
Andrzeju,
Stawiasz w swojej
polemice dwie tezy:
Po pierwsze: Szeptycki błędnie twierdzi, że w Polsce nie mówi się o możliwości dokonania ataku przez Rosję.
Przytoczone przez Ciebie wydarzenia są oczywiście prawdziwe. Jednak przynajmniej niektóre są, jak na historię III Rzeczpospolitej Polskiej, rozpaczliwie stare – choćby słynna wypowiedź o pakcie Ribbentrop-Mołotow i Gazociągu Północnym. Nikt nie twierdzi, że Radosław Sikorski nie był radykałem i zwolennikiem radykalnych działań wobec Moskwy. Nikt nie kwestionuje, że był w Afganistanie. Ale to było dawno temu. Radek Plakietka już nie jest tym, kim był. Porozumienie niemiecko-radzieckie przywoływał jeszcze jako minister PiS. „Doktrynę Sikorskiego” sformułował, będąc już w ekipie PO, ale jeszcze w czasach prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Myślę, że to nie było bez znaczenia. PO generalnie krytycznie oceniała „wymachiwanie szabelką” w Tbilisi, ale sądzę, że Sikorski chciał przebić prezydenta. Trudno się pozbyć dawnych nawyków.
Jednak teza, którą stawiasz, wypacza moje słowa. Ja nie mówiłem li tylko o możliwości ataku militarnego. Pisałem o rosyjskiej
soft power. Czemu w Polsce nikogo nie interesuje fakt, że były wicepremier Rzeczpospolitej Polskiej bryluje na mińskich, kijowskich, bodaj czy nie moskiewskich salonach i śledzi każde wybory na obszarze poradzieckim jako reprezentant Wspólnoty Niepodległych Państw? Może Andrzeja Leppera – tak, tak o niego chodzi – warto by prześwietlić nie tylko pod kątem seksualnych nadużyć w Samoobronie? Czemu nikogo nie zainteresują partnerzy księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego na Ukrainie? Tragedia wołyńska doskonale łączy polskich kresowiaków i ukraińskich Małorosjan spod znaku Partii Regionów. Może warto by przyjrzeć się działalności byłego premiera Leszka Millera, który kiedyś przyjaźnił się z kanclerzem Gerhardem Schröderem, znanym ze związków z Rosją, a w zeszłym roku gardłował za Wiktorem Janukowyczem, też związanym z Moskwą. Przypadek?
Pisałem o rosyjskiej propagandzie wymierzonej w Bałtów. W polskich elitach rządzących raport MAK i ostatnia konferencja prasowa rosyjskich „ekspertów” wywołały zamieszanie. Cóż nam robią Rosjanie dwa miesiące po przełomowej, jak się zdawało, wizycie Dmitrija Miedwiediewa? Czemu nikt tego nie przewidział? Skąd ta nasza wiara w dobrą wolę Rosjan?
Po drugie: nie wiadomo, jaki jest związek między dyskusją o relacjach z Rosją i Wi-Fi w komunikacji publicznej.
Lider zachodnioniemieckiej CSU Franz Josef Strauss, w swoim czasie minister obrony Republiki Federalnej Niemiec, spędzał wakacje we Francji, na jakimś uroczym odludziu. Chciał być jednak w kontakcie ze swoim biurem. W tym celu musiał codziennie wędrować kilka kilometrów na najbliższą pocztę i stamtąd zamawiać rozmowę z Bonn. Nie mógł się nadziwić: „Wy Francuzi macie broń jądrową, wyprawiacie się w kosmos, a nawet telefonów dla wczasowiczów nie potraficie zapewnić”. W tym właśnie tkwi problem. Jesteśmy jak Francuzi – gonimy za mrzonkami, chcemy wielkości, wierzymy, że zmienimy Rosję. A Estończycy mają e-społeczeństwo.
Andrzej Szeptycki jest adiunktem w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, członkiem Rady Forum Polsko-Ukraińskiego. Stały współpracownik „Nowej Europy Wschodniej”.
--
Zobacz także:
Andrzej
Brzeziecki Peryferie logiki – Andrzejowi Szeptyckiemu do sztambuchaAndrzej
Szeptycki Peryferie Europy