
Świadkowie sławnych stalinowskich procesów przeciwników politycznych wodza narodów opowiadali, że Józef Stalin lubił przyjeżdżać do sądu i – schowawszy się za firanką – obserwować zeznania „drogiego” Bucharczyka, gadatliwego Zinowiewa, płomiennego Radka albo innego ze swoich byłych współpracowników i oponentów. Wiktor Janukowycz (co prawda, nie nazywa się go wodzem, ale najbliższe otoczenie tytułuje go mianem „ojca”) nie musi chować się za firanką, bo korzysta z telewizora i internetu. Julia Tymoszenko nie zdążyła nawet powiedzieć, że Janukowycz nie umie porządnie zająć się politycznymi represjami, a już jej udowodniono, że on na pewno to potrafi.
Aresztowano Tymoszenko – o takiej możliwości przedstawiciele ukraińskiej opozycji, włącznie z byłą premier, mówili od pierwszego dnia procesu, który odbywał się w Sądzie Peczerskim w Kijowie. Areszt ten zatem nie powinien dziwić. Sąd działa zgodnie ze scenariuszem opracowanym poza jego murami – w administracji prezydenta Wiktora Janukowycza albo nawet bezpośrednio w jego gabinecie.
Poinformowane osoby z otoczenia głowy państwa kilka miesięcy temu twierdziły, że Tymoszenko zostanie aresztowana w sierpniu, bo wtedy zorganizowanie masowych protestów przez jej zwolenników jest najmniej prawdopodobne. Mówiono również, że także w sierpniu będzie ogłoszony wyrok na ekspremier. I właśnie tak się dzieje. Pojawia się jednak pytanie: w jakim celu aresztowano Tymoszenko?
Stwierdzenie, że Janukowycz usuwa konkurentkę, która w każdej chwili mogłaby wyrwać władzę z jego rąk, byłoby wielką przesadą. W trakcie procesu sądowego Tymoszenko ponownie zyskała niepodważalny status lidera opozycji właśnie dlatego, że niesolidaryzowanie się z nią w tej sytuacji oznaczałoby dla wielu opozycyjnych polityków skazanie się na polityczny niebyt. Dodatkowo, była premier stanie się męczennicą.
Władza mogłaby pozwolić sobie na przyjemność aresztowania Tymoszenko, gdyby sprawa odbywała się w Sądzie Baumańskim, a nie w Peczerskim. Gdyby Janukowyczowi nie było potrzebne poparcie Zachodu. Gdyby jego ratingi nie topniały jak bałwan śniegowy na stepowym słońcu. Gdyby poprawiała się socjalna sytuacja w państwie. Także, gdyby ukraiński prezydent mógł liczyć na finansowe wsparcie z Moskwy. Ale Janukowycz nie włada żadnymi środkami – oprócz niewyczerpanego zasobu własnej krótkowzroczności. Dlatego areszt Tymoszenko to coś gorszego niż przestępstwo – to pomyłka.
Pomyłka, dlatego że właśnie w więzieniu Tymoszenko ma najwięcej możliwości, aby utrwalić swoją rolę alternatywnego lidera państwa. Na scenie politycznej nie będzie już miejsca dla tych, którzy spróbują obiektywnie ocenić działania byłej premier i skutki jej właściwie już nieuchronnego powrotu do władzy. Janukowycz pokłóci się z Zachodem i nie pogodzi ze Wschodem. Wreszcie, byłą premier aresztowano nie za korupcję, a za umowę międzypaństwową. Janukowyczowi nie udało się – i już się nie uda – skompromitować Tymoszenko w oczach jej zwolenników, a swoich przeciwników. Natomiast udało mu się reanimować swojego głównego konkurenta i podpisać odroczony wyrok na siebie, a także na klany, które sprzyjały jego przyjściu do władzy.
Witalij Portnikow
Przełożył Paweł Pieniążek--
Zobacz także:
Piotr
Andrusieczko Areszt Tymoszenko – potwierdzenie tendencjiPiotr
Pogorzelski Ale o co chodzi?
Brak komentarzy