
Czy rzeczywiście dyskusja na temat ewentualnej rosyjskiej agresji na Polskę jest u nas tłumiona, zaś ci, którzy wywołują podobny temat, określani są mianem zbiorowego Macierewicza? Czy faktycznie nasi przywódcy zamiast realnie się zastanowić nad groźbą, wolą nas mamić „nadziejami, że Polska pomoże w modernizacji Rosji”? Tak zdaje się sądzić Andrzej Szeptycki, który będąc w Estonii,
usłyszał, jak tamtejsze elity i tamtejsi eksperci zastanawiają się nad zagrożeniem ze strony Moskwy. Robili to, co prawda, na konferencji za zamkniętymi drzwiami, ale zawsze.
Nie zamierzam bronić polskiego rządu, niech broni się sam – podobno w kreowaniu własnego wizerunku obecna ekipa radzi sobie świetnie. Lubię natomiast dyskutować o faktach. A są one takie, że po manewrach rosyjsko-białoruskich przy granicy z Polską Radosław Sikorski wysłał do szefa NATO list z zapytaniem, co Sojusz zrobi w razie agresji Rosji na Polskę – kraj członkowski. Pod listem tym podpisał się – powtarzam – Sikorski, nie Antoni Macierewicz. To przecież ten rząd prowadził w NATO szeroko zakrojoną akcję na rzecz planów ewentualnościowych, o których rozmawiano także na szczycie paktu północnoatlantyckiego w Lizbonie. I takie plany istnieją, co potwierdziło już dawno Ministerstwo Obrony Narodowej. Wystarczy też przypomnieć słynną doktrynę Sikorskiego po wojnie w Gruzji, a więc wypowiedziane publicznie słowa, że „każda kolejna próba zmiany granic w Europie siłą lub przez działania wywrotowe powinna być traktowana przez Europę jako zagrożenie dla bezpieczeństwa i spotkać się z proporcjonalną odpowiedzią całej wspólnoty transatlantyckiej”. Dodajmy jeszcze informację z portalu WikiLeaks o tym, że ów minister spekulował, czy Rosja nie zagrozi Polsce w ciągu dziesięciu-piętnastu miesięcy. Można również przytoczyć niezbyt zresztą frasobliwą wypowiedź Sikorskiego sprzed lat porównującego Gazociąg Północny do sojuszu III Rzeszy z ZSRR przeciw Polsce.
No i wreszcie trzeba przypomnieć taki banał, że cały wysiłek Polski po 1989 roku, by dostać się do NATO, nie wiązał się z obawami przed agresją ze strony Czech, Słowacji czy wspomnianej Estonii.
Wszystko to pokazuje, że na szczytach władzy w Polsce temat zagrożenia ze strony Rosji nie jest i nigdy nie był tematem tabu. Mówienie, że Rosja nam zagraża, jeszcze problemu nie załatwia, trzeba umieć sobie ułożyć z nią stosunki. Bo niby dlaczego mielibyśmy mieć złe stosunki z Rosją?
Nie bardzo za to rozumiem związek między estońskimi obawami przed agresją ze strony Rosji a internetem w ichniejszym autokarze. Z tekstu Andrzeja Szeptyckiego wynika, jakby jedno było skutkiem drugiego. Ja też chciałbym, by w pekaesie było Wi-Fi i by polski rząd nad tym myślał więcej niż nad modernizacją Rosji. Ale nie jest to żadna alternatywa dla „europeizacji” naszej polityki, na którą utyskuje Andrzej Szeptycki. Właśnie dzięki współpracy z Europą Zachodnią mamy szansę na internet w pekaesie – bo tam są nasze strategiczne interesy i strategiczni partnerzy (nie w pekaesie, tylko w Europie Zachodniej, oczywiście).
Andrzej Brzeziecki
--
Zobacz także:
Andrzej
Szeptycki Peryferie Europy
Wreszcie rozsądny artykuł.
Poradziliśmy sobie bez nich przez 90 procent naszej historii, to po co oni nam potrzebni dzisiaj. Co to, nie ma innych krajów w pobliżu Polski lub trochę dalej, z którymi można robić interesy lub importować surowce? A Turcja? A kraje arabskie? A Iran? Tak bardzo to daleko??
Skończy w końcu z tym gadaniem o Rosji, dajmy sobie z nimi spokój, utrzymujmy tylko minimalne stosunki, przynajmniej dopóki importujemy od nich gaz i ropę, a obw. kaliningradzki jest wciąż podległy Moskwie.
Generalnie Rosja od Putina podjeła próbę skoku do przodu (to co się nie udało Gorbaczowowi) mimo sprzyjających czynników zewnętrznych to nie był jeden duży skok a kilka podskoków. Ot wyjęto odpowiednią teczkę w KGB i się robi. Bez polotu ale się robi.
Co ot oznacza dla Polski, Polaków. Oznacza to że obecna "polityka" RP zostawiła wszystko Opaczności. Skala zaniedbań, błędów,trwania w błędnych decyzjach (Białoruś, tybet, Afganistan, Irak) jest niewyobrażalna.
Jedynie co tłumaczy rządzących to skala korupcji w RP - każdy sobie rzepkę skrobie (ustawę) i kupuje domek w Hiszpanii.