
Należy docenić sam fakt powstania raportu napisanego wspólnie przez polskich i rosyjskich analityków. Ważne jest, by debata ekspercka o relacjach pomiędzy Unią Europejską a Rosją rozpoczęła się w środowiskach polsko-rosyjskich. W końcu Polska rości sobie prawo do bycia
opinion leader w Unii Europejskiej na temat stosunków z Europą Wschodnią.
Nie można odpuścić sobie dyskusji na temat polityki wobec Rosji, ponieważ po wejściu w życie traktatu lizbońskiego kompetencje Unii Europejskiej w stosunkach zewnętrznych uległy zwiększeniu. Po pierwsze, na czele UE stoi Wysoka Przedstawiciel, która (nawet jeśli relacje pomiędzy Rosją a krajami unijnymi pozostają dalece bilateralne) będzie prezentować wspólne stanowisko wobec Rosji. To ważne, czy baronessa Ashton będzie się, na przykład, domagać przestrzegania praw człowieka w Rosji, czy też będzie pomijać te kwestie. Po drugie, kształt wielu polityk sektorowych jest obecnie dyskutowany. Na przykład, omawiana jest propozycja regulacji w sprawie unijnej polityki inwestycji w krajach trzecich[1]. Ponadto Polska próbuje lansować koncepcję wzmocnienia zewnętrznej polityki energetycznej UE – skonkretyzowania obecnych zapisów traktatu lizbońskiego, tak aby UE miała silniejszą pozycję w sektorze energii wobec krajów trzecich. To postulat wspierany przez kraje bałtyckie. Kwestia relacji z Rosją pozostaje oczywiście w tle.
Raport ma jedno ważne przesłanie – Rosję należy wiązać z UE w jak największym możliwym stopniu. To ważne, ponieważ w interesie globalnym UE (i Polski) jest posiadanie stabilnego sąsiada. Rosja jest zbyt dużym krajem, ze zbyt dużymi problemami wewnętrznymi i leżącym zbyt blisko, by można było go zbagatelizować. Wystarczy wspomnieć o kłopotach z migrantami, skalą zagrożenia AIDS, dysproporcjach w rozwoju itd. To już nie niedźwiedź grizzli, ale raczej miś panda na wymarciu (biorąc pod uwagę drastyczny spadek ludności), siedzący, niestety, na atomowej poduszce.
Zdajemy sobie jednak sprawę, o jaką modernizację chodzi rosyjskim elitom; pisano o tym w uprzednich komentarzach do raportu. To rzeczywiście wyzwanie, jak wykorzystać aktualny moment zbliżenia Rosji i UE w taki sposób, aby wypracować obopólnie korzystną ofertę współpracy. Z punktu widzenia Polski, im więcej propozycji mających na celu rozwój rosyjskiego społeczeństwa, tym lepiej.
Cel „strategicznego partnerstwa UE i Rosji” wymaga więc poważnej dyskusji z udziałem nie tylko ekspertów, ale i praktyków. Oczywiste jest, że model szwajcarski czy norweski może być co najwyżej daleko posuniętą metaforą, a nie realną propozycją. Trudno wyobrazić sobie też transformacyjną agendę unijną, podobnie jak w przypadku państw Partnerstwa Wschodniego. Wystarczy przypomnieć sobie reakcje Rosjan na unijną propozycję Common Strategy of the European Union on Russia (1999), w której zaproponowano Rosji właśnie integrację z europejską strefą ekonomiczną i społeczną. Rosja od razu wyszła z własną propozycją Russia’s Medium-Term Strategy for Relations with the EU (1999), odrzucając tym samym unijną ofertę. Anegdota głosi, że jeden z rosyjskich dyplomatów wprost powiedział unijnej delegacji, że równie dobrze Rosja może proponować programy integracyjne dla państw bałtyckich. Czasy się zmieniły, ale problem przyjęcia wspólnej strategii pozostaje aktualny.
Teraz mamy nijaki projekt Partnerstwa dla Modernizacji. Warto opracować spójną wizję na temat skonkretyzowania tej inicjatywy, ponieważ zbliżają się negocjacje nad nową perspektywą finansową. Pejzaż unijnych instrumentów pomocowych (dla Rosji również) ulegnie zmianie. Jest szereg opcji do wykorzystania. Można wzorować się na instrumencie dla państw uprzemysłowionych (na przykład Zjednoczonych Emiratów Arabskich, USA, Australii) –
Financing Instrument for Co-operation with Industrialized (ICI) and Other High-income Countries and Territories. Zakłada on współpracę w dziedzinie technologii, handlu, kontaktów międzyludzkich, transportu, ekologii i szeregu innych praktycznych aspektów stosunków gospodarczych. Mamy też praktyczne doświadczenia we współpracy regionalnej Wymiaru Północnego, które mogą być inspiracją. Warto przyjrzeć się, jak funkcjonuje Program Współpracy Transgranicznej Litwa-Polska-Rosja. Może właśnie na tego typu projekty trzeba przeznaczyć więcej środków?
Ocenić też należy dotychczasowe osiągnięcia czterech przestrzeni (obecne ramy polityki unijnej wobec Rosji) i odpowiedzieć sobie na pytanie: co warto kontynuować, a co wyrzucić do kosza? Łatwo szafować hasłami o potrzebie programów dobrego rządzenia, ale przecież pomoc techniczna w celu usprawniania administracji (informatyzacja itd.) to w przypadku Rosji po części działania na rzecz usprawnienia obecnego reżimu władzy, a nie stymulacja zmian… Tego typu dylematy należy przemyśleć.
