
Polityczne represje na Białorusi wywołały kolejny kryzys w stosunkach z Unią Europejską. Prawdopodobnie kiepska kondycja białoruskiej gospodarki i naciski Rosji wymuszą na Aleksandrze Łukaszence ustępstwa wobec Unii. Jednak czy Bruksela będzie potrafiła skutecznie działać w nowej sytuacji?
Powrót władz białoruskich do polityki represji wobec opozycji doprowadził do kolejnego kryzysu w relacjach Mińsk-Bruksela. Białoruś ponownie stała się problemem dla Unii Europejskiej, utrudniającym i destabilizującym realizację wszystkich programów skierowanych do obszaru poradzieckiego, w tym przede wszystkim Partnerstwa Wschodniego. Jednocześnie drastycznie pogarszająca się sytuacja białoruskiej gospodarki oraz działania Rosji, usiłującej wykorzystać trudne położenie Białorusi, stwarzają kolejną szansę na powrót do dialogu białorusko-unijnego. Jednak tym razem Unia powinna bardziej adekwatnie oceniać ewentualne demokratyzacyjne działania reżimu i w związku z tym wymagania wobec Aleksandra Łukaszenki powinny wyjść poza postulat zwolnienia wszystkich więźniów politycznych.
Podejmując decyzję o rozpędzeniu 19 grudnia ubiegłego roku powyborczej demonstracji opozycji w centrum Mińska, Łukaszenka zerwał wszelkie formalne i nieformalne zasady budowania relacji z Unią Europejską. Tym samym zakończył się, trwający od jesieni 2008 roku, dialog na linii Mińsk-Bruksela.
W odpowiedzi na falę represji wobec opozycji, niezależnych mediów i przedstawicieli organizacji społecznych ministrowie spraw zagranicznych krajów Unii Europejskiej jeszcze w styczniu 2011 roku zdecydowali o wprowadzeniu listy sankcji wizowych wobec przedstawicieli reżimu. Po kilku rozszerzeniach spis ten obejmuje obecnie niemal dwieście nazwisk i jest to najdłuższa lista sankcji wizowych w wieloletniej historii trudnych stosunków unijno-białoruskich.
Ponadto, mimo że Białoruś nie została formalnie usunięta z programu Partnerstwa Wschodniego, to de facto współpraca w większości z zainicjowanych wcześniej projektów jest zamrożona. Na czas nieokreślony zostało zawieszone – planowane jeszcze przed wyborami – uruchomienie mandatu Europejskiego Banku Inwestycyjnego na finansowanie projektów z udziałem Białorusi. Pod znakiem zapytania znalazło się również udzielenie kolejnych kredytów stabilizacyjnych z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a także realizacja nowych projektów z Bankiem Światowym oraz Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju. Jednocześnie część państw członkowskich Unii Europejskiej opowiada się za wprowadzeniem – wzorem USA – sankcji ekonomicznych, skierowanych przeciwko konkretnym przedsiębiorstwom państwowym, będącym źródłem dochodów dla reżimu. Wśród nich wymienia się koncern petrochemiczny Biełnieftiechim i eksportera broni oraz sprzętu wojskowego Biełtiecheksport. Z kolei prestiżowym ciosem dla Mińska była z pewnością inauguracja 3 maja 2011 roku Zgromadzenia Parlamentarzystów Krajów Partnerstwa Wschodniego Euronest bez udziału białoruskiej delegacji.
Jak na razie unijne sankcje i ograniczenia nie powodują zmian w polityce reżimu. Sądy według ustalonego harmonogramu skazują kolejnych działaczy opozycji, w tym kontrkandydatów Aleksandra Łukaszenki, na wyroki pozbawienia wolności (choć część z nich otrzymuje kary w zawieszeniu). Organy bezpieczeństwa nadal represjonują działające jeszcze niezależne struktury, również zarejestrowane partie polityczne. Natomiast w oficjalnych komunikatach białoruskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych wciąż pojawiają się oskarżenia pod adresem Unii o „niekonstruktywne i nieobiektywne podejście” i „ingerowanie w sprawy suwerennego państwa”.
Taka sytuacja sprawia, że Białoruś coraz bardziej zostaje w tyle za innymi państwami objętymi Partnerstwem Wschodnim i tym samym – już po raz kolejny – staje się swego rodzaju brakującym ogniwem w unijnej polityce wschodniej. Jest to problematyczne dla Wspólnoty Europejskiej, jak dotąd bowiem nie udało się wypracować skutecznej strategii oddziaływania na reżim białoruski. Bruksela, pomimo wielokrotnych prób, wciąż nie jest w stanie nakłonić białoruskich władz do wyboru europejskiej drogi rozwoju, nawet w ograniczonym zakresie, czyli bez perspektywy integracji.
