NEW |   Dwumiesięcznik społeczno-polityczny poświęcony Europie Wschodniej
en ru ua
O NAS | REDAKCJA | PRENUMERATA | GDZIE NAS KUPIĆ | REKLAMA | WYDAWCA | KONTAKT | RSS RSS

Peryferie Europy

kategorie: Publicystyka
dodano: 2011-02-16 17:30:00 przez: Andrzej Szeptycki

Byłem w miejscowości Narva-Jöesuu, nad Zatoką Fińską, niemal na granicy estońsko-rosyjskiej, na konferencji poświęconej obronie psychologicznej, zagrożeniom informacyjnym i mediom, zorganizowanej przez władze Estonii. Konferencja odbywa się według Chatam House Rule, więc nie będę cytował poszczególnych mówców, niemniej chciałbym podzielić się kilkoma wrażeniami z tej podróży.
 
Estonia była ćwierć wieku temu częścią ZSRR, o której mało kto pamiętał. W tym roku przyjęła wspólną walutę euro, o czym przypominają mieszkańcom i turystom liczne plakaty na ulicach Tallinna i innych miast. Według polskich dyplomatów, zmiana waluty przebiegła sprawnie, w ciągu zaledwie dziesięciu dni, bez większych problemów, choć ceny nieco wzrosły, przeważnie dlatego, że zostały zaokrąglone w górę.
 
Od wielu lat mówiło się o rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Estonii. Internet bezprzewodowy jest wszechobecny i właściwie nie warto by o tym pisać, gdyby nie fakt, że z Wi-Fi mogłem korzystać również w autokarze, który wiózł nas z Tallinna do Narva-Jöesuu. Podobno na głównych trasach w tutejszych „pekaesach” to standard.
 
Pierwszego dnia konferencja miała jeden główny temat: Rosję. Jak powiedział jeden z uczestników, w Estonii każdy zrozumie pytanie: „Co zrobisz, jeśli przyjdą?”. Nie trzeba tłumaczyć, o kogo chodzi. Estończycy obawiają się o efektywność ewentualnej pomocy NATO, uskarżają się na systematyczne działania Rosji zmierzające do dyskredytacji państw bałtyckich („faszyści”, „rasiści”), stwierdzając ze smutkiem, że te stereotypy znajdują podatny grunt w Europie Zachodniej. Szczegółowej analizie poddano „humanitarny wymiar” polityki Rosji, zmierzający do ochrony Rosjan poza macierzą i budowy szerszego „ruskiego świata”. Mówiono o rosyjskiej ekspansji medialnej, o prorosyjskich „organizacjach pozarządowych” w krajach bliskiej zagranicy, o polityce historycznej Federacji Rosyjskiej, walce z niewygodnymi mediami. W kuluarach niejednokrotnie, również ze strony przedstawicieli władz, pojawiało się pytanie o „reset” w stosunkach polsko-rosyjskich, o działalność Grupy ds. Trudnych, o tragedię smoleńską i jej reperkusje.
 
Ze smutkiem stwierdzam, że w Polsce taka konferencja nie mogłaby się odbyć, w każdym razie nie z udziałem przedstawicieli najwyższych władz. Jej organizatorzy zostaliby zaklasyfikowani jako „rusofobi” i „oszołomy” spod znaku posła Antoniego Macierewicza i „Gazety Polskiej”. Polska chce bowiem być krajem „europejskim”, znaleźć się w europejskim mainstreamie, być aktywnym graczem, równym Francji i Niemcom, których przywódcy gościli ostatnio w Polsce. Dlatego postanowiła dokonać „europeizacji” swojej polityki zagranicznej i zmienić jej dotychczasowe priorytety. Ważnym elementem tej nowej polityki jest chęć zbliżenia z Rosją. Powszechnie wiadomo, że „wielki kraj europejski” musi mieć dobre relacje z wielkim sąsiadem Europy na Wschodzie. Oba kraje – Polska i Estonia – doświadczyły wiele złego ze strony ZSRR. Oba są dalej zagrożone przez Rosję. Wystarczy przypomnieć kolejne kryzysy gazowe czy elektroniczny atak na Estonię w 2007 roku. Dlaczego zatem Estończycy mówią o tym otwarcie, a nasi przywódcy mamią się nadziejami, że Polska pomoże w modernizacji Rosji? Nawet jeśli Władimir Putin i Dmitrij Miedwiediew zrehabilitują ofiary Katynia, nie zmienia to faktu, że Rosja pozostaje przednowoczesnym imperium, o czym świadczy zarówno sprawa Michaiła Chodorkowskiego, jak i ostatni zamach w Moskwie.
 
Skąd więc ta wiara w naszą zdolność modernizacji Rosji? Sądzę, że to erzac mający zastąpić realne osiągnięcia władz. Kiedy Polska wejdzie do strefy euro? Kiedy w komunikacji publicznej, na przykład na trasie Warszawa-Olsztyn dostępny będzie darmowy internet? Nie wiemy. Na pocieszenie pozostaje nam fakt, że Polska prowadzi aktywną, „europejską” politykę zagraniczną. Czy nie jest to trochę prowincjonalne?
 
