NEW |   Dwumiesięcznik społeczno-polityczny poświęcony Europie Wschodniej
en ru ua
O NAS | REDAKCJA | PRENUMERATA | GDZIE NAS KUPIĆ | REKLAMA | WYDAWCA | KONTAKT | RSS RSS

Co dała niepodległość Ukraińcom i Białorusinom?

kategorie: Publicystyka
dodano: 2011-08-22 12:30:00 przez: Paweł Wołowski

W końcu sierpnia Białoruś i Ukraina będą obchodzić dwudziestolecie ogłoszenia niepodległości. Nie tracąc z pola widzenia ukraińskich „kłopotów” z demokracją ani zaostrzenia autorytaryzmu na Białorusi, wykorzystajmy tę rocznicę, by zastanowić się nad dwiema, jak sądzę, zasadniczymi kwestiami: co dało Ukraińcom i Białorusinom dwadzieścia lat państwowej niezależności oraz co niepodległość Ukrainy i Białorusi znaczyła dla Polski?

Nie dając demokracji ani państwa prawa w wydaniu zachodnim, niepodległość zainicjowała niezależny byt państwowy, który – z perspektywy dwudziestu lat istnienia – odznacza się trwałością i stabilnością. Ukraina i Białoruś nie są państwami sezonowymi i będą, jak można sądzić, sąsiadami Rzeczpospolitej przez długie dekady.

Niepodległość obu wschodnich sąsiadów była dla Polski od samego początku – i pozostaje nadal – testem suwerenności polityki zagranicznej i odwagi formułowania i realizowania długofalowych projektów politycznych. Z tej perspektywy warto oceniać błyskawiczne uznanie przez Polskę niepodległej Ukrainy, zaangażowanie Warszawy w rozwiązanie konfliktu podczas pomarańczowej rewolucji oraz sformułowanie i realizację Partnerstwa Wschodniego.

Przez najbliższą dekadę przyciąganie Ukrainy i Białorusi do Zachodu pozostanie strategicznym wyzwaniem dla polskiej polityki zagranicznej.

Niepodległość – kłopotliwy dar losu?

Stosunek Białorusinów i Ukraińców do kwestii niepodległości ich państw był kwestią nieoczywistą na początku niezależności, pozostaje też do dziś sprawą ambiwalentną. Niepodległość nie została wyśniona, wywalczona czy wypracowana zbiorowym wysiłkiem narodu i jego elit. Przyszła raczej jako wynik pewnej koniunktury historycznej, efekt procesów dezintegracyjnych byłego ZSRR oraz swoistego rachunku zysków i strat dokonanego przez komunistyczną nomenklaturę Republik Białoruskiej i Ukraińskiej, przy akceptacji społeczeństwa i poparciu aktywnych, acz stosunkowo słabych sił prodemokratycznych. Ten fakt jest znaczący. Pozwala zrozumieć, dlaczego większość obywateli Ukrainy i Białorusi nie postrzega niezależności swych państw – która ich samych niewiele kosztowała – jako wartości samoistnej, nadrzędnej wobec innych. Jest ona raczej wartością „relacyjną” i w jakimś sensie podrzędną: oceniana bywa pozytywnie, jeśli uważa się, że służy realizacji innych wartości takich jak dobrobyt własny i rodziny, rozwój gospodarczy kraju czy regionu, pokój społeczny.

Jednocześnie większość mieszkańców zarówno Ukrainy, jak i Białorusi w badaniach społecznych opowiada się za niepodległością swych państw.

Jedną z najważniejszych konsekwencji tak uzyskanej niepodległości był brak wymiany elity rządzącej. Niepodległą Białorusią i Ukrainą, poza kilkoma wyjątkami, rządzili i rządzą ludzie, którzy wywodzą się z komunistycznej nomenklatury, a początki ich karier przypadają na czasy sowieckie. Określa to horyzont mentalny tych elit, na który składa się często pozytywne wartościowanie sowieckiej przeszłości, brak woli lub niezdolność do myślenia w kategoriach interesu narodowego połączona z uległością (dotyczy to zwłaszcza elit ukraińskich) wobec dawnej metropolii – Moskwy.

Dwadzieścia lat państwowości

24 sierpnia 1991 roku Rada Najwyższa Ukraińskiej SRR, zaś dzień później parlament związkowy Białoruskiej SRR ogłosiły akty niepodległości państwowej. Ukraina i Białoruś obchodzą zatem dwudziestolecie niezależnego bytu państwowego. Czy Ukraińcy i Białorusini mają powody do radości i dumy, czy raczej do żalu? Co dała niepodległość dwóm naszym sąsiedzkim narodom?

