
Michaił Chodorkowski siedzi w więzieniu już od siedmiu lat i regularnie mówi się o nim w mediach. Jego aresztowania, procesy i pobyt w więzieniu są – obok katastrofy Kurska, wojen w Czeczenii czy zabójstwa Anny Politkowskiej – negatywnymi symbolami prezydentury Władimira Putina. O sprawie Chodorkowskiego sporo mówiło się w brytyjskiej telewizji, ale aż dziw bierze, że do tej pory nie zrealizowano żadnego filmu fabularnego na ten temat. Chodorkowski wydaje się bohaterem idealnym dla tego typu produkcji.
W światowej dystrybucji pojawił się ostatnio film pod tytułem
Chodorkowski niemieckiego reżysera Cyryla Tuschiego, ukrywającego się pod pseudonimem, urodzonego w 1969 roku we Frankfurcie nad Menem i niemogącego pochwalić się wielkim dorobkiem. Dzieło to okazało się nieoczekiwanym hitem ostatniego Berlinale. Nie tyle jednak z uwagi na jego artystyczne walory, ile na tematykę. Berlińskie jury i publiczność już od wielu lat wykazują zainteresowanie kwestiami demokracji i praw człowieka. Polskie filmy z okresu „Solidarności” podczas berlińskiego festiwalu zawsze mogły liczyć na zainteresowanie.
O filmie było głośno, zanim ktokolwiek go obejrzał – taśmę z gotową produkcją skradziono z biura reżysera, co oczywiście wzmogło uwagę mediów.
Teraz o samym dziele. Trwa 113 minut i kosztowało 400 tysięcy euro. Głównym motywem filmu jest ostatni proces Chodorkowskiego. Przedstawiono wypowiedzi ludzi z nim związanych, natomiast całość uzupełniają materiały dokumentalne (dzięki czemu w filmie pojawiają się między innymi Władimir Putin, George W. Bush, Grigorij Jawliński czy Joshka Fisher).
Największą wpadką twórcy filmu jest to, że obala on mit Chodorkowskiego, choć zapewne nie do końca było to jego zamierzeniem. Rosyjskich opozycjonistów zbyt często postrzega się na Zachodzie w kategoriach idealistycznych. Chodorkowski, podobnie jak jego przeciwnik Putin, jest produktem okrutnych lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Oczywiście nie zmienia to tego, że dziś Chodorkowski jest już tylko ofiarą systemu. Jaką był niegdyś Lew Trocki, wróg Józefa Stalina.
Film ten nie wnosi zbyt wiele nowego dla osoby zainteresowanej. Jest jednak ciekawym podsumowaniem obłudnych standardów stosowanych wobec putinowskiej Rosji. Od kilku lat w więzieniu przebywa człowiek poddany procedurze będącej połączeniem metod dyktatorskich i przypominających te z
Procesu Franza Kafki. Oczywiście, Zachód jest oburzony traktowaniem Chodorkowskiego, ale przeciwko uwięzieniu Andrieja Sacharowa i innych opozycjonistów również protestowano, jednak ofiary reżimu wychodziły z więzienia dopiero wtedy, gdy do takiej decyzji dojrzał sam reżim.
Tuschi zaprezentował nam lekko naiwne i wpadające zbyt mocno w stylistykę Michaela Moore’a dzieło, które mimo niedoskonałości jest cenne. Każdy głos przypominający sprawę Chodorkowskiego jest ważny. Może i w Polsce będzie dane nam obejrzeć ten film.
Chodorkowski niestety nie jest w stanie pomóc swojemu bohaterowi choćby z dwóch powodów: artystycznych (film niespecjalny) i politycznych (nikt nie będzie chciał oglądać w Rosji – słynącej z dobrych produkcji – czegoś na poły amatorskiego, więc nawet putinowska cenzura nie będzie musiała zabraniać rozpowszechniania filmu). A może ktoś podejmie wątek i nakręci niezły dokument? BBC, HBO i inne zachodnie stacje mają przecież pieniądze i tradycje, a dobrego reżysera też można znaleźć. I odkryć więcej na temat sprawy Chodorkowskiego...
Łukasz Jasina
Chodorkowski (
Khodorkowsky); reżyseria: Cyril Tuschi; produkcja: Niemcy 2010
--
Zobacz także:
Ołeksij
Radynśki Chodorkowski jako Mona Lisa
Brak komentarzy