Od pierwszego numeru „Kultura” reprezentowała pogląd, że losy Polski są
nieodłącznie związane z losami całej Europy, a polityka na rzecz
wyłonienia się wolnej i demokratycznej Ukrainy, Litwy i Białorusi musi
być powiązana z polityką mocarstw, integracją Europy, pomysłami na
federację Europy Środkowej i Wschodniej.
Nierzadko myśl polityczna paryskiej „Kultury” dotycząca doktryny ULB,
czyli wspierania niepodległości i demokracji wśród wschodnich sąsiadów
Polski (pierwotnie na Ukrainie, Litwie i Białorusi), jest rozumiana w
taki sposób, jakby jej autorzy proponowali skoncentrowanie polskiej
polityki zagranicznej na kierunku wschodnim. Rzeczywiście, w
wypowiedziach Redaktora i Londyńczyka można znaleźć sformułowania, że
„nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy, Litwy i Białorusi” etc. Podkreślić wszelako trzeba, że cała polityka wschodnia widziana była przez nich w znacznie szerszym kontekście.
Skierowana wobec Wschodu myśl polityczna środowiska zgrupowanego wokół
Maisons-Laffitte zawsze była konstruowana w odniesieniu do tego, co
aktualnie działo się na świecie i w Zachodniej Europie. Takie podejście
pozwalało wyzwolić polską myśl polityczną z zaścianka polonocentryzmu i
ekskluzywnego mesjanizmu, które zwykle skazywały Warszawę na „rozwój
asynchroniczny”. Był on typowy dla XIX wieku i – zdaniem przedstawicieli
„Kultury” – większość nieszczęść, których Polacy w tym okresie
doświadczyli, wynikała ze skierowania ich wysiłków politycznych w
kierunku zgoła przeciwnym niż rozwój sytuacji politycznej w Europie
Środkowej i Zachodniej. Trafnie rzecz ujmuje Norman Davies, który
zauważa, że „podczas gdy wiek XIX był czasem reform i ulepszeń dla
Wielkiej Brytanii, wiekiem dynamicznej ekspansji dla Ameryki,
imperialnej potęgi Prus i Rosji oraz wyzwolenia narodowego dla Niemiec i
Włoch, dla Polski okazał się epoką klęski, izolacji i upokorzenia”.
Przyczyną wszelkich niepowodzeń Rzeczypospolitej w XIX stuleciu było
właśnie owo polonocentryczne myślenie – ślepe na dążenia sąsiadów i
niewidzące potrzeby skorelowania własnego losu z losem regionu,
kontynentu i świata.
Dlatego już od pierwszego numeru „Kultura” reprezentowała pogląd, że
losy Polski są nieodłącznie związane z losami całej Europy, a polityka
na rzecz wyłonienia się wolnej i demokratycznej Ukrainy, Litwy i
Białorusi musi być powiązana z polityką wielkich mocarstw, procesem
integracji Europy, pomysłami na federację Europy Środkowej i
Wschodniej. Znany rosyjski obrońca praw człowieka Siergiej Kowaliow w
2006 roku na Uniwersytecie Warszawskim stwierdził: „Nazywają Roberta
Schumana rzeźbiarzem nowej Europy. Myślę, że jej architektem był także
Giedroyc. Jego wizja przyszłości Europy odrzucała egoistyczne
nacjonalizmy i opierała się na wartościach uniwersalnych”.
Nie bez powodu tedy patronami pierwszego zeszytu „Kultury” (z czerwca
1947 roku) byli Paul Valéry i Benedetto Croce, których analiza kryzysu
cywilizacji europejskiej – przy uwzględnieniu, rzecz jasna, całego
różnorodnego kontekstu historycznego – i dzisiaj brzmi niezwykle
aktualnie. Pogrążoną w kryzysie finansowym, gospodarczym i
instytucjonalnym Unię Europejską nadzieją mogą napawać słowa
francuskiego poety i włoskiego filozofa, którzy byli przekonani, że w
trudnych czasach europejskie wartości mimo wszystko ocaleją, „jeśli
człowiek okaże duchowy heroizm i wierność humanizmowi”. Dzisiaj Europa
też potrzebuje więcej odwagi, zdecydowania w kreśleniu wizji rozwoju,
wyjścia z kryzysu, zwrócenia uwagi na los zwykłego obywatela.
