bardzo do siebie podobni.
Andrzej BrzezieckiLudzki i polityczny wymiar nieszczęścia
To było do przewidzenia – gdy minął pierwszy szok wywołany wiadomościami ze Smoleńska, zaczęły budzić się demony: teorie spiskowe. Ludzie bardziej i mniej poważni zaczęli sugerować, że to wcale nie musiał być nieszczęśliwy wypadek. Kto miałby więc za nim stać? Ten, kto skorzystał.
Według jednej z teorii, za katastrofą polskiego samolotu stała Moskwa, której na rękę było pozbycie się polityka uważanego za antyrosyjskiego, domagającego się od Kremla prawdy na temat Katynia. Tezy tej nie da się udowodnić, ale nie da się jej też przy pomocy dowodów odrzucić. Tak to jest z teoriami spiskowymi. Dopuśćmy się jednak rozważań na ten temat. Jak do tej pory głównym wewnątrzrosyjskim skutkiem katastrofy jest wzrost propolskich nastrojów oraz wzmożona debata na temat Katynia i zbrodni stalinowskich w ogóle. Moskwa nie była w stanie kontrolować spontanicznego odruchu Rosjan, ale media miały taką możliwość. Tymczasem w telewizji, również tej kontrolowanej przez władze, mówi się teraz o Katyniu otwarcie, po raz drugi został wyświetlony film Andrzeja Wajdy – i tym razem mogły go obejrzeć naprawdę miliony ludzi. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, dokąd zaprowadzi Rosję ta dyskusja na temat historii, ale z pewnością nie jest to kierunek, którym chcieliby podążać piewcy stalinizmu. Dlatego trudno mi uwierzyć w jakąś moskiewsko-diabelską intrygę. Po co Putin z Miedwiediewem mieliby ją uknuć? Żeby potem publicznie wyrażać solidarność z Polakami i potępiać Stalina? Gdyby „poststalinowscy Polakożercy” chcieli się pozbyć niewygodnego polskiego polityka, wybraliby zaiste dziwną metodę.
Nie miałem wahań, by podpisać „Apel o Pojednanie” do Rosjan, wyrażający im wdzięczność za wsparcie udzielone Polakom. Był on skierowany do Rosjan, którzy przyszli złożyć kwiaty pod polską ambasadą. Oni nie pytali, czy ludzie, którzy zginęli w samolocie, byli politykami antyrosyjskimi czy prorosyjskimi. W ogóle nie zastanawiali się nad politycznymi skutkami tragedii. Myślę, że gdyby na pokładzie zamiast polityków znajdowali się tak zwani „zwykli ludzie”, reakcja Rosjan byłaby taka sama – bo czy wtedy tragedia byłaby mniej tragiczna?
Z pewnym wstydem myślę teraz o polskich reakcjach na tragedie, jakie dotknęły Rosję w ostatnich latach. Zamachy bombowe, Dubrowka, Biesłan, Newskij Ekspres, niedawno moskiewskie metro (jak i przed czterema laty)… Do tego zdarzenia na Kaukazie, które aż trudno wyliczyć. Dość lekko przyjmowaliśmy do wiadomości liczby ofiar i natychmiast zaczynaliśmy spekulacje: kto za tym stoi? FSB? Putin? Nie da się ukryć, że władze Rosji ponoszą polityczną odpowiedzialność za sytuację, w której dochodzi do takich zamachów. Nie da się też nie zauważyć, że rosyjskie służby specjalne zachowywały się tak, jakby na rękę były im niektóre nieszczęścia. Ale jak to się ma do ludzi, którzy zginęli choćby 29 marca w moskiewskim metrze? Nas jednak bardziej ciekawiło, czy rzeczywiście była to akcja specłużb, niezadowolonych z zapowiedzi reform, jakim miały być poddane. A trzeba było najpierw pomyśleć o niewinnych ofiarach.
Nie wiem, co zostanie po tych wszystkich gestach polsko-rosyjskiej przyjaźni. Być może za tydzień-dwa politycy wszystko zepsują. Między Rosją i Polską jest wiele punktów spornych, mamy różne interesy, inaczej patrzymy na świat – jest o co się kłócić. Ale mam nadzieję, że jedno już będzie dla Polaków i Rosjan jasne: że obok polityków i ziejących nienawiścią publicystów, w obu krajach żyją też ludzie. Normalni i bardzo do siebie podobni.
Andrzej Brzeziecki
Brak komentarzy