PRZEGLĄD MOŁDAWSKICo przyniosą nadchodzące wybory samorządowe? Możliwe, że jednym z ich skutków będzie rozłam w Partii Komunistów Republiki Mołdawii, który doprowadzi do stworzenia nowej socjaldemokratycznej siły. Zaczynają również pojawiać się sugestie, że rządzący od 20 lat prezydent Naddniestrza Igor Smirnow powinien pomyśleć o emeryturze.
Kampania wyborcza przed czerwcowymi wyborami samorządowymi w pełni. A że stawka jest wysoka, to właśnie owa kampania determinuje zachowania mołdawskich polityków zarówno z koalicji, jak i opozycji. Walka toczy się na kilku płaszczyznach i każdej partii zależy na jak najlepszym wyniku. Stosunkowo młoda Partia Liberalno-Demokratyczna premiera Vlada Filata dzięki dobremu wynikowi w wyborach chce umocnić swoje, dosyć słabe, struktury terenowe. Niewątpliwie pomoże temu połączenie z silną w terenie Partią Sojusz Nasza Mołdawia (która w wyborach parlamentarnych nie przekroczyła progu wyborczego). Partii Demokratycznej, kierowanej przez pełniącego obowiązki prezydenta Mariana Lupu zależy na umocnieniu swojego elektoratu. Szczególnie, że w ostatnim czasie poparcie dla partii zmalało. Największa i jednocześnie opozycyjna Partia Komunistów Republiki Mołdawii chce poprawić swój wynik z wyborów parlamentarnych. Komuniści chcą udowodnić, że pomimo dwóch lat w opozycji ich partia wciąż jest najważniejszą siłą polityczną w Mołdawii. Wynik w skali kraju zdeterminuje zachowanie poszczególnych polityków w kwestii rozwiązania prezydenckiego pata. W przypadku bardzo dobrego rezultatu premier Filat będzie dążył do jak najszybszego rozwiązania parlamentu i ponownych wyborów. Wysoki wynik komunistów utwierdzi ich w przekonaniu, że bycie twardą opozycją wobec rządzącego Sojuszu popłaca. Spadek notowań Partii Liberalnej czy też Partii Demokratycznej spowoduje, że ich liderzy będą grali na przeciąganie patowego status quo (by oddalić perspektywę wyborów).
Główna batalia toczy się o stanowisko mera Kiszyniowa. Jest to zarówno pozycja prestiżowa, jak i dająca ogromne wpływy. Kandydata na mera wystawiła większość mołdawskich partii politycznych. Znamienne jest, że rządzący Sojusz na rzecz Integracji Europejskiej nie porozumiał się w kwestii wspólnego kandydata. Partię Liberalno-Demokratyczną reprezentuje bowiem Wiktor Bodju, Partię Liberalną urzędujący mer Dorin Chirtoacă, natomiast demokratów słabo rozpoznawalna Walentina Buliga. W czasie ostatniej kadencji Chirtoacă zdobył wielu wrogów, ale w liberalnym Kiszyniowie jego poparcie utrzymuje się na poziomie około 30 procent. Wiktor Bodju – jak do tej pory – nie był pierwszoligowym politykiem. Niską rozpoznawalność mają poprawić billboardy z premierem Filatem, którymi dosłownie zaklejono Kiszyniów. PL-D nie stawia na indywidualizm swojego kandydata, chcąc przyciągnąć wyborców popularnością premiera. Sygnał jest jasny – Bodju będzie namiestnikiem Filata. Obecnie pomiędzy kandydatami dwóch koalicyjnych partii (kandydatka PD nie liczy się w stawce) toczy się walka o wejście do drugiej tury. Tam jeden z nich zmierzy się zapewne z kandydatem Partii Komunistów Igorem Dodonem. Wielu niezależnych ekspertów ocenia, że kandydat ten wypada zdecydowanie najlepiej. Z wykształcenia ekonomista, mocny merytorycznie, a do tego świetnie się prezentuje. Liberałowie wierzą, że Dodon nie ma szans w drugiej turze, i powtarzają, że w Kiszyniowie komuniści nie uzyskali już dawno wyniku powyżej 40 procent. Jednak tu kryje się pułapka: po „bratobójczej” kampanii znaczna część wyborców liberalnych może być zniechęcona i nie wziąć udziału w drugiej turze głosowania. Poza tym nie wiadomo, jak liderzy partii zachowają się w drugiej turze. Czy po ostrej kampanii będą w stanie poprzeć niedawnego konkurenta?
Dodon wydaje się wschodzącą gwiazdą mołdawskiej polityki. W swoim programie odwołuje się do haseł nowoczesnej europejskiej socjaldemokracji i w taką stronę chciałby pociągnąć skostniałą PKRM. Zwycięstwo w tych wyborach niewątpliwie wzmocni jego pozycję w partii. Już sama kampania daje mu mocną, indywidualną pozycję na mołdawskiej scenie politycznej. W kuluarach mówi się, że gdyby Dodonowi nie udało się przekonać partyjnego „betonu”, to być może zdecyduje się na rozłam w do tej pory monolitycznej partii. Zmieniłoby to zupełnie obraz mołdawskiej sceny politycznej, oznaczając porażkę komunistów, prawdopodobnie odebrałoby również wielu wyborców Marianowi Lupu. Nowa partia socjaldemokratyczna byłaby dobrym koalicjantem dla premiera Filata, którego niechęć do Lupu jest powszechnie znana. Wszystko to powoduje, że wybory mera Kiszyniowa będą pasjonującą i nieprzewidywalną rozgrywką.
