
Jeszcze przed publikacją raportu MAK o przyczynach katastrofy prezydenckiego Tu-154 było jasne, że nie zadowoli on większości spośród polskich elit politycznych. Zwolennicy zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego brata Jarosława, któremu zabrakło zaledwie 4 procent głosów do zwycięstwa w ostatnich wyborach prezydenckich, nie chcą odrzucić wersji obarczającej Rosjan, a konkretnie pracowników obsługi lotniska, winą za to, co się stało. Dla zwolenników Kaczyńskiego raport MAK, w którym jako powód katastrofy wymienia się działania pilotów będących pod presją przełożonych, okazał się szczególnym prezentem. Po co ten „prorosyjski” premier Donald Tusk namawiał nas do współpracy z Rosjanami – teraz widać, jak oni nas nienawidzą.
To, że Kaczyński zamierza posłużyć się takim argumentem, stało się jasne w środę wczesnym popołudniem. Zaraz po zakończeniu konferencji prasowej MAK były polski premier określił raport mianem „zbioru spekulacji”, chociaż nie miał jeszcze wówczas możliwości, aby fizycznie zapoznać się z jego zawartością. „Premier Tusk nie przyjął ani jednej naszej propozycji w sprawie sposobu prowadzenia śledztwa przez polską stronę – powiedział Kaczyński. – No i mamy dzisiaj konsekwencje w postaci raportu, który obwinia polskich pilotów i Polskę całkowicie, jednostronnie”.
Premier Tusk jeszcze podczas wspomnianej konferencji prasowej przerwał urlop, bo opinii osoby, która o mały włos wygrałaby wybory prezydenckie, nie można w Polsce ignorować. Premier na pewno będzie musiał się tłumaczyć, bo przecież nie wszystkie uwagi strony polskiej – zapisane na stu pięćdziesięciu stronach i wysłane do Moskwy za jego zgodą i wiedzą jeszcze w grudniu – udało się uwzględnić. Rodacy na pewno będą domagać się od Tuska, by walczył o pełne odniesienie się do polskich uwag.
Chcieli tego w MAK-u albo i nie, ale Kaczyńskiemu udało się osiągnąć swój cel: dyskusja nie zmierza do wyjaśnienia, „jak do tego doszło?”, ale raczej szuka się odpowiedzi na pytanie, „kto jest winien?”.
Tymczasem przewodnicząca MAK Tatiana Anodina i jej współpracownik Aleksiej Morozow, przedstawiając wyniki śledztwa MAK, podkreślali, że ich zadaniem nie było wskazanie osób odpowiedzialnych za katastrofę. Winnych znajdą odpowiednie organy w toku postępowania karnego. W pracach komisji chodziło tylko o przyczyny tragedii, to znaczy o kwestie czysto techniczne. Niemniej jednak, upolitycznienie śledztwa jest już widoczne i proces ten zaczął się w Polsce. Na to już nic nie da się poradzić.
Prawda jest taka, że katastrofa smoleńska była wypadkową wielu poważnych czynników. Gdyby Lech Kaczyński nie zdecydował się lecieć do Katynia wbrew woli Tuska i nie zważając na brak zaproszenia od Rosjan... Gdyby status jego wizyty, a tym samym lotu był określony (według raportu MAK lot miał status cywilny, a wojskowy – według Jarosława Kaczyńskiego)... Gdyby nie było mgły... Gdyby pracownicy lotniska od razu jasno i wyraźnie odmówili załodze Tu-154 zgody na lądowanie... I przede wszystkim – gdyby między Rosją i Polską były normalne relacje... Katastrofy tego typu zdarzają się właśnie wtedy, gdy w jednym fatalnym momencie zbierze się więcej podobnych „a gdyby”. Tych, którzy w jakiś sposób są odpowiedzialni za to, co się wydarzyło, przybywa, ale wciąż nie ma konkretnego „mordercy”, chociaż niektórzy bardzo chcieliby go złapać.
W żadnym razie nie można przypisywać winy którejś ze stron – polskiej albo rosyjskiej. „Polacy są winni” to równie głupia odpowiedź na wynikające z katastrofy wątpliwości, jak stwierdzenie, że „winni są Rosjanie”. Po tragedii zarówno jedni, jak i drudzy stanęli na wysokości zadania. Rosjanie złożyli kwiaty pod polską ambasadą, a Polacy wykonali wiele przyjaznych i pojednawczych gestów z długo demonizowanymi „Moskalami”. Taki poziom relacji obie strony powinny utrzymać jak najdłużej.
