NEW |   Dwumiesięcznik społeczno-polityczny poświęcony Europie Wschodniej
en ru ua
O NAS | REDAKCJA | PRENUMERATA | GDZIE NAS KUPIĆ | REKLAMA | WYDAWCA | KONTAKT | RSS RSS

Tragedia w obliczu kryzysu

kategorie: Przeglądy
dodano: 2011-04-14 18:00:00 przez: Karolina Słowik

PRZEGLĄD BIAŁORUSKI

Tragedia w Mińskim metrze odwróciła uwagę od poważnych problemów gospodarczych Białorusi. Państwu Łukaszenki grozi kryzys walutowy. W obliczu ostatnich śmiałych poczynań rządu ciężko liczyć na pomoc Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Rosja mami pożyczką, ale bez konkretów. Czy nadszedł czas na nowych sojuszników?

11 kwietnia o godzinie 17.56 doszło do wybuchu nieopodal stacji mińskiego metra Kastrycznicka. Zginęło 12 osób, a 204 zostały ranne, z czego 26 jest w stanie ciężkim. Jak mówi świadek wydarzenia Gienadij, nie wiadomo, czy ładunek wybuchł w wagonie, czy na peronie, bo eksplozja nastąpiła po zatrzymaniu się pociągu na stacji. Zapaliły się ruchome schody. Na czas śledztwa zamknięto dwie linie metra.

Tego samego dnia prezydent Aleksander Łukaszenka zwołał nadzwyczajne zebranie w sprawie eksplozji. Zażądał od służb bezpieczeństwa szybkich postępów w dochodzeniu. Wieczorem Prokuratura Generalna wszczęła sprawę karną, zaś pieczę nad śledztwem sprawuje KGB. Eksperci ustalili, że bomba zawierała ostrą armaturę, gwoździe i kulki o średnicy jednego centymetra, które miały ranić ludzi. Anonimowy urzędnik służb bezpieczeństwa przekazał, że ładunek znajdował się w torbie pod ławką na stacji metra i mógł być zdetonowany przez radio. Od 12 kwietnia w badaniu sprawy będą uczestniczyć również agenci rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa i eksperci z Izraela oraz Wielkiej Brytanii.

Białoruski Front Narodowy postulował, by dochodzenie było bezstronne i nie posłużyło jako pretekst do represji na opozycjonistach. Władza bowiem już raz postąpiła w ten sposób – po zamachu z lipca 2008 roku podczas koncertu w Dzień Zwycięstwa. Zastępca prokuratora generalnego przypuszcza, że te dwie tragedie mogą być ze sobą powiązane. Rada Miasta Mińska na wniosek prezydenta obiecała rodzinom ofiar odszkodowania w wysokości dziesięciu tysięcy dolarów. Już 11 kwietnia mieszkańcy Mińska uczcili pamięć ofiar, przynosząc na plac Październikowy kwiaty i znicze. 13 kwietnia ogłoszono dniem żałoby tylko w Mińsku, a nie na całej Białorusi. Do tej pory Aleksander Łukaszenka ogłosił żałobę tylko raz – w 1999 roku.

12 kwietnia aresztowano trzech mieszkańców Mińska za rozpowszechnianie fałszywych informacji o kolejnych atakach terrorystycznych w białoruskiej stolicy. Prokuratura upomniała Aleksandra Milinkiewicza, dziennikarza Walerego Starykiewicza i byłego oficera KBG Walerego Kostkę, aby nie siali paniki. Pierwszych przesłuchano ekologa Ihara Bahatczyka i dziennikarza Uładzimira Wałodzina, w 2010 roku zatrzymanych za zamach na rosyjską ambasadę. 12 kwietnia rosyjski portal „Life News” opublikował portret podejrzanego o organizację ataku, który otrzymały wszystkie komisariaty białoruskiej milicji. Szef białoruskiego KGB Wadzim Zajcau podał trzy prawdopodobne przyczyny ataku: destabilizacja wewnątrzpaństwowa związana z sytuacją powyborczą, zemsta organizacji ekstremistycznych (podejrzani są między innymi anarchiści) i działania osób nie w pełni władz umysłowych. W nocy z 12 na 13 kwietnia zatrzymano dwóch podejrzanych i, jak podaje zastępca Prokuratora Generalnego Andrej Szwed, po ich przesłuchaniu uzyskano wstępne dowody winy. Prezydent oświadczył, że przyczyny zostały ujawnione już o piątej rano 13 kwietnia. Podejrzani przyznali się do organizacji zamachu z 3 lipca 2008 roku w Mińsku i do wcześniejszych zajść w Witebsku, jednak nie do eksplozji w metrze. Zapowiedział najsurowsze kary oraz ściganie współpracowników. W tym samym przemówieniu stwierdził, że opozycja musi istnieć, ale nie jako piąta kolumna.

***

8 kwietnia mińska policja zakończyła wstępne dochodzenie w sprawie uczestników wieczoru wyborczego z 19 grudnia 2010 roku. Uzyskano rzekomo wiele dowodów na próbę zmiany porządku konstytucyjnego Białorusi w porozumieniu z innymi państwami i organizacjami międzynarodowymi. Stopień zaangażowania każdego z oskarżonych określi sąd.

