
Niestety wartości Zachodu i Wiktora Janukowycza oraz jego otoczenia są sprzeczne, dlatego konflikt interesów wydaje się nieunikniony. Ekipa ta sądzi, że można realizować recepty byłych urzędników Administracji Prezydenta – Anatolija Oreła i Wiktora Medwedczuka – w relacjach z Zachodem. A to nic więcej, jak tylko pozycja podległa Rosji.
Walka trwa i jeżeli Zachód ustąpi kosztem Ukrainy, to okaże się, że jest w takiej samej sytuacji jak Janukowycz po podpisaniu porozumień charkowskich. Jego położenie jako partnera Rosji nie tylko się nie poprawiło, ale uległo znacznemu pogorszeniu. Teraz Janukowycz jest gotowy iść na ustępstwa względem Zatoki Kerczeńskiej. Natomiast na niższe ceny gazu nie ma co liczyć. Przyczynami są brak wykształcenia Janukowycza i odpowiedniego przygotowania do objęcia fotela prezydenta. To dotyczy nie tylko jego, ale i całego otoczenia – poważnie daje o sobie znać problem jakości ukraińskiej elity, a zwłaszcza wpływu na nią rosyjskich służb specjalnych.
Reforma sądownictwa i działania Sądu Konstytucyjnego (między innymi nadanie Janukowyczowi bezprawnych pełnomocnictw) czy prześladowanie Julii Tymoszenko dobrze ilustrują kulturę polityczną i rozumienie polityki przez lokalnych możnowładców, a także ich wartości. Problem tkwi nie w tym, że Tymoszenko nie złamała prawa czy że jest lepsza od Janukowycza, a w tym, iż prawdziwe śledztwo i sąd wykryją głębokie wpływy Rosji.
Niegdyś były prezydent Ukrainy Leonid Kuczma tworzył „chore” państwo Europy, imitując i manipulując europejskim wyborem. Janukowycz stwarza zagrożenie – o wiele większe niż Białoruś – dla bezpieczeństwa europejskiego, ponieważ wspiera iluzję Rosji, że jest ona zdolna odrodzić się jako wielka potęga. W taki sposób konserwowane są problemy, które w tej części Europy mogą wybuchnąć z nową siłą.
Dzisiaj wydaje się, że Afganistan czy Azja Południowo-Wschodnia są ważniejsze. Jednak za kilka lat procesy w Rosji i na Ukrainie mogą wyjść spod kontroli Zachodu, wtedy konflikt w Gruzji z 2008 roku może wydać się dziecięcą igraszką.
W tym sensie pomarańczowa rewolucja pozostaje dla dzisiejszych możnowładców „siekierą”, która wciąż wisi nad nimi i wywołuje w nich lęk. Zapewne rozumieją, że wydarzenia z 2004 roku były naturalnym procesem, a nie manipulacją.
Jewhen Petrenko jest dziennikarzem tygodnika „Ukrajinśke Słowo”.
Przełożył Piotr Andrusieczko--
Zobacz także:
Piotr
Andrusieczko, Andrzej
Brzeziecki Na Ukrainie się ściemnia
Nie wolno wybielać obecnych władz, którzy postępują wcale nie lepiej, ale w takiej sytuacji jakiej jest Ukraina, rządy niebieskich okazują się zbawieniem. Aż strach pomyśleć co by było gdyby do władzy dorwała się złodziejka i "Łukaszenka w spódnicy". Powstały by obozy koncentracyjne?? Kraj by się rozpadł??
Jest zasadnicza wada obecnych rządów niebieskich. Nie ma się z czego pośmiać, bo za Juszczenki czy Łukaszenki w spódnicy odchodziły na Ukrainie takie cyrki, że lektura wiadomości była lepsza od najlepszego kabaretu i najlepszej komedii.
Ukraina przez 5 lat stała w miejscu, poza wstąpieniem do WTO nic tam się nie zmieniło. Co z tego, że była wolność słowa, skoro kraj był sparaliżowany politycznie i żadna, powtarzam żadna, reforma nie została zrealizowana.
Gdyby Tymoszenko doszła do władzy, to wg. Freedom House Ukraina byłaby już dyktaturą typu Białoruś.
W Mołdawii od 3 lat, koalicja nie może wybrać prezydenta i to jest dopiero dramat, a nie to, że Janukowycz przedstawiany jest wszędzie jedynie w pozytywnym świetle, co jest oczywistą bzdurą.
Żadna władza nie jest doskonała, ale i tak obiektywnie stwierdzam, że Regionałowie są dużo lepsi dla europejskiej drogi Ukrainy niż banda zwalczających się nawzajem "liderów rewolucji". Jedynie do czego można się przyczepić, mówiąc rządach Janukowycza to obecność komunistów w koalicji.