PRZEGLĄD ARMEŃSKIJakie gwarancje daje Ormianom uczestnictwo w Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym? Czy wszyscy więźniowie polityczni będą wypuszczeni? Jak Armenia zniesie to, że Azerowie wygrali Eurowizję?
19 maja minister obrony Sejran Oganian stwierdził, że Armenia w razie agresji Azerbejdżanu na Górski Karabach „ma prawo liczyć na adekwatną reakcję i poparcie swoich sojuszników z Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym”. Ta wypowiedź jest okazją do zastanowienia się, jakie gwarancje daje Ormianom uczestnictwo w „postradzieckim NATO”.
Do OUBZ oprócz Armenii należą Rosja, Białoruś, Kazachstan, Uzbekistan, Tadżykistan i Kirgistan (Azerbejdżan i Gruzja wystąpiły z niej w 1999 roku, tworząc GUAM). Organizacja ma na celu zapewnienie wzajemnego bezpieczeństwa. Obecnie jej aktywność sprowadza się do manewrów, najczęściej Rosji i jednego z pozostałych członków. Czy państwa członkowskie rzeczywiście są zobowiązane do udzielenia Ormianom pomocy w razie azerskiej agresji, dlatego że Azerbejdżan nie należy do organizacji? Odpowiedzi można szukać w traktacie taszkienckim określającym obowiązki i prawa członków. Kluczowy jest artykuł czwarty: „Jeśli agresja jakiegoś państwa lub grupy państw jest wymierzona przeciwko jednemu z państw-członków, powinna być uznana za agresję skierowaną wobec wszystkich państw-członków organizacji”. Czy zobowiązuje to do podjęcia działań wojskowych, czy tylko do deklaratywnego wyrażenia wsparcia? W tym samym artykule czytamy, że „w przypadku agresji na państwo-członka pozostałe są zobligowane do udzielenia mu niezbędnej pomocy, w tym wojskowej”. Decyzję o interwencji zbrojnej podejmują głowy siedmiu sygnatariuszy traktatu. Musieliby dojść do konsensusu, a interesy chociażby Uzbeków i Ormian rzadko się zbiegają. Jednak, co najważniejsze, artykuł czwarty nie zakłada w żadnym wypadku, że agresja automatycznie zmusza innych do użycia wojsk. Podobnie jak w artykule piątym traktatu północnoatlantyckiego – to kwestia interpretacji. A od czego zależy ta interpretacja? Nie od wykładni prawniczej, nie od zastosowania kryteriów prawnomiędzynarodowych, a od bieżących interesów politycznych. Zresztą prawo międzynarodowe jest najbardziej zależne od polityki. Na marginesie, OUBZ nigdy nie uczestniczył w operacjach zbrojnych jako jeden blok wojskowy.
Z prawnomiędzynarodowego punktu widzenia pojawiają się jeszcze dwa problemy. Po pierwsze, czy agresja na państwo członkowskie oznacza tylko atak z zewnątrz, czy może to też być próba przewrotu wewnętrznego? OUBZ krytykował Aleksander Łukaszenka w zeszłym roku, kiedy nie użyto sił szybkiego reagowania (cztery tysiące żołnierzy) do stłumienia rewolucji w Kirgistanie. Białoruskiemu prezydentowi potrzebny był precedens wzajemnej pomocy udzielonej w ramach organizacji dla zachowania władzy i bezpieczeństwa któregoś z autorytarnych władców państw członkowskich. Drugim problemem jest status Górskiego Karabachu, który formalnie pozostaje częścią Azerbejdżanu. Czy więc ewentualny atak Azerbejdżanu na Górski Karabach jest agresją na Armenię? Azerbejdżan zaatakowałby sam siebie, Górski Karabach to według prawa międzynarodowego jego terytorium. Interpretując zapisy traktatowe, kierujemy się stanem
de iure, a nie
de facto. A zatem państwa OUBZ nie miałyby podstaw, żeby pomóc Armenii.
De iure równie dobrze można byłoby „pomóc” Tadżykistanowi, ponieważ zaatakowano sąsiedni Afganistan. Obrona terytorium Armenii nie obejmuje obrony „stref wpływów”. Według artykułu piątego traktatu taszkienckiego, OUBZ może użyć siły poza terytorium państw członkowskich „w interesie bezpieczeństwa międzynarodowego” – a bezpieczniejsze dla świata jest kontrolowanie obszaru przez Azerbejdżan czy Armenię? Oganian powiedział, że „Armenia jest gwarantem bezpieczeństwa dla ludności karabaskiej”. I tutaj kończy się czytanie traktatów, a zaczyna przegląd wywiadów z politykami. Decyzja o użyciu wojska zależy od własnych korzyści, a o żadnym z członków OUBZ nie można obecnie powiedzieć, że jego strategicznym interesem jest ewentualna pomoc Ormianom w walce z Azerami na odległym Kaukazie.
***
W Armenii pozostaje sześciu więźniów politycznych. Ich uwolnienie było jednym z trzech warunków, jakie postawiła opozycja, aby zacząć dialog z władzą – obok pozwolenia na organizację wieców na placu Wolności, powołania komisji do zbadania okoliczności wydarzeń 1 marca 2008 roku. Dwa ostatnie zostały już spełnione. 20 maja Serż Sarkisjan zaproponował w Zgromadzeniu Narodowym ogłoszenie amnestii związanej z dniem niepodległości Republiki Armenii, a więc wypuszczenie wszystkich więźniów politycznych. Święto przypada 28 maja i jest wspomnieniem uzyskania niezależności przez Armenię w 1918 roku (niepodległość odzyskaną w 1991 roku obchodzi się 21 września). Wniosek Sarkisjana został poparty przez odpowiednią komisję parlamentarną. Na 23 maja zwołano nadzwyczajną sesję parlamentu (czterodniową – w Armenii bowiem parlament obraduje w trybie sesyjnym, w Polsce – ciągłym), gdzie najprawdopodobniej zapadnie pozytywna decyzja o wypuszczeniu ostatnich armeńskich więźniów politycznych.
***
Pod koniec maja w Armenii miał złożyć wizytę minister propagandy i diaspory Izraela Yuli-Yoel Edelstein. Został zaproszony telefonicznie przez deputowanego Kwitnącej Armenii, jednak armeńskie Ministerstwo do spraw Diaspory zapomniało później wysłać oficjalnego zaproszenia. Współpracownikom izraelskiego ministra nie udało się również przez kilka dni dodzwonić do Erywania. A kiedy Ormianie się zorientowali, że o czymś zapomnieli, było już za późno.
***
Ku niezadowoleniu wielu Ormian, tegoroczną Eurowizję wygrał Azerbejdżan. Armenia nie wyszła z pierwszego etapu.
Zbigniew Rokita