Łatwiej powiedzieć na początek, czego nie dała. Ukrainie nie przyniosła skonsolidowanej demokracji, a Białorusi nie przyniosła demokracji w ogóle. Nad Dnieprem demokracja sprowadza się do poszanowania aktu wyborczego obywatela, państwo zostawia go jednak bezbronnego wobec wszechwładzy skorumpowanej biurokracji i przekupnych sądów. Na Białorusi lokalny posowiecki autorytaryzm nie zapewnia nawet minimum poszanowania dla wolności wyboru obywateli.

Niepodległość nie dała też sprawnego państwa. Na Białorusi sprawność aparatu państwowego objawia się jedynie w działaniach struktur siłowych nakierowanych na kontrolę społeczeństwa lub represje wobec przeciwników władz. Poza tym administracja centralna wykazuje skrajną nieefektywność, zwłaszcza w kwestiach zarządzania gospodarką. Na Ukrainie państwo wykazuje nieefektywność w zapewnieniu podstawowych potrzeb obywateli, na przykład ochrony zdrowia, nie zdaje egzaminu w sytuacjach klęsk żywiołowych czy epidemii, aparat biurokratyczny jest niesprawny i podatny na korupcję. Państwo prawa w zachodnim rozumieniu nie istnieje. I na Ukrainie, i na Białorusi prawo jest podporządkowane woli rządzących; przepisy prawne oraz aparat sądowniczy są wykorzystywane instrumentalnie do walki z przeciwnikami politycznymi.

Wreszcie, co chyba najistotniejsze, niepodległość nie stała się decydującym impulsem dla przyspieszenia procesów formowania narodów i dojrzewania ich tożsamości. Po piętnastu latach od uzyskania niepodległości – co wykazały badania społeczne przeprowadzone przez Ośrodek Studiów Wschodnich – większość mieszkańców Białorusi nie była w stanie określić, czym różni się Białorusin od Rosjanina ani co stanowi specyfikę białoruskiej tożsamości. Z kolei na Ukrainie projekt odgórnego budowania tożsamości narodu poprzez uwzględnienie doświadczenia historycznego zarówno zachodniej, jak i wschodniej części kraju, wdrażany nieśmiało i nieumiejętnie za prezydentury Wiktora Juszczenki, poniósł fiasko. Różnice mentalności, doświadczeń historii najnowszej i ich percepcji okazały się zbyt duże.

Jednak postrzeganie niezależności naszych sąsiadów jedynie przez pryzmat straconych szans byłoby błędne i niesprawiedliwe.

Wartością podstawową wydaje się sam fakt trwania niezależnego organizmu państwowego, który sprzyja kształtowaniu się postaw patriotyzmu. W dorosłość wkracza właśnie pierwsze pokolenie Białorusinów i Ukraińców, którzy urodzili się i wychowali w niepodległych państwach. Dla tych ludzi stolicą nie jest już Moskwa, lecz Mińsk lub Kijów. Ten element identyfikacji z państwem jest ważny i nie dotyczy zresztą jedynie najmłodszego pokolenia. Podczas prowadzonych kilka lat temu spotkań z przedstawicielami rządowych ośrodków analitycznych w Mińsku znamienne były zapewnienia niektórych rozmówców, że pracę wykonują dla państwa białoruskiego; kontekst rozmowy pozwalał zarazem wychwycić dystansowanie się rozmówcy od polityki aktualnego prezydenta. Wydaje się zatem, że istnienie niezależnego państwa z jego symbolicznymi atrybutami – hymnem, godłem, stolicą, odrębnymi paszportami – sprzyja budowaniu poczucia samoidentyfikacji. Młody mieszkaniec Mińska, Homla, Charkowa czy Kijowa powie więc o sobie bez zająknienia „jestem Białorusinem” lub „jestem Ukraińcem”, nawet jeśli będzie miał potem trudności z określeniem, co to dokładniej dla niego oznacza. Nieprzypadkowo zresztą prawie trzy czwarte obywateli Ukrainy deklaruje dumę z bycia Ukraińcami.

Mimo że niepodległość nie była decydującym impulsem w procesie formowania tożsamości narodowej, stworzyła jednak warunki, w których – z mniejszą lub większą intensywnością – procesy te zachodzą. Na Ukrainie polityka historyczna Wiktora Juszczenki doprowadziła do przywrócenia pamięci o Wielkim Głodzie jako wspólnym doświadczeniu historycznym, ważnym dla wszystkich Ukraińców. Co ciekawe, ten wątek – w wersji mniej konfliktowej wobec Rosji – jest kontynuowany przez jego następcę Wiktora Janukowycza, reprezentującego inną opcję polityczno-historyczną. Jednak również Janukowycz zadbał o to, by prezydent Rosji podczas wizyty w Kijowie w 2010 roku złożył kwiaty i pokłonił się przed pomnikiem ofiar Wielkiego Głodu. W przypadku Ukrainy niewątpliwą wartością jest to, że niepodległość stworzyła warunki dla nieskrępowanej dyskusji o drażliwych kwestiach ukraińskiej historii, zwiększyła też, jak się wydaje, zainteresowanie historią w niektórych kręgach społeczeństwa. (Odrębną kwestią jest polityka edukacyjna – na tym polu niewątpliwym problemem jest forsowanie przez obecnego ministra edukacji sowieckiego modelu historiograficznego jako jedynego obowiązującego).

