
W cieniu krwawej rozprawy z białoruską opozycją, również na Ukrainie władza wyrównuje rachunki ze swoimi przeciwnikami. Przeważnie odbywa się to na drodze sądowej, ale w cenie są też środki bardziej bezpośrednie. W poniedziałek 20 grudnia Julia Tymoszenko po raz kolejny zjawiła się na przesłuchaniu w Prokuraturze Generalnej Ukrainy. Wizyta trwała dwie godziny i zakończyła się wydaniem zakazu opuszczania kraju. Powód? Julia Tymoszenko jest oskarżana o to, że jako premier niewłaściwie wykorzystała środki finansowe uzyskane ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 wynikających z porozumienia w Kioto.
W oskarżeniu prokuratury można przeczytać między innymi: „Tymoszenko, działając świadomie, w osobistym interesie, zdecydowała się samodzielnie podjąć decyzję odnośnie wykorzystania części środków uzyskanych ze sprzedaży limitów emisji CO2, które zostały skierowane na pokrycie wydatków z budżetu państwowego Ukrainy na wypłatę emerytur”.
Zanim prokuratura zajęła się liderką Bloku Julii Tymoszenko, ukraiński wymiar sprawiedliwości sięgnął po jej byłych współpracowników. Pierwsza była sprawa Anatolija Makarenki – byłego szefa Państwowej Służby Celnej – który na początku 2009 roku, działając na polecenie rządu, dokonał odprawy celnej gazu zarekwirowanego u kompanii RosUkrEnergo. Sąd doszedł do wniosku, że Makarenko działał na szkodę prywatnej własności należącej do spółki Dmytra Firtasza. Następnie prokuratura i sądy zajęły się innymi współpracownikami byłej premier, wysuwając oskarżenia pod adresem Ihora Didenki, Tarasa Szepitki, Tetiany Hrycun i Bohdana Danyłyszyna. Głośna okazała się zwłaszcza sprawa dotycząca byłego ministra ochrony środowiska i zasobów naturalnych Danyłyszyna, który zdołał wyprzedzić ukraiński wymiar sprawiedliwości i uciekł za granicę. Początkowo miał się ukrywać na terytorium Niemiec, ale ostatecznie został aresztowany w Czechach, gdzie wystąpił o azyl polityczny. Prokuratura zajęła się również byłym ministrem spraw wewnętrznych i jednym z komendantów polowych Majdanu 2004 Jurijem Łucenką. Również Ołeksandr Turczynow – prawa ręka Julii Tymoszenko i były wicepremier – chodził na przesłuchania do prokuratury.
Czy Julii Tymoszenko grozi aresztowanie? Ukraińscy eksperci są zgodni, że byłaby to nierozsądna decyzja, ale jednocześnie nie wykluczają takiej możliwości. Większość jest też zgodna, że sprawa Tymoszenko i jej współpracowników została spreparowana na zamówienie polityczne. Do takiej opinii skłania stan ukraińskich sądów, o których można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że są niezawisłe i obiektywne. Ukraiński wymiar sprawiedliwości jest przeżarty korupcją, przede wszystkim polityczną. Doprowadziły do tego również poprzednie ekipy rządzące, w tym premier Tymoszenko i prezydenta Juszczenki, które wykorzystywały sądy i prokuraturę do celów politycznych.
Julia Tymoszenko chyba jest przygotowana na ewentualne aresztowanie, bo to nie pierwszy raz w jej politycznej karierze. 19 stycznia 2001 roku została zdymisjonowana przez prezydenta Kuczmę ze stanowiska wicepremiera w rządzie Wiktora Juszczenki, 9 lutego wystąpiła jako inicjator powstania opozycyjnego Forum Ocalenia Narodowego, a już 13 lutego znalazła się za kratkami, oskarżona o kradzież miliardów dolarów pochodzących ze sprzedaży rosyjskiego gazu w czasie, gdy stała na czele Zjednoczonych Systemów Energetycznych. W marcu 2001 roku sąd zwolnił ją z aresztu, bo nie dopatrzył się w jej działalności znamion przestępstwa. Tyle że było już za późno – narodził się mit Tymoszenko jako współczesnej ukraińskiej Joanny d’Arc. Rzeczywiście, Tymoszenko, niezależnie od różnych opinii, zasłużyła na miano „najtwardszego ukraińskiego polityka” czy, jak mówią niektórzy, „jedynego prawdziwego mężczyzny w ukraińskiej polityce”.
Zdaniem ukraińskich politologów, władza chce zastraszyć współpracowników Tymoszenko i tę część opozycji, która zamierza współpracować z liderką BJuT. Mówi się też o zemście za pomarańczową rewolucję.
Od wygranej Janukowycza opozycja nie potrafi w skuteczny sposób przeciwstawić się rządzącym. Sama Tymoszenko przez długi czas nie wiedziała, jak odnaleźć się w nowej sytuacji. Nowa ekipa sprawnie i szybko zmonopolizowała władzę. Tyle że obecna chęć całkowitego wyeliminowania opozycji może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego, bo Tymoszenko jest gotowa zrobić z siebie ofiarę.
Władza pragnie oczyścić pole przed następnymi wyborami parlamentarnymi, tym bardziej że nie jest jasne, kiedy się one odbędą. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom o terminie w 2012 roku, pojawiają się pogłoski, że część otoczenia prezydenta Janukowycza optuje za przyśpieszonymi wyborami, które miałyby odbyć się już wiosną przyszłego roku.
Rządzący nie ograniczają się do sądowych metod nacisku na opozycję. 16 grudnia odbyła się krwawa pacyfikacja deputowanych frakcji BJuT w Radzie Najwyższej, którzy blokowali trybunę w sali sesyjnej pod hasłami „Ręce precz od Tymoszenko” i „Powstrzymajcie polityczne represje”. Kolumna deputowanych Partii Regionów rozbiła blokadę za pomocą pięści i krzeseł.
Niestety, wbrew oficjalnemu stanowisku, władza wyraźnie kopiuje rosyjski model relacji z opozycją. Już wcześniej Służba Bezpieczeństwa Ukrainy pod kierownictwem oligarchy Wałerija Choroszkowskiego prowadziła prewencyjne rozmowy z dziennikarzami, historykami i przedstawicielami organizacji pozarządowych. Niedawno na jednej z kijowskich ulic zatrzymano znanego dziennikarza Mustafę Najjema. Powodem było zaniepokojenie funkcjonariuszy Berkutu jego „kaukaską fizjonomią”. Chociaż wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście za zatrzymaniem nie stały przyczyny związane z zawodową działalnością Najjema, to ksenofobiczne zachowanie milicji zaczyna przypominać sytuację znaną z rosyjskiej stolicy. Przypominają się czasy reżimu Leonida Kuczmy, gdy na ulicy Chreszczatyk milicja zajmowała się głównie podsłuchiwaniem rozmów przechodniów i w razie wychwycenia obcego języka – kontrolowała osoby, które go używały. Teraz, po krwawej niedzieli w Mińsku, władza otrzymała kolejny przykład rozwiązywania problemów z niepokornymi. Pojawia się pytanie, czy – jak pisał w swoim czasie Leonid Kuczma – rzeczywiście „Ukraina to nie Rosja”?
Piotr Andrusieczko
Brak komentarzy