Kampania wyborcza toczy się na wielu płaszczyznach. Zakup nowych trolejbusów dla Kiszyniowa był osią sporu pomiędzy Chirtoacă (PL) a premierem Filatem (PL-D). Trolejbusy z Białorusi kupić się udało, tylko pytanie, kto jest ojcem tego sukcesu? Oczywiście, zarówno mer stolicy, jak i premier przypisują sobie glorię chwały. Osią sporu stał się również ogień jerozolimski przywożony tradycyjnie na święta wielkanocne. W poprzednich latach do prawosławia odwoływała się szeroko Partia Komunistów (
sic!), a jej lider, prezydent Vladimir Voronin, wielokrotnie jeździł po ogień do Ziemi Świętej. Tym razem inicjatywę przejęli liberalni demokraci. Ich kandydat Wiktor Bodju poleciał do Jerozolimy, a jego wyprawę opłacił z prywatnych pieniędzy premier Filat (by nie obciążać kasy państwa, oczywiście), czego nie omieszkał podkreślić metropolita Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego Władimir. Na uroczystości zapalenia ognia w kiszyniowskiej cerkwi stawili się wszyscy liderzy partyjni wraz z kandydatami na stanowisko mera.
***
– Wedle naszej konstytucji każdy ma prawo wystawić swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich – odparł dziennikarzom „Ukrainskich Nowosti” Igor Smirnow, komentując swój ewentualny start w grudniowych wyborach na prezydenta nieuznawanej Mołdawskiej Republiki Naddniestrzańskiej. Pośrednio potwierdził w ten sposób chęć rozpoczęcia kolejnej, piątej już kadencji. Kilka dni wcześniej Smirnow gościł w Moskwie, gdzie spotkał się z szefem kremlowskiej administracji Siergiejem Naryszkinem i przewodniczącym Rady Bezpieczeństwa FR Nikołajem Patruszewem. Podsumowując rozmowy, prezydent PMR stwierdził, że widać wyraźną zmianę w kursie obranym przez Moskwę w stosunku do nieuznawanej republiki. Mimo to, jak podkreślił, Rosja nie zamierza rezygnować z tego regionu. Co więcej, jeśli będzie to konieczne, stanie ona na straży interesów obywateli Federacji Rosyjskiej zamieszkujących Naddniestrze.
Tymczasem w mołdawskiej i rosyjskiej prasie natrafić można na opinie, wedle których obaj gospodarze moskiewskiego spotkania zasugerowali rządzącemu nieprzerwanie od 20 lat Smirnowowi, że czas na zmianę przywództwa i odmłodzenie kadr. Te słowa spotkały się z ripostą naddniestrzańskiego lidera, który oznajmił wspomnianym już ukraińskim dziennikarzom:
– Zapytałem wprost szefa administracji Federacji Rosyjskiej: „Będziecie nas wspierać?”. Odpowiedź brzmiała: „Będziemy!”.
Mimo pewnego ochłodzenia w stosunkach Moskwy z Naddniestrzem Smirnow twardo broni integracji z Federacją Rosyjską.
– To zrozumiałe, że Rosja ma nadzieję, iż ustępstwa w kwestiach naddniestrzańskich pozwolą jej odebrać należną dywidendę od Unii Europejskiej [chodzi między innymi o niedawną propozycję zniesienia wiz dla Rosjan przez Unię w zamian za zaprzestanie wspierania Naddniestrza, wystosowaną przez niemiecką kanclerz Angelę Merkel – przyp. autorów]. I najwyraźniej Moskwa teraz na to czeka. Poczekamy i my. Będziemy trzymać kurs integracji z Rosją, nie z Mołdawią – oświadczył lider PMR w wywiadzie udzielonym dziennikarzom rosyjskiej „Niezawisimoj Gaziety” po spotkaniu z reprezentantami Kremla. Przy głównej ulicy Tyraspola można zobaczyć billboard obrazujący kierunek polityczny republiki – zdjęcie Smirnowa i Dmitrija Miedwiediewa wymieniających przyjacielski uścisk dłoni. Jednak można również zaobserwować pewne ożywienie w relacjach z Ukrainą. To właśnie do Kijowa wybrał się Smirnow zaraz po wizycie w Moskwie. Mołdawscy eksperci oceniają, że w ten sposób prezydent Naddniestrza stara się choćby w lekkim stopniu uniezależnić od Rosji.
– Moskwa w ostatnim czasie odpuściła w kwestii naddniestrzańskiej. Tę lukę zajmą inni – stwierdził naddniestrzański prezydent.
Wydaje się jednak, że prorosyjski kurs Naddniestrza i jego jednoznaczne opowiedzenie się za połączeniem z Rosją są przedmiotem cichego sporu na scenie politycznej parapaństwa. Nie jest bowiem tajemnicą, że lider naddniestrzańskiej partii Odrodzenie Anatolij Kaminski (jednocześnie przewodniczący Rady Najwyższej PMR), reprezentując, ogólnie rzecz biorąc, lokalny biznes, byłby bardziej skłonny do kompromisów na linii Tyraspol-Kiszyniów. Uspokojenie nastrojów wpłynęłoby dodatnio na rozwój gospodarczy, a perspektywa otwarcia rynków europejskich w przypadku ewentualnego wstąpienia Mołdawii do Unii Europejskiej nie może nie kusić przedstawicieli naddniestrzańskiego biznesu.
Z Kiszyniowa Kamil Całus i Piotr Oleksy