
Nowe przejście graniczne z Obwodem Kaliningradzkim, Centra Dialogu i
Pojednania, umowy do podpisania podczas grudniowego spotkania
prezydentów – to owoce wizyty w Polsce ministra spraw zagranicznych
Rosji Siergieja Ławrowa. Za nieco ponad miesiąc nad Wisłą zjawi się
Dmitrij Miedwiediew.
„Reset” w stosunkach polsko-rosyjskich to słowo-klucz w rosyjskim
myśleniu o relacjach z Polską. Wielokrotnie używali go dyplomaci w
Moskwie, także szef rosyjskiego MSZ. O resecie świadczy częstotliwość
wizyt. W tym roku doszło już do kilku spotkań bilateralnych na
najwyższych szczeblach – p.o. prezydenta Bronisława Komorowskiego z
Dmitrijem Miedwiediewem, Donalda Tuska z Władimirem Putinem i Radosława
Sikorskiego z Siergiejem Ławrowem. Szef rosyjskiej dyplomacji w ciągu
ostatnich dwóch miesięcy był w Polsce dwukrotnie. Przedwczorajszy
przyjazd to pierwsza z prawdziwego zdarzenia robocza wizyta, która
jednocześnie nie była w Polsce wielkim wydarzeniem politycznym, tylko
„rutyną”.
Siergiej Ławrow współprzewodniczył w Warszawie posiedzeniu Komitetu
Strategii Współpracy Polsko-Rosyjskiej. To formuła spotkań szefów
resortów dyplomacji rozszerzona o przedstawicieli ministerstw
infrastruktury, gospodarki, kultury i innych. W Łazienkach Królewskich
Sikorski i Ławrow rozmawiali o współpracy gospodarczej, przygranicznej i
kulturalnej.
Radosław Sikorski ogłosił, że jeszcze w tym roku zostanie otwarte
nowoczesne, duże samochodowe przejście graniczne z Obwodem
Kaliningradzkim Grzechotki-Mamonowo 2 (woj. warmińsko-mazurskie),
największe na polsko-rosyjskiej granicy. Nasza część placówki jest
gotowa od prawie trzech lat, prace ślimaczyły się po drugiej stronie
granicy. Termin otwarcia przejścia odwlekano z miesiąca na miesiąc, ale
po mobilizacji najwyższych władz w przyszłym roku będzie tam
odprawianych kilka tysięcy aut dziennie.
Współpraca przygraniczna to ważny element polsko-rosyjskiego dialogu.
Wspólnym celem obu ministrów jest jak najszybsze wdrożenie umowy o małym
ruchu granicznym. Tą formą bezwizowego przemieszczania się już są
objęci Białorusini i Ukraińcy zameldowani w pasie do pięćdziesięciu
kilometrów od polskiej granicy, a także mieszkańcy Podlasia,
Lubelszczyzny i Podkarpacia – z terenów najbardziej wysuniętych na
Wschód. Problem umowy z Obwodem Kaliningradzkim polega na planach
objęcia małym ruchem całego obwodu, a po stronie polskiej części
województwa podlaskiego oraz prawie całej Warmii i Mazur, wraz z
Olsztynem. Byłoby to
novum w unijnych przepisach i decyzja należy do
Brukseli.
– Wydaje nam się, że przekonaliśmy do naszego stanowiska ministerstwa
spraw zagranicznych UE. W tych sprawach głos mają jeszcze ministerstwa
spraw wewnętrznych, z którymi negocjacje bywają trudniejsze – powiedział
w czwartek Radosław Sikorski.
Nieoficjalnie wiadomo, że MSZ i Pałac Prezydencki liczą na to, że
Komisja Europejska zgodzi się na wprowadzenie zmian i 6 grudnia
prezydenci obu krajów podpiszą w Warszawie stosowny dokument.
Władze mają także nadzieję, że w grudniu uda się sfinalizować powołanie
wspólnych instytucji historycznych, tak zwanych Centrów Dialogu i
Pojednania. Decyzję o ich powstaniu podjęli 7 kwietnia bieżącego roku w
Smoleńsku premierzy Władimir Putin i Donald Tusk. Centra mają być
instytucjonalizacją dorobku Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych,
która zajmuje się „inwentaryzacją problemów” między oboma krajami. A
jest ich sporo, by wymienić choćby rozbieżności w interpretacji takich
wydarzeń, jak wojna polsko-bolszewicka z lat 1919-1920, kluczowy dla
rozpoczęcia II wojny światowej pakt Ribbentrop-Mołotow czy zbrodnie NKWD
dokonane na polskich oficerach w 1940 roku. Jak tłumaczył mi jeden z
przedstawicieli MSZ, Centra Dialogu i Porozumienia mają zdjąć
„historyczne odium” z relacji polsko-rosyjskich, by nigdy więcej
przeszłość nie stawała na agendzie rozmów o teraźniejszości i
przyszłości.
Instytucje w Moskwie i Warszawie powinny rozpocząć działalność 1
stycznia 2011 roku, zaś stosowną umowę mają podpisać w grudniu
prezydenci. Czy się uda?
– Ustawa ma mieć nadany tryb pilny, ale nie wiem, czy tak szybko zdążymy – powiedział Sikorski.
Komitet Strategii Współpracy przygotował co najmniej trzy umowy
dwustronne, które w grudniu mają podpisać Dmitrij Miedwiediew i
Bronisław Komorowski. Jakie to dokumenty, nie wiadomo, ale można
domniemywać, że oprócz porozumienia o uruchomieniu Centrów Dialogu i
umowy o małym ruchu granicznym, może to być umowa dotycząca współpracy
prawnej. Potrzebę „rewitalizacji” tej sfery współdziałania zapowiadał
minister sprawiedliwości. Kiedy Krzysztof Kwiatkowski przyjrzał się
dokumentom dotyczącym prawnej kooperacji, był zdumiony, że nic się w tej
kwestii nie zmieniło od lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. A
rosyjska pomoc prawna po katastrofie smoleńskiej była i pozostaje
wyjątkowo potrzebna.
Przygotowania do przyjazdu Miedwiediewa trwają. Ma to być kolejny krok w
stronę normalizacji stosunków. Jednak jak wyznał mi w nieoficjalnej
rozmowie jeden z dyplomatów, polski rząd zdaje sobie sprawę, że jest to
polityka „długiego marszu”, do tego kosztowna z powodu nieustannej
krytyki ze strony środowisk związanych z PiS. Ale Radosław Sikorski
podkreślił ostatnio, że wysoka częstotliwość spotkań polsko-rosyjskich
świadczy o dojrzałości i gotowości do trudnego dialogu, mimo
„turbulencji” – jak się wyraził.
Polska jest dla Kremla coraz ważniejszym graczem w Europie. Sam Ławrow
przyznał w Warszawie, że oczekuje większej współpracy gospodarczej z
naszym kraje – w sferze innowacyjności gospodarki i infrastruktury, a
także wymiany młodzieżowej z prawdziwego zdarzenia.
Zbliżająca się prezydencja w drugiej połowie 2011 roku to dla Polski
szansa na zaprezentowanie się w roli kreatora aktywnej polityki
wschodniej, a dla Rosji okazja do pogłębiania dialogu z Unią dzięki
efektywnej i pragmatycznej współpracy z Warszawą.
Tomasz Kułakowski
Artykuł ukazał się w dzisiejszym „Dzienniku Polskim”
Brak komentarzy