Lista niepowodzeń – naszych, nie Giedroycia
Przypomnienie głównych wątków myśli politycznej środowiska skupionego
wokół Maisons-Laffitte ma o tyle sens, że w ostatnim okresie w debacie
publicznej wiele mówi się o niepowodzeniach polskiej polityki
wschodniej, która miała nawiązywać właśnie do dziedzictwa paryskiej
„Kultury”. Świadczyć o tym może między innymi fakt, że mimo
spektakularnych działań byłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i wysiłków
rządu, Polska nie zdołała zbudować pozytywnych relacji z Litwą,
Białorusią i Ukrainą. Wilno za sprawą nowej pani prezydent Dalii
Grybauskait? nie jest szczególnie zainteresowane strategicznym
partnerstwem z Warszawą, nie mówiąc już o afroncie, jaki spotkał
prezydenta Kaczyńskiego ze strony litewskiego parlamentu, który w dniu
jego wizyty w Wilnie odrzucił projekt ustawy umożliwiającej polską
pisownię polskich nazwisk w litewskich dokumentach. Aktualnie Seimas
rozpatruje ustawę przewidującą ograniczenie nauczania w rodzimym języku w
polskich szkołach; wszystkie lekcje miałyby odbywać się po litewsku, po
polsku dzieci mogłyby mówić tylko podczas przerwy. Należy zaznaczyć,
że projekt łamie konwencję Rady Europy o mniejszościach narodowych oraz
stosowne postanowienia traktatu polsko-litewskiego.
Podobną klęskę odniosła polityka Polski wobec Białorusi, którą Warszawa
różnymi sposobami starała się demokratyzować, cywilizować i wciągać do
Europy. Rezultatem wieloletnich wysiłków naszego kraju na rzecz Mińska
były niedawne represje wobec mniejszości polskiej na Białorusi, którymi
Zachód zbytnio się nie przejął. No i największa porażka Polski:
Ukraina. Warszawa w pełni zaangażowała się w przemiany rozpoczęte
pomarańczową rewolucją w 2004 roku, licząc, że Kijów obierze drogę
modernizacji, demokratycznych reform i zbliżenia do Zachodu. Tymczasem
Ukraina, której Polska stała się żarliwym adwokatem w jej drodze do
NATO i Europy, pogrążyła się w wyniszczającej cały kraj autodestrukcji.
Na koniec urzędowania prezydent Juszczenko odznaczył pośmiertnie
tytułem bohatera Ukrainy przywódcę Organizacji Ukraińskich
Nacjonalistów Stepana Banderę, który obarczany jest polityczną
odpowiedzialnością za prowadzone od wiosny 1943 roku czystki etniczne
ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.
Również nie najlepiej zapowiada się możliwość realizacji flagowej
inicjatywy polskiej polityki zagranicznej Partnerstwo Wschodnie, którą
przy wsparciu Szwecji udało się przekuć na projekt całej Unii
Europejskiej. Ambitny plan ma na celu przyciągnięcie sześciu państw
poradzieckich do struktur europejskich. Jednak niewielkie środki
finansowe przeznaczone przez Unię na to przedsięwzięcie oraz brak
czołowych przywódców Europy podczas jego inauguracji (szczyt w Pradze w
maju 2009 roku) nie wróży inicjatywie wielu sukcesów. Wszystkie te
porażki – jak słusznie zauważa Bartłomiej Sienkiewicz – obnażają
„bezradność Rzeczypospolitej wobec jej głównych, zdawałoby się,
sojuszników na Wschodzie” (Pożegnanie z Giedroyciem, „Rzeczpospolita. Dodatek Plus-Minus”, 29-30 maja 2010).
Można by dalej ciągnąć listę niepowodzeń polityki Polski wobec
wschodnich sąsiadów. Ale czy to oznacza, że idee twórców paryskiej
„Kultury” są passé i należy
się już pożegnać z Giedroyciem i z jego wizją polityki wschodniej? A
może to nie myśl polityczna środowiska skupionego wokół Księcia z
Maisons-Laffitte jest nieaktualna, lecz sposób jej realizacji?