Dla sformułowania adekwatnej strategii i jej instrumentarium należy więc najpierw ocenić, jakie są możliwości UE, co warto zawrzeć w ofercie i jakie jest pole manewru w negocjacjach z Rosją. Jak w dobrym biznesie, skoro mamy do czynienia z biznesowym graczem.
Elżbieta Kaca jest koordynatorem projektów i badaczem Programu Europejskiego Instytutu Spraw Publicznych. Specjalizuje się w tematyce stosunków zewnętrznych Unii Europejskiej, głównie z krajami Europy Wschodniej (Partnerstwo Wschodnie, Europejska Polityka Sąsiedztwa, pomoc rozwojowa, promocja demokracji), oraz w problematyce dotyczącej funkcjonowania Parlamentu Europejskiego.
Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora.--
[1] Na przykład Proposal for a REGULATION OF THE EUROPEAN PARLIAMENT AND OF THE COUNCIL establishing transitional arrangements for bilateral investment agreements between Member States and third countries, Brussels, 7.7.2010, COM(2010)344 final, 2010/0197 (COD).
--
Zobacz także:
Andrzej
Szeptycki Rosja to nie Norwegia Sławomir
Dębski Długofalowa integracjaPrzemysław
Żurawski vel Grajewski Retoryczny hołd albo myślenie życzenioweDominik
Jankowski Partnerstwo Wschodnie oczami BrukseliOlga
Nadskakuła Kropla drąży skałęKatarzyna
Pisarska Demokratyzacja Rosji to mrzonkiŁukasz
Adamski Konfederacji barscy AD 2010
Proszę mi wybaczyć skrótową forme tego komentarza ujętego w punktach. Nie jest to objaw braku kurtuazji wobec PT. Autorki komentowanego tekstu, która swą interesującą oceną raportu wnosi wiele ciekawych wątków do dyskusji i jak widać inspiruje do zwrócenia na nie baczniejszej uwagi i do zadania kolejnych pytań, względnie zwrócenia uwagi na to jak wiele kwestii wymaga osobnej oceny i zdefiniowania (np. znaczenie traktatu lizbońskiego dla wydolności polityki zewnętrznej UE), by móc wydać precyzyjną opinię o komentowanym raporcie. Spośród tez przedstawionych przez Panią Elżbietę Kacę pragnę zwrócic uwagę Państwa na następujące stwierdzenia:
1. "Należy docenić sam fakt powstania raportu napisanego wspólnie przez polskich i rosyjskich analityków." Właśnie. Ciekawe co o nim napisali analitycy MSZ-tów w Wilnie, Rydze, Tallinie i Tbilisi? Jak też po czymś takim jest tam teraz postrzegana Polska, zważywszy, że PISM nie jest prywatnym think tankiem?
2. "po wejściu w życie traktatu lizbońskiego kompetencje Unii Europejskiej w stosunkach zewnętrznych uległy zwiększeniu." Jestem odmiennego zdania. Formalnie ma Pani oczywiście rację. Faktycznie jednak, przyjęcie traktatu lizbońskiego osłabiło, a nie wzmocniło politykę zwenętrzną UE. Odebrało jej siłę napędową w postaci interesów narodowych państwa sprawującego prezydencję i osłabiło pozycję przewodniczącego Komisji Europejskiej dodając mu dwoje urzędników (Ashton i Rompuya)dostatecznie słabych by nie krępować unijnych mocarstw i dostatecznie silnych by samym swym istnieniem osłabiać pozycję Barroso. Ashton w rozmowach z Rosją nic nie powie, czego wcześniej nie uzgodni z szefami rządów RFN, Francji i UK, inaczej zostanie zdezawuowana przez najbliższą Radę UE. Nie jest ona "ministrem spraw zagranicznych UE" jak chcieliby ją widzieć niektórzy, lecz raczej "rzecznikiem prasowym Rady UE" Wystarczy się przyjrzeć tempie i sposobowi zapadania decyzji o finansowejn pomocy dla Haiti, choć nie była to gra z mocarstwem (Rosją), tylko pomoc humanitarna po trzęsieniu ziemi.
3. "zbliżają się negocjacje nad nową perspektywą finansową." Właśnie. I zadaniem ekspertów polskich jest staranie się o to by maksymalnie dużo z środków przeznaczanych na politykę zewnętrzną na kierunku wschodnim poszło na Ukrainę, Białoruś, Mołdawię i Gruzję. Rosja ma w UE adwokatów pod dostatkiem i orędownictwo polskie w tym zakresie jest zbędne, tym bardziej, że środki są ograniczone. Pójdą na Rosję, to nie pójdą np. na Mołdawię. Poza tym, jak słusznie Pani pisze: "pomoc techniczna w celu usprawniania administracji (informatyzacja itd.) to w przypadku Rosji po części działania na rzecz usprawnienia obecnego reżimu władzy, a nie stymulacja zmian… " Skoro Rosję stać na finansowanie intensywnych zbrojeń, to powinno ją być stać także na finansowanie modernizacji, a jak nie, to nie ma powodu, by ujmować jej tego ciężaru i zwalniać jej środki na zbrojenia.
4. "mamy do czynienia z biznesowym graczem" - to dobry żart - Rosja jako gracz biznesowy :-)Zapytajmy o to tak: Czy Rosja kieruje się przede wszystkim motywami politycznymi, czy kalkulacją ekonomiczną? To raczej retoryczne pytanie.
Dziękująć za ciekawy i inspirujący tekst, pozostaję z szacunkiem
Przemysław Żurawski vel Grajewski