Przegląd armeńskiRozmowy mające rozwiązać konflikt karabaski trwają. Po obu stronach giną żołnierze, a negocjacje wydają się od dawna stać w martwym punkcie. Czy na pewno?
5 marca w Soczi odbyło się spotkanie Dmitrija Miedwiediewa, Serża Sarkisjana i Ilhama Alijewa dotyczące regulacji konfliktu karabaskiego. Było to ósme spotkanie w formacie 2+1 (Armenia, Azerbejdżan i Rosja). Dyskutowano o sposobach realizacji postanowień „deklaracji astrachańskiej”, będącej owocem ostatnich rozmów (27 października 2010 roku) w takim samym formacie. Zgodzono się
wówczas na wymianę jeńców i ciał zabitych.
W mediach krytykuje się brak „przełomowych” decyzji podczas kolejnych rozmów. Należy jednak pamiętać, że bezpośrednim celem negocjacji nie jest rozwiązanie konfliktu – zainteresowane strony są świadome, że jest to obecnie niemożliwe z powodu zbyt dużych rozbieżności interesów Erywania i Baku. Ważne jest jednak zmniejszenie napięć i możliwości zbrojnego wznowienia konfliktu, czemu służy wypracowanie metod realizacji ramowych postanowień „deklaracji astrachańskiej”. Jak powiedział przedstawiciel przewodniczącego OBWE do spraw konfliktu karabaskiego Andrzej Kasprzyk: – Konflikt nie jest zamrożony, zamrożone jest jedynie jego rozwiązanie.
Sam konflikt nadal znajduje się w fazie zbrojnej. W zeszłym roku po obu stronach w wyniku starć zginęło około 36 osób. Rozmowy jednak trwają, choć znalezienie konsensusu nie będzie proste. Obecnie inicjatywę w organizacji spotkań pokojowych przejęła Rosja, która od 2008 roku organizuje spotkania trójstronne. Nie powinno być to jednak oceniane jako dominacja strony rosyjskiej, bo Grupa Mińska OBWE (Francja, Stany Zjednoczone, Rosja) wydaje się działać zgodnie.
***
1 marca odbyła się manifestacja opozycji, w której uczestniczyło od 10 do 50 tysięcy osób. Upamiętniała wydarzenia 1 marca 2008 roku, kiedy wskutek użycia siły przez wojsko i policję wobec protestujących przeciw sfałszowanym wyborom prezydenckim zginęło 10 osób, a ponad 200 zostało rannych. Mityng został zorganizowany przez główną siłę „ulicznej” opozycji – Armeński Kongres Narodowy Lewona Ter-Petrosjana. Do protestów przyłączyła się jedna z dwóch parlamentarnych partii opozycyjnych Dziedzictwo. Nie należy jednak interpretować tego gestu jako zbliżenia opozycji, bo czynnikiem jednoczącym była raczej symbolika rocznicy, nie zaś wspólne cele polityczne. Manifestacja nie powinna być również odczytywana wyłącznie jako gest poparcia dla Lewona Ter-Petrosjana.
Do akcji nie przyłączyła się druga parlamentarna siła opozycyjna Dasznakcutiun. Pamiętać jednak należy, że w roku 2008 partia ta wchodziła w skład koalicji rządzącej, więc była pośrednio odpowiedzialna za wydarzenia marcowe.
Żądania protestujących, które ujęto w 15 punktach, były „tradycyjne” – przede wszystkim domagano się przeprowadzenia przedterminowych wyborów prezydenckich i parlamentarnych, wypuszczenia więźniów politycznych oraz osądzenia winnych wydarzeń marcowych. Dwa ostatnie postulaty wiążą się ze sobą. Więźniowie polityczni w Armenii odsiadują wyroki właśnie w związku z odpowiedzialnością przypisywaną im przez władze za sprowokowanie „niepokojów społecznych mających doprowadzić do obalenia władzy” w marcu 2008 roku. W związku z tym rządzący politycy wskazują niejako winnych tych wydarzeń, mimo że równolegle w armeńskim Zgromadzeniu Narodowym działa komisja zajmująca się tą kwestią. Opozycjoniści dali władzom czas do 15 marca na wypełnienie żądań. Rodzi się pytanie: co będzie, jeśli władza ich nie wypełni?
Rządzący mogliby spełnić część postulatów (na przykład uwolnić więźniów politycznych, co sukcesywnie robią, czy pozwolić na handel uliczny w Erywaniu), jednak na niektóre, takie jak szybka poprawa sytuacji ekonomicznej czy wskazanie winnych wydarzeń marcowych, nie mogą nic zaradzić.
Wraz z początkiem wiosny w Armenii zaczął się kolejny uliczny cykl protestów. Poza większymi manifestacjami, w których prym wiedzie Armeński Kongres Narodowy (ostatnia 18 lutego, następną zapowiedziano na 17 marca), odbywa się wiele mniejszych (na przykład mityng Partii Ludowej z 28 lutego). Zdaniem opozycji, władze utrudniały manifestującym zebranie się, między innymi przedłużając zajęcia na uniwersytetach, zabierając prawo jazdy kierowcom marszrutek, zabraniając ruchu taksówkarzom.
***
25 lutego w Petersburgu spotkali się Dmitrij Miedwiediew i Serż Sarkisjan. Najważniejszą dyskutowaną kwestią były ceny rosyjskiego gazu dla Armenii w 2011 roku.
Po spotkaniu rzecznik prasowy prezydenta Armenii Armen Arzumanian powiedział: – Jesteśmy zadowoleni z rezultatów spotkania. W wyniku petersburskich rozmów osiągnięto porozumienie co do cen rosyjskiego gazu dla Armenii. W 2011 roku jego cena dla konsumentów nie wzrośnie.
Co innego jednak twierdzi przedstawiciel służby prasowej Gazpromu: – W kwestii cen gazu dla Armenii ostatecznej decyzji nie podjęto i rozmowy specjalistów wciąż trwają.
Gazprom nie potwierdził więc słów przedstawiciela Serża Sarkisjana.
Dotychczas Armenia płaciła 180 dolarów za tysiąc metrów sześciennych rosyjskiego gazu. Później sprzedawała go przedsiębiorcom za 243 dolary i konsumentom za 340 dolarów. W związku z tak wysoką marżą prawdopodobnie nawet znaczna podwyżka ceny nie musi oznaczać jej wzrostu dla „zwykłych” Ormian. Natomiast będzie oznaczała mniejsze zyski dla armeńskiego gazowego monopolisty, firmy ArmRosGazprom, którego byłym szefem jest nowo wybrany mer Erywania. Zwiększenie cen odbiłoby się na i tak już dużym niezadowoleniu społecznym z inflacji i drożyzny. Manipulacja cenami tego surowca jest więc pośrednim narzędziem Moskwy do sterowania nastrojami w Armenii. Nie wydaje się jednak, żeby zdyskredytowanie Armenii wiernej Rosji było obecnie na rękę władzom Kremla. Ostateczne porozumienie zostanie zawarte do końca marca.
Zbigniew Rokita
Brak komentarzy