Nie jest do końca prawdą – jak twierdzi część ekspertów – że Unia jest całkowicie pozbawiona instrumentów nacisku wobec Białorusi i w związku z tym nie może – w odróżnieniu od Rosji – wywrzeć dostatecznie mocnej presji. Problem Unii polega na niemożności, a poniekąd również niechęci, do wykorzystania posiadanego potencjału. Wprowadzenie embarga na eksport białoruskich produktów naftowych na rynki unijne (głównie do Wielkiej Brytanii i Holandii) byłoby poważnym ciosem w jedną z kluczowych dla białoruskiej gospodarki gałęzi przemysłu. Jednak mimo ciągłych przejawów represji nie udało się przekonać wszystkich państw członkowskich do podjęcia decyzji w tej sprawie. Ważnym aspektem oddziaływania jest również wsparcie kredytowe z ramienia międzynarodowych instytucji finansowych, w których Unia ma wpływ na proces decyzyjny. Bez zgody państw unijnych trudno sobie wyobrazić chociażby kredyt stabilizacyjny z Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Paradoksalnie obecny fatalny stan relacji z Białorusią jest korzystny dla Brukseli. Represyjna polityka wewnętrzna reżimu pozwala zachować względną spójność i konsekwencję stanowiska Unii Europejskiej wobec „kwestii białoruskiej”. Mimo że nie udaje się uzyskać jednomyślności odnośnie do sankcji ekonomicznych, to żadne z państw członkowskich nie znajduje podstaw do wyłamania się z sankcji wizowych.
Jednak sytuacja może w najbliższym czasie ulec zmianie. Od kilku miesięcy drastycznie pogarsza się sytuacja gospodarcza na Białorusi. Brakuje obcych walut na rynku, topnieją rezerwy banku centralnego, inflacja nabiera tempa, rośnie napięcie społeczne, a część podmiotów gospodarczych zawiesza działalność. Władze białoruskie wykazują daleko idącą bezradność i inercję, a jednocześnie desperacko poszukują zewnętrznego wsparcia kredytowego. Sytuację usiłuje wykorzystać Rosja, która zgodziła się udzielić wsparcia (poprzez zdominowaną przez siebie Euroazjatycką Wspólnotę Gospodarczą) w zamian za stopniową prywatyzację atrakcyjnych dla rosyjskich koncernów strategicznych białoruskich zakładów petrochemicznych, maszynowych i spożywczych. Aby zrównoważyć siłę rosyjskiej presji oraz dodatkowo wzmocnić stan finansów, Mińsk zwrócił się 31 maja do MFW z oficjalną prośbą o przyznanie pożyczki stabilizacyjnej w wysokości do ośmiu miliardów dolarów. Wydaje się zatem bardzo prawdopodobne, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy Aleksander Łukaszenka wykona kilka drobnych gestów dobrej woli pod adresem Zachodu, tak aby stworzyć odpowiedni klimat dla uzyskania pomocy. Jak można przypuszczać, w pierwszej kolejności jako karty przetargowej reżim użyje więźniów politycznych.
Wówczas nastąpi kluczowy moment dla unijnej polityki wobec Białorusi. Pojawi się bowiem ryzyko, że część państw członkowskich – głównie tych zainteresowanych elastyczną polityką wobec Mińska – zaproponuje powrót do dialogu oraz udzielenie wsparcia zagrożonej rosyjską ekspansją Białorusi, bez konieczności całkowitego spełnienia wielu warunków, dotyczących zarówno kwestii politycznych, jak i gospodarczych. W tym przypadku reżim białoruski otrzyma sygnał, że Bruksela jest gotowa zgodzić się na swoisty „handel” więźniami politycznymi, co jeszcze bardziej utwierdzi Aleksandra Łukaszenkę w przekonaniu, iż nie ma najmniejszej potrzeby zmieniać dotychczasowej polityki i można podtrzymywać
status quo w każdej sferze.
Wszystko wskazuje na to, że najbliższe miesiące będą rozstrzygające nie tylko dla przyszłości samej Białorusi, ale również określą na najbliższe lata relacje unijno-białoruskie. Wydaje się, że niezależnie od obaw przed pozbawieniem Białorusi suwerenności przez Rosję lub destabilizacją społeczno-ekonomiczną na skutek kryzysu, Unia Europejska powinna powstrzymać się od pochopnych decyzji w sprawie ponownego angażowania się w „kwestię białoruską”. Stawiając twarde warunki podjęcia dialogu i udzielenia wsparcia finansowego, Bruksela w najgorszym razie przynajmniej zabezpiecza się przed kolejną porażką i rozczarowaniem we współpracy z władzami Białorusi. A w najbardziej optymistycznym wariancie może nawet skłonić poszukującego bezpieczniejszego od rosyjskiego wsparcia kredytowego Aleksandra Łukaszenkę do szerokich reform gospodarczych i ograniczonych zmian politycznych.
Kamil Kłysiński jest analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich, stałym współpracownikiem „Nowej Europy Wschodniej”.
Projekt współfinansowany ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych.--
Zobacz także:
17 czerwca, konferencja: „
Prezydencja Polski w Unii Europejskiej a Europejska Polityka Sąsiedztwa – czas wyzwań”
Rozmowa Tomasza Kułakowskiego z Vladem
Filatem Mołdawia: od reintegracji do integracjiArtykuł Kamila
Całusa i Piotra
Oleksego Success story pilnie potrzebne, czyli mołdawskie oczekiwania wobec polskiej prezydencjiRozmowa Piotra Pogorzelskiego z Pawłem
Klimkinem Przede wszystkim integracja ekonomicznaArtykuł Kakhi
Gogolashvilego Polska prezydencja – największa szansa dla GruzjiArtykuł Rubena
Mehrabiana Polskie inspiracje w armeńskiej polityceArtykuł Marty
Jaroszewicz Umowa stowarzyszeniowa z Unią Europejską: jak to widzi Ukraina?
Brak komentarzy