Andrzej Szeptycki jest adiunktem w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, członkiem Rady Forum Polsko-Ukraińskiego. Stały współpracownik „Nowej Europy Wschodniej”.

--
Zobacz także:
Andrzej Brzeziecki Peryferie logiki – Andrzejowi Szeptyckiemu do sztambucha
Darek @2011-02-20 20:37:17
Polacy i Rosjanie jeszcze zbyt mało się nienawidzą więc trzeba zorganizowac konferencję i obwinić ich o wszelkie zło na świecie. To by było takie podsumowanie ostanich dwudziestu lat.
Duma uznała zbrodnię katyńską na czym Polskim władzom tak bardzo załeżało ale to juz jest nieważne bo to juz nie powód do sporu. Trzeba więc wytoczyć nowe armaty przeciwko Rosji i podgrzewać w Polakach niechęć i lęk przed naszymi słowiańskim braćmi.

Polska miałaby modernizować Rosję? Jeżeli Rosja będzie chciała to sie sama zmodernizuje, bez naszej pomocy.

Reset w stosunkach polsko-rosyjskich możliwy jest tylko wtedy gdy zmienimy sposób naszego myślenia i przestaniemy się podejżewać FR o wszystko co najgorsze nawet gdy maja dobre intencje.
jubus @2011-02-23 13:41:44
Widzę, że nie ma pan żadnego pojęcia ani o Rosji współczesnej, ani o polityce międzynarodowej.
Reset w stosunkach polsko-rosyjskich jest możliwy tylko po obaleniu lub ewolucji obecnego reżimu w Rosji. Nie bójmy się tego mówić, ale w Rosji cały czas rządzą pogrobowcy bolszewików, tyle, że przemianowani na "Jedną Rosję", "LDPR", "KPFR", itd.
Skończmy też z tym gadaniem o "słowiańskich braciach". O tym jacy to niby wspaniali są ci bracia "Słowianie" przekonaliśmy się w latach 40-ych na Wołyniu, w czasach całej wojny z ZSRR lub wcześniej Rosją radziecką, w czasie rozbiorów, całego XVIII wieku itd. Dodatkowo o "braterstwie słowiańskim" mogli się przekonać Serbowie i Bośniacy w czasie II wojny światowej, szczególnie ci co trafili do obozu w Jasenovacu, czy potem mieszkańcy Bośni i Hercegowiny w czasie wojny tam się toczącej w latach 90-ych.
Polska i Rosja to kompletnie różne państwa i narody, kompletnie inna mentalność, więc nie róbmy jakiegoś "szału o słowianach" bo to nie te czasy. FR ma się zdemokratyzować, dopiero potem będziemy rozmawiać o "słowiańskiej przyjaźni".
PP @2011-06-26 16:11:44
Panslawizm śmierdzi tatarskim korzuchem!
jubus @2011-06-28 10:27:06
@PP
Akurat Tatarów to bym nie obwiniał, bo oni są lojalnymi Polakami, tyle, że wyznającymi islam. Tatarzy w Rosji natomiast nie do końca chcą żyć pod moskiewskim butem, kilka lat temu chciano wprowadzić łaciński alfabet w Tatarstanie, ale Moskwa powiedziała nie. Poza tym, sąd konstytucyjny lub najwyższy wprodził zasadę nadrzędności prawa federalnego na tym republikańskim, czyli konstytucja FR jest ważniejsza niż konstytucja Tatarstanu czy Czeczenii.
Mówiąc o Rosji nie wolno zapominać właśnie o elemencie azjatyckim, w końcu co najmniej 20 procent mieszkańców to nie-Rosjanie, a ta liczba będzie szybko rosnąć w ciągu najbliższych dekad.
Jedyna szansa o "pojednanie z braćmi" to rozpad Rosji na kilka części i zjednoczenie zachodniej, europejskiej części, bez północnego Kaukazu i Tatarstanu z Europą, najlepiej do UE i do NATO. Syberię niech biorą jej prawowici mieszkańcy wespół z Chińczykami.
k @2011-10-19 21:53:48
literówka - Narva-Jõesuu. To jest z falką, a nie z kropkami.

NEW 3-4/2012
Fotogalerie:
Komentowane:
Znajdź nas na:
Znajdź nas na Facebooku Znajdź nas na YouTube Znajdź nas w Salonie24
Polskie radio dla zagranicy
Cytat:
Naprawdę w Polsce można być w polityce i niczym się nie interesować. Wszyscy znają się na Rosji, a prawie nikt tak naprawdę się nią nie interesuje, nie wie, co się z nią dzieje. Bo ona jest potrzebna jako pretekst, straszak, nic ponadto.
Wiesław Walendziak
„Krytyka Polityczna” 22/2010
Polecamy: