PRZEGLĄD ARMEŃSKINieustannie toczą się rozmowy „ulicznej opozycji” z obozem rządzącym i negocjacje pokojowe w sprawie Górskiego Karabachu. A tymczasem bilety na metro są coraz droższe.
Do kolejnego spotkania prezydentów Rosji, Armenii i Azerbejdżanu w sprawie konfliktu karabaskiego doszło 24 czerwca w Kazaniu (stolica Tatarstanu, Rosja). Serż Sarkisjan i Ilham Alijew spotykają się z mediującym w sporze Dmitrijem Miedwiediewem regularnie co kilka miesięcy. Ostatnie spotkania odbyły się w październiku 2010 roku w Astrachaniu i w marcu 2011 roku w Soczi. Prezydencki format spotkań dwa plus jeden trwa od 2009 roku, równolegle ze spotkaniami z przedstawicielami Grupy Mińskiej OBWE. Na szczycie kazańskim nie osiągnięto znaczących rezultatów, chociaż oczekiwania były duże.
Na obecnym poziomie negocjacji bezpośrednim zadaniem stawianym sobie przez strony nie jest ostateczne rozwiązanie sporu, ale osiągnięcie postępu w rozmowach pokojowych. W Kazaniu dążono do przyjęcia nowych „zasad podstawowych” regulacji konfliktu. Owe zasady mają określać te punkty, co do których Armenia (reprezentująca Górski Karabach) i Azerbejdżan się zgadzają, i na ich podstawie szukać dalszego zbliżenia stanowisk. Obecnie rozmowy bazują na tak zwanych zasadach madryckich. Najważniejsze z nich dotyczą: wycofania Ormian z terenów wokół Górskiego Karabachu (stacjonują oni na 14 procent terytorium Azerbejdżanu, na obszarze znacznie większym niż sam sporny teren), pozostawienie Armenii korytarza łączącego ją z Górskim Karabachem (korytarz laczyński), określenia przyszłego statusu Górskiego Karabachu na drodze referendalnej i powrotu uchodźców. Wymienione reguły są jednak rozumiane odmiennie w Baku oraz Erywaniu. Na przykład jest zgoda co do konieczności przeprowadzenia referendum, ale nie osiągnięto porozumienia odnośnie do metody – Azerowie domagają się objęcia nim wszystkich obywateli Azerbejdżanu, a Ormianie tylko mieszkańców Nagorno-Karabachskiego Obwodu Autonomicznego według spisu powszechnego z 1989 roku (wówczas było tam prawie czterokrotnie więcej Ormian niż Azerów). W związku z tym pojawiła się konieczność sformułowania aksjomatów negocjacji na nowo. Niestety okazało się, że różnice stanowisk są obecnie na tyle duże, że osiągnięcie porozumienia również w tej kwestii jest trudne. Na spotkaniu kazańskim nie podjęto więc kluczowych decyzji, zresztą nic nie wskazywało na przełom w negocjacjach. Po szczycie Azerbejdżan i Armenia obwiniają się wzajemnie o brak woli pójścia na ustępstwa. Armeńska służba Radia Swoboda powołała się na
słowa wysokiego urzędnika na Kremlu:
– Prezydent Miedwiediew jest na tyle rozczarowany spotkaniem w Kazaniu, że jest gotowy przerwać działania zmierzające do uregulowania konfliktu. Niepowodzenia kolejnych spotkań z pewnością niekorzystnie wpływają na wizerunek rosyjskiego prezydenta.
***
30 czerwca odbył się kolejny wiec Armeńskiego Kongresu Narodowego, któremu przewodniczy pierwszy prezydent Armenii Lewon Ter-Petrosjan. Po poprzednim mityngu władza spełniła postulaty opozycji, co miało umożliwić rozpoczęcie dialogu Kongresu z rządzącą koalicją (Partia Republikańska, Kwitnąca Armenia i Orinac Jerkir). Rozmowy jeszcze się nie rozpoczęły, obecnie ustalany jest skład delegacji obozu rządzącego. Przebiega to w napiętej atmosferze, szczególnie po odmowie prezydenta Serża Sarkisjana wzięcia udziału w spotkaniu. Zbliżenie środowisk Ter-Petrosjana i Sarkisjana utrudnia również wysunięte przez Armeński Kongres Narodowy żądanie przeprowadzenia wcześniejszych wyborów prezydenckich i parlamentarnych, które spotkało się z krytycznym stanowiskiem władzy.
