
Sześć lat po pomarańczowej rewolucji, gdy wszyscy uważali, że wszelki zapał i wiara w zmiany upadła, Ukraińcy ponownie wyszli na plac Niezależności, gdzie protestowali przeciwko działaniom władzy. Tym razem nie była to walka przeciwko fałszowaniu wyborów, a konfrontacja z nowym kodeksem podatkowym, którego zapisy miały dotknąć małych i średnich przedsiębiorców. Nowy dokument miał między innymi znieść ryczałt podatkowy, uniemożliwić korzystanie z uproszczonego opodatkowania, a także zwiększyć uprawnienia organów kontrolnych wobec tej grupy przedsiębiorców.
Bez wątpienia sukcesem była forma protestu, która – poza datą – nasuwała skojarzenia z pomarańczową rewolucją. Protestujący rozbili na placu namioty i przeprowadzili szereg pokojowych demonstracji. Kolejnym sukcesami były frekwencja (zwłaszcza 16 listopada, gdy na placu stało ponad 30 tysięcy osób) i konsekwentność protestów – pierwsze odnotowano 4 listopada, a ostatnie 3 grudnia. Nie są to tak oszałamiające rezultaty jak w 2004 roku, ale poza pomarańczową rewolucją żadne inne protesty dotychczas ich nie przebiły.
Jest to pierwszy ogólnoukraiński protest przedsiębiorców, którzy sprzeciwili się ekonomicznej i społecznej polityce władzy. Opozycja, wyczuwając potencjalne zyski ze wsparcia demonstrantów, w różny sposób starała się do nich dołączyć i przypisać sobie zasługi z organizacji tego wydarzenia. Początkowo kończyło się to wygwizdaniem lub zasypaniem okrzykami w stylu „hańba” pchających się do przemówień polityków, ale ostatecznie w miasteczku namiotowym znalazła się grupka deputowanych, którzy utrudnili rozgonienie koczujących przedsiębiorców przez służby porządkowe. Politycy zabronili demontażu miasteczka; oświadczyli, że w tym miejscu zorganizowali spotkanie z wyborcami, więc decyzja sądu, dotycząca wypędzenia protestujących, jest nieważna. Władze nie wiedziały, co z tym fantem zrobić, i dopiero w nocy 3 grudnia, gdy protesty niemal wygasły, udało się rozebrać miasteczko.
To nie była jedyna decyzja urzędników, którzy za wszelką cenę starali się utrudnić życie protestującym. Szybko na jaw wyszły informacje, że około stu czterdziestu autokarów wiozących demonstrantów zostało zatrzymanych i nie wpuszczono ich Kijowa. Oficjalną przyczyną był stan techniczny pojazdów, który wyjątkowo interesował służby drogowe w dzień mobilizacji. Także władze stolicy prosiły manifestantów, aby zmienili miejsce swoich protestów, bo utrudniają ruch w mieście. Planowano przenieść ich z dala od siedzib rządu, prezydenta i Rady Najwyższej. Ostatecznie namioty pozostały tam, gdzie je rozbito.
Ciekawym zjawiskiem było powszechne zapomnienie o tym, że na Ukrainie klasa średnia dopiero raczkuje (można było o tym przeczytać w dziesiątkach artykułów oraz publikacji) i określanie drobnych przedsiębiorców właśnie mianem klasy średniej. Zapewne szczególnie przypadło to do gustu wyznawcom liberalnej ideologii, którzy z właściciela niewielkiego straganu z warzywami chcieli zrobić posiadacza mercedesa i nowego iPoda, walczącego o europejską wersję kapitalizmu na Ukrainie. Na zdjęciach z protestów ze świecą szukać by Achmetowów. Dominowali drobni handlarze, przypominający tych spod warszawskiego Pałacu Kultury z początku lat dziewięćdziesiątych – z tym że status majątkowy tych ukraińskich „biznesmenów” nie ulega poprawie, a kolejne kryzysy mocno im doskwierają.
Największym sukcesem wydarzeń z placu Niezależności jest to, że prezydent Wiktor Janukowycz ugiął się pod naciskiem protestujących – zawetował kodeks podatkowy i nakazał wnieść natychmiastowe poprawki. Udało się zachować uproszczone opodatkowanie, z zastrzeżeniem, że mogą z niego korzystać wyłącznie firmy, które zatrudniają mniej niż czterech pracowników. Protest był wyraźnym pokazaniem znaku „Stop” ekipie Janukowycza i pozostałym ukraińskim politykom, którym wydaje się, że ich działania podlegają ewentualnej weryfikacji tylko podczas wyborów (jeśli te nie zostaną sfałszowane czy zmanipulowane) i nie muszą oni brać pod uwagę innych interesów niż własne. Te wydarzenia powinny dać do myślenia klasie politycznej, bo to nie masy protestujących wystąpiły przeciwko konkretnej władzy, lecz grupa społeczna walcząca z konkretną ustawą. Nawet jeżeli Janukowycz przychylił się do postulatów przedsiębiorców ze względu na zdobywających poparcie wśród protestujących polityków Batkiwszczyny, to dał impuls do tego, by Ukraińcy mobilizowali się przy kolejnych okazjach. Już wkrótce ma być gotowa reforma emerytalna, w której zapewne zaproponowane zostanie podniesienie wieku emerytalnego. Trudno powiedzieć, czy można spodziewać się protestów na skalę francuskich, ale prawdopodobnie na placu Niezależności znowu staną namioty.
Paweł Pieniążek
Brak komentarzy