NEW |   Dwumiesięcznik społeczno-polityczny poświęcony Europie Wschodniej
en ru ua
O NAS | REDAKCJA | PRENUMERATA | GDZIE NAS KUPIĆ | REKLAMA | WYDAWCA | KONTAKT | RSS RSS

Chcą walczyć, ale nie chcą wygrać

kategorie: Wywiady
dodano: 2010-05-20 00:00:00 przez: Z białoruskim opozycjonistą rozmawia Michał Marciniak

Michał Marciniak: Jak obecnie wygląda sytuacja w białoruskiej opozycji? Czy istnieje jakieś porozumienie między przywódcami partii, współpraca na jakiejkolwiek płaszczyźnie?

Opozycjonista: Niestety, sytuacja w białoruskiej opozycji nie zmienia się od kilku lat. Teraz jest chyba nawet gorzej niż po dżinsowej rewolucji, na lepsze nie zmieniło się nic. Nie ma żadnej jedności, każdy ciągnie w swoją stronę... Korupcja jest tu większa niż wśród urzędników Łukaszenki. Jest kilka partii, które mają mocną pozycję ze względu na liczbę członków, ale one szybko ze sobą współpracować nie będą.

Na horyzoncie pojawia się kolejna szansa, żeby na Białorusi coś zmienić. Jak przygotowujecie się do nadchodzących wyborów? Czy jesteście, jako opozycja, przygotowani na ewentualność wcześniejszego terminu głosowania, tak jak odbyło się to w 2006 roku?

Całkiem prawdopodobne są wybory na wiosnę, ale obecnie nic dokładnie nie wiadomo. Teraz opozycja jest zbyt słaba, żeby przeciwstawić się reżimowi, ponieważ duża część ludzi z kręgów kierowniczych partii opozycyjnych najzwyczajniej nie jest zainteresowana zmianą władz i obecnie panującego porządku. Wielu członkom partii niebędących u władzy podoba się układ, w którym otrzymują z Zachodu fundusze na działalność skierowaną przeciw reżimowi. Paradoksalnie, oni chcą walczyć, ale nie chcą tej walki wygrać.

Póki co, trwa kampania zbierania się grup inicjatywnych, które będą pracować dla kandydatów. Jeden kandydat opozycji to najlepszy wariant, ale niemożliwy, ponieważ znajdą się tacy, którzy zechcą na tych wyborach zarobić. Swój udział już zapowiedzieli między innymi Aleś Michalewicz, Mikałaj Statkiewicz, Aleksander Milinkiewicz, Uładzimir Niaklajeu. Ta lista może się wydłużyć, choć według białoruskiego prawa trzeba zebrać sto tysięcy podpisów obywateli Republiki Białorusi, żeby móc się zarejestrować. Wśród tych, którzy zgłosili chęć udziału w wyborach, tyle może zebrać wyłącznie Milinkiewicz, ewentualnie Niaklajeu...

Istnieje również możliwość, że Rosjanie będą chcieli „wziąć udział” w naszych wyborach i pomogą odpowiedniemu kandydatowi, a tym kandydatem może być Niaklajeu. Jego kampania „Mów prawdę” jest finansowana właśnie z Rosji. Jeśli chodzi na przykład o Alaksandra Kazulina, to przed tymi wyborami nie zdoła on przeprowadzić kampanii ze względu na brak ludzi, którzy poprowadziliby całe przedsięwzięcie od strony logistycznej, choć on sam cieszy się szacunkiem w społeczeństwie. Milinkiewicz, w tej chwili najlepszy kandydat, dał się poznać szerokiej rzeszy wyborców podczas dżinsowej rewolucji.

Jak głos ulicy konfrontuje się w kwestii wyborów 2010/2011 z głosem środków masowego przekazu?

Głos ulicy już od dawna mówi, że Łukę [Łukaszenkę] trzeba „utrącić”. Z kolei głos środków masowego przekazu jest całkowicie podporządkowany prezydentowi... Oprócz Internetu, choć i tutaj napotykamy problemy. Częstym zjawiskiem są włamania do naszych skrzynek pocztowych, na profile internetowe itp. Na szczęście są to pojedyncze przypadki, choć coraz częstsze.


* Nasz rozmówca pragnie zachować anonimowość ze względu na konsekwencje, jakie czekają go z tytułu artykułu 369, ustęp 2 Kodeksu Karnego „Dyskredytacja Republiki Białoruś”, zgodnie z którym karze od sześciu miesięcy aresztu do dwóch lat pozbawienia wolności podlega przekazywanie obcemu państwu lub organizacji międzynarodowej informacji „w sposób oczywisty nieprawdziwych” o sytuacji politycznej, gospodarczej, społecznej, wojskowej i międzynarodowej państwa i o sytuacji prawnej jego obywateli.

Chociaż na Białorusi jeszcze nikt nie został skazany na mocy tego prawa, wolimy uszanować wolę znanego już władzom ze względu na inne paragrafy działacza jednej z silniejszych partii opozycyjnych.

Brak komentarzy