
Prokuratura Generalna wszczęła sprawę karną przeciw prezydentowi Leonidowi Kuczmie. Śledztwo prowadzi Renat Kuźmin. Czy jest chociaż jeden człowiek w tym kraju, który uwierzyłby w te brednie?! Kuczma to ideowy inspirator całej tej regionalnej kliki, a nam wciskają głodne kawałki o jakiejś sprawie karnej, w której on jest głównym oskarżonym. Jak mogą kolesie, których firmowym hymnem jest
Murka, sądzić ojca chrzestnego ukraińskiej korupcji, rozgrzeszonego i – niewykluczone – że wykarmionego piersią (albo czymś jeszcze) obecnych oszustów.
Tą bzdurą (staram się mój wywód poprowadzić w gwarze maksymalnie zrozumiałej dla regionałów) możecie zaskoczyć tylko pobliskich Reporterów bez Granic, którzy od razu zaczęli się podniecać, że „mają nadzieję na przeprowadzenie śledztwa w sprawie Gongadzego”. Ale nas, zaprawionych Ukraińców, zahartowanych wszystkimi waszymi cholernymi przekłamaniami, nie uda się wam omamić.
Wszczęcie śledztwa przeciw Kuczmie to kalka popularnej milicyjnej afery z lat dziewięćdziesiątych znanej pod nazwą „podłożyć się pod swojego” (zapewne mogą pojawić się jej różne określenia). Był kiedyś u mnie znajomy naczelnik Urzędu do spraw Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej, który mógł mnie wprowadzić w działanie takiego schematu. Dlatego jestem tego pewien.
Tak więc „podłożyć się pod swojego” to najdroższy i najefektywniejszy przekręt, któremu poświęciły się tylko poważne autorytety. Sęk w tym, żeby najpierw udaremnić postępowanie karne. Żeby zablokować je na wszystkich szczeblach – na etapie świadków i dowodów rzeczowych, na poziomie ofiar oraz opinii publicznej, a następnie – konsekwentnie – rozwalać je w sądzie czy jeszcze na etapie dochodzenia. Na zawsze.
Trzeba zebrać jak największą bazę danych, a potem każdy fakt podeprzeć żelaznym argumentem. Nie byłem, nie brałem, nie wiem. Cóż, jeśli nie ma takiego argumentu, trzeba go zmajstrować za określoną cenę, ze wszystkimi podpisami, a nawet ze śladami po herbacie na krawędziach państwowych osłonek na szklanki.
Dla równowagi, na Ukrainie jest tak samo: sprzedajni sędziowie, tacy sami prokuratorzy, niedrodzy śledczy. No i od cholery autorytetów różnej maści.
Cóż, w sumie to może dużo kosztować, ale warto. Wszak w najlepszym razie, można rzec, w nieodległej przyszłości, sprawa będzie zamknięta w sądzie z powodu niewystarczających dowodów. W dalekiej perspektywie uprawniony organ – w ukraińskim przypadku budowniczy rakiet Kuczma – otrzymuje materiał odmowny, którym można przez czas nieokreślony odpierać wszelkie oskarżenia publiczne, broniąc swej reputacji już w sądzie.
Same dowody będą już zdyskredytowane w sądzie jako „niewystarczające”. Właśnie dlatego przy sprawdzaniu jakości dowodów rzeczowych wstrzymano nieoficjalne taśmy Melnyczenki, w których autentyczność wierzy już zapewne tylko sam towarzysz major.
Dlatego, przyjaciele – Pszonki, Renaty i inni poplecznicy Janukowycza – wciskajcie te kity, komu wam wygodnie – Reporterom bez Granic, prezydentom bez jaj czy swoim sąsiadom z ulicy, jeśli oczywiście macie ich obok swoich vipowskich posesji.
Nam nie zawracajcie głowy.
My mamy wiosnę za pasem!
Maksim Birowasz jest dziennikarzem tygodnika „Korrespondent”.
Tekst ukazał się na stronie tygodnika „Korrespondent”.Przełożyła Karolina Słowik--
Zobacz także:
Roman
Kabaczij W kręgach piekielnychWitalij
Portnikow Sprawa na przyszłośćPaweł
Pieniążek Wodzenie za nos
Brak komentarzy