Przede wszystkim Europa
Aktualność myśli twórców paryskiej „Kultury” polega przede wszystkim na
tym, że polską politykę zagraniczną widzieli całościowo. Rok po wydaniu
pierwszego numeru „Kultury” Giedroyc napisał do Andrzeja Bobkowskiego,
że trzeba wreszcie wyrwać się z narodowego getta i zacząć myśleć w
skali europejskiej. Tak więc nie osobno Wilno, Mińsk, Kijów czy
Warszawa – tylko Europa przede wszystkim!
Po wtóre, Giedroyc i Mieroszewski postrzegali problematykę ULB w
ścisłym związku z kwestią niemiecką. W 1955 roku Londyńczyk stwierdził,
że Polacy muszą szukać porozumienia z Niemcami, bowiem relacje
polsko-niemieckie stanowią fundament każdego nieradzieckiego układu
wschodnioeuropejskiego. Jedynie porozumienie polsko-niemieckie może
przywrócić równowagę polityczną w Europie Środkowej i Wschodniej i
uniemożliwić Rosji wygrywanie tych dwóch narodów przeciwko sobie. Nowy
układ Europy – podkreślał Mieroszewski – może być zbudowany tylko z
Niemcami. Słowa te w dzisiejszej, dotkniętej kryzysem sąsiadów Europie
stają się niezwykle aktualne. Polskiej gospodarce udało się uniknąć
recesji, demokracja mimo różnych zawirowań jest w miarę stabilna i w
rezultacie zmniejsza się dystans między bogatymi Niemcami i biedną
niegdyś Polską. W powstałej sytuacji – zdaniem Ivana Krasteva – „Polska
przestaje być uczniem, który zmuszony jest wypełniać unijne wymagania, a
staje się pełnoprawnym partnerem” (Audytor Europy,
„Europa. Miesięcznik idei”, nr 2, 2010). Ponieważ pozostali gracze
europejscy, na przykład Francja i Wielka Brytania, są pogrążeni w
rozwiązywaniu wewnętrznych problemów, na Niemczech i Polsce ciąży
znacznie większa odpowiedzialność niż kiedykolwiek przedtem. Zjednoczona
Europa znajduje się w sytuacji, w której potrzebne jest przejmowanie
przywództwa ad hoc w zależności
od natury sprawy. Według Krasteva, w odniesieniu do kwestii Rosji i
przestrzeni poradzieckiej „przywódczą rolę mogą odegrać wyłącznie
Niemcy i Polska”.
W myśli politycznej „Kultury” nie można wreszcie pominąć wątku
rosyjskiego. Konstruowana przez to środowisko polska polityka wschodnia
nie była wymierzona przeciwko Rosji, tylko przeciwko radzieckiemu
imperializmowi. W ich przekonaniu Rosja musi się zmienić, ale bez
wątpienia musi się zmienić również stosunek Polski do Rosji. Juliusz
Mieroszewski wielokrotnie podkreślał, że jednym z elementów
warunkujących przemianę Rosji jest zmiana polskiego „klimatu” w
odniesieniu do wschodniego sąsiada. Zdaniem Londyńczyka, Polacy winni
wyzbyć się w stosunku do Rosji tradycyjnej postawy „przedmurza”, której
zadaniem nie jest oddziaływanie, lecz obrona. Skutkiem tego typu
nastawienia jest izolacja i permanentna wojna defensywna. Polska musi
przyjąć koncepcję „przęsła”, „pomostu”, która jest postawą ofensywną w
sensie politycznym i kulturalnym. W opinii Maisons-Laffitte, „musimy się
stać drożdżami przyspieszającymi proces przemian w Rosji. Musimy nasz
bierny konsumpcyjny patriotyzm zachodni uaktywnić, a sami zwrócić się
twarzą ku Wschodowi. Autentyczna zachodniość nie polega na tym, by
wykorzystać pierwszą okazję dającą możność osiedlenia się w Ameryce.
Zachodniość polega na tym, by kulturę zachodnią eksportować na Wschód”
(Juliusz Mieroszewski, Finał klasycznej Europy,
Lublin 1997). Ponadto trudno oczekiwać od Rosjan demokratyzacji,
liberalizacji i ewolucji w kierunku zachodnich wartości, jeżeli sami nie
jesteśmy skłonni wyzbyć się uprzedzeń i stereotypów.
