NEW |   Dwumiesięcznik społeczno-polityczny poświęcony Europie Wschodniej
en ru ua
O NAS | REDAKCJA | PRENUMERATA | GDZIE NAS KUPIĆ | REKLAMA | WYDAWCA | KONTAKT | RSS RSS

Wreszcie się dogadali

kategorie: Przeglądy
dodano: 2011-02-20 01:00:00 przez: Zbigniew Rokita

Przegląd armeński

15 lutego armeński Sąd Konstytucyjny stwierdził zgodność z konstytucją protokołu dodatkowego do umowy o stacjonowaniu rosyjskiej bazy wojskowej w Armenii. Protokół był podpisany w sierpniu 2010 roku podczas wizyty Dmitrija Miedwiediewa w Armenii. Na jego mocy przedłużono działanie porozumienia z 25 do 49 lat, a więc do 2044 roku z możliwością automatycznego przedłużenia o kolejne pięć lat. Jakie korzyści niesie przedłużenie porozumienia dla Armenii?

Decyzja została podjęta dziewięć lat przed wygaśnięciem umowy o stacjonowaniu wojsk rosyjskich, więc wydaje się przedwczesna. Możliwe, że została podyktowana koniunkturą polityczną. Prezydentowi Serżowi Sarkisjanowi i rządzącej koalicji nie udaje się rozwiązać zarówno najważniejszych problemów wewnętrznych (korupcja, kiepska kondycja gospodarcza i konsekwencja tych zjawisk: emigracja), jak i międzynarodowych (nawiązanie stosunków dyplomatycznych oraz otwarcie granicy z Turcją, a także postęp w rozmowach dotyczących Górskiego Karabachu).

Na tym tle sukces propagandowy pokazujący bliskie więzi ze „starszym bratem” zza Kaukazu był przez większość społeczeństwa odebrany pozytywnie. Porozumienie było też sygnałem wysłanym przez Moskwę dla Baku (w kontekście konfliktu karabaskiego), a przede wszystkim Teheranu, Ankary i Waszyngtonu o niesłabnącej obecności w regionie. Rosja, posiadając bazę w armeńskim Giumri (zachodnia Armenia, przy granicy z Turcją), lokuje swoje siły w strategicznym miejscu między sprawiającymi kłopoty Gruzją, Azerbejdżanem oraz przejawiającymi ambicje ekspansjonistyczne w regionie Iranem i Turcją. Siły rosyjskie stacjonują również na granicach armeńsko-tureckiej oraz armeńsko-irańskiej.

Ile Rosjanie płacą Ormianom za dzierżawę bazy wojskowej? Nic! Dla niemalże wszystkich Ormian fakt obecności militarnej Rosjan jest odczytywany jako gwarancja bezpieczeństwa – w artykule trzecim umowy czytamy o zobowiązaniu strony rosyjskiej do zapewnienia bezpieczeństwa Armenii. Ta sytuacja nie przypomina więc, jeśli chodzi o nastroje społeczne, podziału ukraińskiego społeczeństwa odnośnie do dzierżawy portu w Sewastopolu. Nie uszczegółowiono jednak w umowie, w jaki sposób Rosja zagwarantuje bezpieczeństwo Armenii, a więc przede wszystkim jak zachowa się w razie wznowienia konfliktu karabaskiego. Ponadto Rosja nawet bez tej umowy zobowiązana była udzielić militarnej pomocy Armenii (i wzajemnie) w przypadku zagrożenia zgodnie z postanowieniami Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (pakt wojskowy zrzeszający Rosję, Białoruś, Armenię, Uzbekistan, Tadżykistan, Kirgistan i Kazachstan; Azerbejdżan i Gruzja opuściły OUBZ w 1999 roku). Zgodnie z artykułem 26 umowa podlega ratyfikacji (możliwej w tym przypadku po decyzji Sądu Konstytucyjnego). Protokół trafi teraz do Zgromadzenia Narodowego, gdzie zostanie przyjęty.

***

17 lutego rządząca koalicja (Republikańska Partia Armenii, Kwitnąca Armenia, Orinac Jerkir) podpisała nową umowę koalicyjną, kończąc tym samym kilkutygodniowe spekulacje dotyczące rozłamu w aliansie i zamiarze usamodzielnienia się Kwitnącej Armenii. Według nowych ustaleń wszystkie partie poprą kandydaturę Serża Sarkisjana (RPA) w wyborach prezydenckich w 2013 roku. Odnośnie do wyborów parlamentarnych w 2012 roku partie „nie chcą zmieniać rozkładu sił w koalicji i walczyć ze sobą”. Nie określono więc dokładnych ram współpracy, jednak najlogiczniejsze dla wypełnienia ducha porozumienia byłoby utworzenie wspólnego bloku wyborczego.

W mediach armeńskich można spotkać się z różnymi opiniami na powyższy temat. Często publicyści nie chcą dopuścić do siebie myśli, że to zwykła umowa koalicyjna. Według jednego ze stanowisk, partia prezydencka zdominowała dwóch pozostałych koalicjantów, a tak długi brak decyzji Kwitnącej Armenii co do poparcia Sarkisjana był inscenizowany w celu pokazania rzekomo równej pozycji sprzymierzonych partii. Według innego scenariusza, nowa umowa jest wynikiem politycznego sprytu lidera Kwitnącej Armenii Gagika Carukjana, który zyskał w ten sposób czas – nadal pozostaje w obozie władzy, zwiększając pole manewru i mogąc wciąż poprzeć w wyborach prezydenckich Roberta Koczariana (prezydent w latach 1998-2008), łamiąc tym samym porozumienie.

***

Komisja Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego wezwała Turcję i Armenię do ratyfikowania protokołów z października 2009 roku, dotyczących nawiązania wzajemnych stosunków dyplomatycznych bez warunków wstępnych. W raporcie komisji podsumowującym rok 2010 w Turcji wyraża się między innymi zaniepokojenie ograniczeniem wolności prasy (art. 7), słowa (art. 8) i praw procesowych, wzywa się do natychmiastowego wycofania sił z Cypru (art. 30). Pochwalono także działania na rzecz poprawy stosunków Turcji z Grecją i Irakiem. W artykule 32 komisja nalega, żeby Turcja ratyfikowała protokoły z Armenią, otworzyła granicę z tym sąsiadem i jako jedna z kluczowych potęg na Kaukazie użyła swojego wpływu do zwiększenia środków budowy zaufania oraz do rozwiązania zamrożonego konfliktu wokół Górskiego Karabachu.

Przypomnijmy, że protokoły turecko-armeńskie dotyczące nawiązania stosunków dyplomatycznych i otwarcia granicy nie zostały ratyfikowane przez zainteresowanych. Brak działań ze strony tureckiej spowodowany jest prawdopodobnie naciskiem ze strony Azerbejdżanu, ważnego partnera gospodarczego Turcji. Baku nie na rękę jest zbliżenie Ankary i Erywania, a w konsekwencji wzmocnienie Ormian, strony w konflikcie karabaskim. Armenia wstrzymuje się przede wszystkim z powodu nacisków „zachodniej” diaspory (głównie z Francji i Stanów Zjednoczonych) oraz opozycji politycznej wewnątrz kraju (przede wszystkim Armeńskiego Kongresu Narodowego i Dasznakcutiun).

Zbigniew Rokita

Brak komentarzy