
DEBATA. O Aleksandrze Łukaszence, białoruskiej opozycji, grudniowych
wyborach prezydenckich, a także przyszłości naszego sąsiada dyskutowano
wczoraj w Krakowie podczas spotkania „Białoruś po wyborach. W co gra
Łukaszenka?”.
W Księgarni Pod Globusem przy ul. Długiej spotkali się Małgorzata Nocuń, dziennikarka dwumiesięcznika „Nowa Europa Wschodnia” i współautorka dwóch książek poświęconych Białorusi, Alaksandr Łaniewski, doktorant w Instytucie Historii UJ, oraz Aliaksei Szota, dziennikarz białoruski, obserwator niedawnych wyborów prezydenckich. Dyskutanci i licznie zgromadzeni słuchacze zastanawiali się nad oceną ostatnich wydarzeń na Białorusi oraz możliwymi wariantami rozwoju sytuacji.
Sporo miejsca w dyskusji poświęcono białoruskiej opozycji i jej walce z reżimem. – Białoruską opozycję dzielę na dwie grupy. Pierwsza to młodzi ludzie, którzy wydają podziemne pisma, kolportują je na uczelniach. Druga to zawodowi opozycjoniści skupieni wokół różnych partii. Niektórzy z nich pomagali niegdyś Łukaszence iść do władzy, a później się z nim poróżnili – mówiła Małgorzata Nocuń.
Brak zorganizowania i programu u opozycjonistów podkreślał Aliaksei Szota, mówiąc: – Tak jak zima zaskakuje w Polsce drogowców, tak wybory zwykle zaskakują opozycję na Białorusi. Podobne zdanie miał Alaksandr Łaniewski: – Łączy ich to, co łączyło dawnych spiskowców – niechęć do cara. Zlikwidować carat, a potem będzie wszystko dobrze.
Zapytany o trudności życia codziennego Łaniewski podał przykład związany z brakiem takich jak w Polsce możliwości rozwoju kulturalnego. – Zorganizowanie koncertu rockowego to wręcz walka polityczna. Władza musi bowiem sprawdzić, co to za muzyka i jak może wpłynąć na młodzież – mówił. Zastanawiano się też nad polityką Unii Europejskiej wobec Mińska. – UE prowadzi wobec Białorusi politykę warunkowego dialogu. Łukaszenka przez ten dialog zapożyczał się na Zachodzie i nieco odsunął się od Rosji. Być może Unia uważa, że lepiej, by brał pieniądze od nas, a nie od Moskwy. A tak w ogóle, to Białoruś zajmuje w polityce unijnej marginalne miejsce. Unia przypomina sobie o nim od wyborów do wyborów – konstatowała Małgorzata Nocuń. Co do rozwoju sytuacji na Białorusi, to wśród dyskutantów przeważała opinia, że Łukaszenka utrzyma politykę lawirowania między Zachodem a Moskwą, a społeczeństwo musi dopiero dojrzeć do chęci zmiany swojej sytuacji. – Ja jestem optymistką, bo ostatnie wybory pokazały mimo wszystko, że jest nowe pokolenie młodych ludzi, otwartych, wykształconych (często za granicą) i ono kiedyś będzie chciało zmian – mówiła Małgorzata Nocuń.
Wczorajsze spotkanie zorganizowane zostało przez „Nową Europę Wschodnią”, Instytut Badań nad Cywilizacjami WSE, Koło Naukowe Studentów Rosjoznawstwa UJ oraz Towarzystwo Białoruskie. Z kolei 13 stycznia organizatorzy zapraszają na debatę poświęconą polityce wschodniej zatytułowaną „Partnerstwo Wschodnie – Kaukaz nasz sąsiad?”.
Paweł Stachnik
Relacja ukazała się w „ Dzienniku Polskim ”.
Brak komentarzy