Wielu próbuje Rosjan „poniżyć”, sugerując, że ktoś celowo zniszczył aparaturę pomiaru wysokości w prezydenckim samolocie (kim jest ten „śmiałek”, nie wiadomo). Niektórzy polscy politycy już dopuścili się wielu podłości w związku z tą sprawą. Jakich to legend nasłuchaliśmy się o sztucznej mgle wokół lotniska, o popsutych przez Rosjan urządzeniach w samolocie czy o „pijaństwie w obsłudze lotów” (cytuję Jarosława Kaczyńskiego). Odpowiadanie na te pytania w takiej samej konwencji jest bezcelowe. Sprowadzanie polskich „uwag” do kaprysów Kaczyńskiego – również.
„Jeśli raporty o katastrofie nie będą uwzględniać polskiego punktu widzenia albo będą traktować go jako »nie do przyjęcia«, będzie to zły znak, który zdezorientuje polskie społeczeństwo” – uważa dziennikarz „Gazety Wyborczej” Jarosław Kurski, który przez kilka miesięcy walczył z teoriami spiskowymi wokół smoleńskiej tragedii. Nie można się z nim nie zgodzić.
Ktoś powie: „Do tego stopnia nie liczyć się z polską opinią społeczną!”, i znajdzie się, jak kiedyś towarzysz Trocki, w błędzie. Zwolenników Kaczyńskiego nie wychowamy na nowo, ale na nich Polska się nie kończy. O opinię wszystkich Polaków, o dobre wspólne relacje musimy się jeszcze postarać.
Dmitrij Babicz jest komentatorem „RIA Novosti”.
Tekst ukazał się na stronie „RIA Novosti”.Przełożył Zbigniew Rokita
Poglądy autora nie muszą być zgodne ze stanowiskiem redakcji. Prezentujemy jeden z głosów, który jest obecny w rosyjskich mediach.
--
Zobacz także:
Przemysław Żurawski
vel Grajewski
Rozmawiamy jak dżentelmeni, a to wyklucza kpiny
W takim razie - czy zgodzicie się z raportem tylko wówczas jeśli jako powód za katastrofę MAK uzna pijących szampanskoje igristoje rosyjskich pracowników lotniska?
A co do publikacji wszystkiego to publicystyka Goebbelsa niewątpliwie była wielce interesująca... też będziecie mieli różny punkt widzenia.
go przez stronę rosyjską.
Generalnie tekst jest słaby, nie wiadomo do końca o co autorowi chodzi. Z jednej strony dzieli opinię publiczną w Polsce na rusofobów (od Kaczyńskiego) i zwolenników dialogu (od Tuska), z drugiej wskazuje na konieczności trafiania do całej polskiej opinii publicznej. Autor też nie ma zastrzeżeń do raportu uznając go za czysto techniczny, a taki do końca nie był (kontekst informacji o generale Błasiku). Takich nieścisłości poglądów można znaleźć więcej- w efekcie tekst sprawia wrażenie bełkotliwego.
"Niemniej jednak, upolitycznienie śledztwa jest już widoczne i proces ten zaczął się w Polsce." To też kontrowersyjne zdanie. Śledztwo na którego czele staje premier Putin jest polityczne ipso facto. Podobnie jak przekładane wyjazdy polskich archeologów, decyzje o tym w oparciu o jakie regulacje (cywilne czy wojskowe) prowadzić śledztwo, co robić z wrakiem samolotu, czarnymi skrzynkami, jak żegnać ciało prezydenta (w Moskwie czy w Smoleńsku) - to jest arcypolityczne.
Czekam na inne teksty na portalu z komentarzami w sprawie raportu. Mam nadzieję, że następnym razem na lepszym poziomie. Chciałbym też znać stosunek i opinię redakcji na stosunki polsko- rosyjskie AD 2011. Tym bardziej, że po 10 kwietnia nie unikała deklaracji (wstępniak do numery po katastrofie i podpisy w sławnych listach apelu o zapalanie zniczy czerwonoarmistom)