Między Moskwą a Zachodem
W tym kontekście aktualności myśli paryskiej „Kultury” przydaje fakt, że
stajemy się świadkami wykluwania się nowego klimatu dla polskich
relacji z Rosją. Co z tego ostatecznie wyniknie, nie wiadomo, ale
pozytywne gesty i życzliwość Rosjan wobec Polaków po katastrofie 10
kwietnia bieżącego roku świadczyłyby o solidarności z Warszawą i
gotowości do dalszych rozmów. Czy owe zachowania uda się przekuć w
prawdziwy dialog, autentyczne porozumienie i partnerską współpracę – za
wcześnie na spekulacje.
Z drugiej zaś strony – co jest chyba jeszcze bardziej znaczące – Rosja
sama znalazła się w trudnej sytuacji. Wojna w Gruzji w 2008 roku nie
zwiększyła bezpieczeństwa Moskwy na Północnym Kaukazie, a światowy
kryzys finansowy okazał się niezwykle dotkliwy dla rosyjskiej
gospodarki. W tej sytuacji Rosja musi porzucić dawne sny o potędze,
przyjąć bardziej pragmatyczną postawę i szukać porozumienia z Unią
Europejską. Na naszych oczach tworzy się przestrzeń, w której Polska ma
niepoślednią rolę do odegrania. Według scenariusza „Kultury”, jest to
rola budowniczego „pomostu” między Rosją a Europą, bowiem na dłuższą
metę celem Słowian Zachodnich jest stopniowa ewolucja Rosji w kierunku
wspólnoty niepodległych narodów. Trzeba wszak pamiętać, że „otwierając
okno na Zachód” – co winno być celem Polski w stosunku do Rosji – sami
musimy wyzwolić się z okowów własnej tradycji i stereotypów. Zdaniem
Mieroszewskiego, musimy wreszcie zrozumieć, że „europeizacja” Rosji jest
niezbędna dla Polski.
W konkluzji należy podkreślić, że aktualność myśli politycznej
Giedroycia i paryskiej „Kultury” polega przede wszystkim na całościowym
rozumieniu polskiej polityki zagranicznej. Skuteczność polityki wobec
wschodnich sąsiadów zależy od możliwości jej „europeizacji” –
przekonania państw zachodnich, że działanie na rzecz niezależności i
demokracji narodów Wschodniej Europy leży w żywotnym interesie całego
kontynentu. Z kolei pozycja Polski w Europie zależy od naszych relacji z
Rosją, z którą państwa zachodnie niezwykle się liczą i nie mają
zamiaru pozostawać z nią w głębszym sporze. Natomiast efektywna
polityka Warszawy wobec Rosji uzależniona jest od pozycji gospodarczej i
szeroko pojętej siły politycznej Polski w Europie. Według
Mieroszewskiego, „nasze niezmiernie trudne położenie geopolityczne
zdyskontowalibyśmy w pełni na naszą korzyść tylko wówczas, gdybyśmy w
przyszłości przekonali Rosjan, że potrafimy być głównym pośrednikiem
między Moskwą a Zachodem. Równocześnie musielibyśmy przekonać Zachód,
że Polska jest kluczem do Rosji” (Finał klasycznej Europy, Lublin 1997). Koło się zamyka.
Taki oto charakter ma myśl polityczna środowiska „Kultury”, której
całości dopełnia wielkość i wyobraźnia polityczna samego Księcia z
Maisons-Laffitte. Łączył on w sobie cechy, które mogą być wzorem do
naśladowania dla twórców polskiej polityki. Był zimnym kalkulatorem,
ale potrafił nadać swoim kalkulacjom znamiona romantyczne. Słowem,
posiadał cechy rzadko wśród polityków spotykane, lecz z punktu widzenia
skuteczności w polityce niezwykle pożądane.
* Prof. Stanisław Konopacki jest politologiem, wykładowcą na Wydziale
Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego oraz
kierownikiem Katedry Europeistyki na Uniwersytecie Kardynała Stefana
Wyszyńskiego w Warszawie.
Brak komentarzy