– Władze Armenii boją się wcześniejszych wyborów jak dżumy. W ostatnim czasie różni przedstawiciele władzy jak papugi powtarzali, że nie widzą podstaw do przedterminowego przeprowadzenia wyborów. Sfałszowanie prezydenckich wyborów w 2008 roku – to nie powód, uwięzienie setek działaczy politycznych – to nie powód. Nie są też podstawą do takiej decyzji notowania Zgromadzenia Narodowego, pogłębiający się socjalno-ekonomiczny kryzys, osiągająca wielkie rozmiary korupcja, horrendalnie wysokie ceny, komplikująca się kwestia karabaska i tak dalej. Jakie jeszcze podstawy są potrzebne do przeprowadzenia wcześniejszych wyborów i zmiany władzy, jeśli w cywilizowanych państwach wystarczają mniej znaczące niż te wymienione? – pytał lider Kongresu.
Kongres dał rządzącej koalicji dwa miesiące na zarządzenie wyborów. Ostrzeżono, że w innym razie dialog nie będzie możliwy, a opozycja zażąda odejścia Serża Sarkisjana. Ciekawe jednak, o czym otoczenie Ter-Petrosjana chciałoby rozmawiać z obozem władzy po tym, jak ten ostatni zgodzi się na przedterminowe wybory?
Opozycjoniści poruszali też kwestie bliższe społeczeństwu. Dużo mówiono o problemach emigracyjnych. Według oficjalnych danych, od 1992 roku państwo opuściło ponad milion osób (65 procent zamieszkało w Rosji. Obecnie około trzech milionów Ormian żyje w Armenii, a pięć-sześć milionów w diasporze). Lider Kongresu nie mówił dużo o kazańskim szczycie uznawanym powszechnie za kolejną porażkę procesu pokojowego. Zgromadzeni na placu Wolności usłyszeli tylko: – Ograniczę się jedynie do tego, że Armeński Kongres Narodowy zaproponuje takie rozwiązanie w kwestii karabaskiej, jakie będzie satysfakcjonujące dla narodu i władz Górskiego Karabachu.
Politycy armeńscy muszą ważyć każde słowo, wypowiadając się na ten temat. Przypomnę, że w 1997 roku Ter-Petrosjan, wówczas jako prezydent, zaproponował znaczne ustępstwa na rzecz Azerbejdżanu w kwestii karabaskiej. W reakcji na niezadowolenie społeczne związane z decyzją do kraju przyjechał ówczesny prezydent Republiki Górskiego Karabachu Robert Koczarian. Prawdopodobnie pod naciskiem Ter-Petrosjan mianował go premierem, a po kilku miesiącach sam ustąpił z funkcji prezydenta, którym został Koczarian (na dwie kadencje). Odchodząc, Ter-Petrosjan powiedział w orędziu, że do takiej decyzji zmusiły go „wiadome siły”. Kolejna manifestacja zaplanowana jest na 1 sierpnia.
***
1 lipca cena biletu na erywańskie metro wzrosła dwukrotnie i wynosi 100 dram (około złotówki). Poprzez serwis społecznościowy Facebook osoby niezadowolone z decyzji władz stolicy zorganizowały akcję protestacyjną. Pod siedzibą burmistrza Erywania Karena Karapetjana zebrało się kilkadziesiąt osób. Według burmistrza, rzeczywisty koszt przejazdu wynosi 160 dram. Różnicę pokrywa miasto, ale nie stać go, żeby nadal subsydiować tak znaczne kwoty. W Armenii funkcjonuje jedna linia metra. Znajduje się w Erywaniu i składa się z dziewięciu stacji.
Zbigniew Rokita
Brak komentarzy