Odkąd dowiedziałem się o istnieniu Jurija Ilienki (a przydarzyło mi się to dekadę temu) i bliżej poznałem jego dzieła, ciągle nie wiedziałem, co o nim sądzić. Namieszał mi w głowie zwłaszcza jedyny przypadek ujrzenia Ilienki „na własne oczy”. W grudniu 2001 roku, w jednym z lubelskich kin zobaczyłem, jak snuje znakomitą opowieść filmowego rzemieślnika, oddanego swej gildii i pełnego rozsądku i talentu – wręcz szermierza polsko-ukraińskiego pojednania. Później dowiedziałem się, że zwłaszcza z tym ostatnim nie było wcale tak różowo.
Życie Ilienki to zresztą jeden wielki paradoks. Urodził się w Czerkasach tuż po zamordowaniu „ukrainizacji” i zakończeniu Wielkiego Głodu. W czasie wojny znalazł się na Syberii, a w 1960 roku ukończył moskiewski Wszechzwiązkowy Instytut Kinematograficzny. Jako twórca zadebiutował w Jałcie, ale szybko znalazł się w Kijowie – właśnie wtedy, gdy w miejscowej wytwórni im. Dowżenki artystyczny ferment siał Siergiej Paradżanow.
To dzięki współpracy z nim Ilienko stał się sławny. Gromady miłośników folkloru i stereotypowej „ukraińsko-huculskości” nieustannie oglądają w jakimś miejscu na świecie Cienie zapomnianych przodków Paradżanowa (1964). Rola Ilienki – autora zdjęć do tego filmu – jest często niedoceniana.
Twórczość Ilienki jako reżysera jest niezwykle bogata, choć w pewnym momencie dość monotematyczna. W perspektywie historycznej dziełem najważniejszym okazuje się Biały ptak z czarnym znamieniem (1970) – coś w rodzaju ukraińskiego Popiołu i diamentu, realizowanego już w momencie rozpętania partyjnej nagonki na Petra Szełesta i w przededniu wstąpienia na sekretarski tron w Kijowie Wołodymyra Szczerbyckiego. Film jednak nie rozczarowuje, choć rażą kompromisy z radziecką wersją historii (zresztą bez nich filmu by nie było). Jest w nim i poetyckość Cieni…, i epickość radzieckiego kina historycznego, i monumentalna scena przyłączenia Bukowiny do ZSRR. Mamy też konflikt pomiędzy braćmi, z których jeden zostaje po wojnie w podziemnych oddziałach UPA, a drugi jako lekarz współtworzy świetlaną przyszłość radzieckiej ojczyzny.
Choć Ilienko pozostawał twórcą czynnym i ciągle oscylował wokół problemu ukraińskości, podobne artystyczne wyżyny osiągnął dopiero w 2002 roku w Modlitwie za hetmana Mazepę. Również tutaj (jak w Białym ptaku...) wybitną kreację stworzył Bohdan Stupka. Film ma wiele wad, przede wszystkim denerwującą momentami radziecką „oniryczność”, niemniej pozostanie chyba najciekawszą wypowiedzią o tym fragmencie ukraińskiej historii (straszliwie antyrosyjską), a w porównaniu z dziełami typu Bohdan Zenobi Chmielnicki (2007) Mykoły Maszczenki i tak plasuje się na wyżynach estetyki.
Ilience przytrafiały się dziwaczne wypowiedzi natury politycznej. Nie podobało mu się, że Stupka zagrał w Ogniem i mieczem (sam film Hoffmana zresztą też nie). Zbliżył się do instytucji znanej również w Polsce z uwagi na byłego wicepremiera Andrzeja Leppera – Międzynarodowej Akademii Kadr w Kijowie (MAUP).
Ilienko nie zostanie zapamiętany jako klasyk kina światowego, niemniej należy go uznać za klasyka kinematografii ukraińskiej.
Łukasz Jasina jest historykiem i publicystą, członkiem zespołu "Kultury Liberalnej". Doktorant IS PAN i KUL, stypendysta: Fundacji z Brzezia Lanckorońskich, Fundacji Kościuszkowskiej i Harvard Ukrainian Research Institute. Autor książki Wyzwolenie (1968-1975) Jurija Ozierowa jako prezentacja oficjalnej wersji historii II wojny światowej w kinematografii radzieckiej.
Brak komentarzy