Tymczasem kolejni więźniowie mówią o nieludzkich metodach białoruskich władz. Przewodniczący Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Anatol Labiedźka 7 kwietnia został zwolniony warunkowo z aresztu KGB, gdzie przebywał od aresztowania 19 grudnia. Mógł porozumieć się ze swoim obrońcą dopiero po Nowym Roku. Cały czas przebywał w izolacji. Po zwolnieniu zaczął mówić o torturach i warunkach panujących w areszcie. Zapowiedział, że podejmie walkę z białoruskim systemem penitencjarnym. Dzień później został wypuszczony inny więzień, działacz kampanii Uładzimira Niaklajeua „Mów prawdę”, Alaksandr Fiaduta. Podobnie jak Labiedźka, został zatrzymany po wieczorze wyborczym. Opozycjoniści zostali zmuszeni do podpisania deklaracji o nieopuszczaniu kraju.

***

Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy utworzyło tymczasową komisję, która ma zbadać sprawę zatrzymań po 19 grudnia. Wśród pięcioosobowego składu znajduje się dwóch Polaków, Tadeusz Iwiński i Piotr Wach. Przewodniczy jej Czech Tomasz Irsa. Białoruś nie należy do Rady Europy, więc jej raport nie będzie miał wielkiego znaczenia, jednak członkowie komisji są przekonani o potrzebie dyskusji na ten temat.

***

Od 6 do 9 kwietnia gościł na Białorusi wiceprezydent Zimbabwe John Landa Nkomo. Towarzyszyli mu minister gospodarki, mechanizacji i irygacji, minister przemysłu górniczego i inni przedstawiciele rządu Zimbabwe. Wiceprezydent spotkał się między innymi z premierem Michaiłem Miasnikowiczem. Negocjacje dotyczyły bilateralnej współpracy gospodarczej i przemysłowej, w szczególności w górnictwie.

Rodzące się partnerstwo dwóch dyktatorskich reżimów nie dziwi. Widmo kryzysu i niepewni sojusznicy przy granicy wymuszają włączenie nowych aktorów o zbieżnych interesach. Przywódcy obu krajów znaleźli się na liście pięciu dyktatorów, którzy mogą podzielić los egipskiego przywódcy. Organizacja Freedom House w artykule Kto następny?, przygotowanym dla „Foreign Policy”, przyznała trzecie miejsce przywódcy Zimbabwe Robertowi Mugabe. Na piątym uplasował się Aleksander Łukaszenka.

***

Dewaluacja rubla jest coraz bardziej prawdopodobna ze względu na wyczerpywanie się rezerw walutowych. Pogarszająca się sytuacja gospodarcza, spowodowana między innymi pożyczkami na poczet kampanii prezydenckiej, odbiła się szesnastoprocentowym ujemnym bilansem handlowym.

Po odrzuceniu zaleceń Międzynarodowego Funduszu Walutowego Białorusini zwracają się w stronę Wspólnoty Niepodległych Państw w celu zastąpienia euroobligacji. Już 16 lutego Mińsk zwrócił się do Funduszu Antykryzysowego Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej o pożyczkę w wysokości trzech miliardów dolarów.

Początkowo białoruski Bank Centralny zdecydował o podniesieniu stóp procentowych, wprowadzeniu ścisłej kontroli waluty i wzrostu kosztów transakcji w walutach obcych. Jednak od 31 marca Ministerstwo Finansów Białorusi zaakceptowało program, w którym zniesiono te ograniczenia, zapewniając, że dotychczasowe kroki są wystarczające, by zwiększyć rezerwy walutowe. Padły również obietnice rozszerzenia koszyka walutowego, czyli możliwości odbiegania od kursu stałego ustalanego przez Bank Centralny, z 8 do 12 procent w 2011 roku. Dzięki temu udzielane pożyczki będą bardziej atrakcyjne dla Rosjan.

5 kwietnia Aleksander Łukaszenka stwierdził, że nie powinno być żadnych problemów z nabywaniem obcych walut. Pożyczka nie jest jednak przesądzona. Białoruski minister finansów Dzmitryj Pankin oświadczył, że nie ma jeszcze ustalonych warunków jej przyznania. 11 kwietnia jego rosyjski odpowiednik Aleksiej Kudrin oświadczył, że otrzymanie kredytu wiąże się ze zmianami strukturalnymi, nawet częściową prywatyzacją. Strona rosyjska wspomniała również, że wskaźniki zadłużenia są obecnie w normie, jednak dewaluacja w każdej chwili może pogorszyć sytuację. Rosnące zadłużenie zagraniczne może tworzyć kolejne zobowiązania wobec Rosji. Niestabilność białoruskiego rynku sprawiła, że zagraniczne firmy zaczęły sprzedawać swoje białoruskie aktywa. Na wieść o dewaluacji Białorusini zaczęli skupować złoto i cukier, który w przyszłości rzekomo ma w przeliczeniu kosztować siedem złotych.

Karolina Słowik

Brak komentarzy