W przypadku Białorusi reżim stał się strażnikiem sowieckiej tradycji historycznej, w której historia Białorusi zaczyna się de facto od powstania Białoruskiej SRR i jest trwale spleciona z historią Rosji. Inne punkty widzenia białoruskiej historii, nawiązujące do tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego, mogą funkcjonować jedynie na obrzeżach oficjalnego dyskursu i są dyskryminowane. W tej sytuacji krzepiące jest tylko, że państwowy system edukacyjny nie jest „szczelny”, a wydawnictwa prezentujące inny punkt widzenia są dostępne dla interesujących się nimi studentów.

Niepodległość stworzyła warunki dla upodmiotowienia społeczeństwa Ukrainy (a na początku także Białorusi, zanim rękami prezydenta Łukaszenki możliwość ta została zamknięta). Przejawem tego była pomarańczowa rewolucja – pokojowy protest części społeczeństwa w obronie własnej godności i poszanowania demokratycznego wyboru. Wcześniej zaś – powszechny sprzeciw Ukraińców wobec roszczeń terytorialnych Rosji w Zatoce Kerczeńskiej.

Niepodległość oznaczała też – i oznacza nadal mimo bariery schengeńskiej – otwarcie się na świat Zachodu. Po kilkudziesięciu latach izolacji w warunkach totalitarnego systemu Zachód stał się dostępny dla milionów Ukraińców i Białorusinów. Oznaczało to możliwość poznania funkcjonowania państw i społeczeństw demokratycznych, w których występują inne relacje między obywatelem a państwem i obowiązują na przykład inne zasady prowadzenia biznesu. Ta wiedza jest cenna, nawet jeśli – jak obecnie na Białorusi – nie można jej zastosować w praktyce.

Co niepodległość Białorusi i Ukrainy dała Polsce?

Załamanie się sowieckiego imperium, powstanie niepodległych Ukrainy i Białorusi oraz przystąpienie Polski do struktur Zachodu zwiększyło bezpieczeństwo naszego państwa. Rzecz to może oczywista, ale warto ją podkreślić, zwłaszcza mając w pamięci historię dwudziestolecia międzywojennego: przez dwadzieścia lat niepodległości Ukrainy i Białorusi ani razu nie zaistniała sytuacja zagrożenia Polski ze strony Kijowa lub Mińska; relacje ułożone traktatowo na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku wyeliminowały kwestie sporów terytorialnych (z Białorusią); następnie bywały czasem trudne, ale zawsze pokojowe, nigdy nie zawierały gróźb użycia siły. Ukraina jest naszym stabilnym i przyjaznym sąsiadem, aspirującym do uczestnictwa w strukturach europejskich; Białoruś jest naszym stabilnym sąsiadem. Warto chyba o tym pamiętać w gorączce zrozumiałych skądinąd dyplomatycznych sporów i słusznych postulatów o poszanowanie praw człowieka i zasad demokracji, formułowanych pod adresem Mińska.

Niepodległość Białorusi i Ukrainy postrzegana – tak jak było w Polsce – w świetle idei Jerzego Giedroycia stanowiła impuls dla polskich elit politycznych, kulturalnych, intelektualnych do zadzierzgnięcia więzi z partnerami ukraińskimi i białoruskimi. Skutkowało to między innymi odzyskaniem dla świadomości historycznej współczesnych Polaków historii dawnych wschodnich ziem Rzeczypospolitej, bez niebezpieczeństwa rewanżyzmu. Dopiero niepodległość naszych sąsiadów umożliwiła prowadzenie historycznego dialogu (co nie znaczy, że uczyniła go łatwym!).

Wreszcie powstanie Białorusi i Ukrainy otworzyło w sposób naturalny pole aktywności dla polityki Polski na Wschodzie. Było to wyzwanie i test suwerenności Rzeczpospolitej jako aktora w polityce międzynarodowej: z tej perspektywy można przecież spojrzeć zarówno na akt uznania niepodległości Ukrainy, jak i na zaangażowanie Warszawy w rozwiązanie konfliktu podczas pomarańczowej rewolucji. Obecnie stanowi oraz przez najbliższe lata stanowić będzie wyzwanie dla zdolności Polski do realizacji długofalowego projektu przybliżania wschodnich sąsiadów do Zachodu.

Paweł Wołowski

--
Zobacz także:
Z Ołeksandrem Paschawerem rozmawia Piotr Andrusieczko Dwadzieścia lat przeżyliśmy interesująco
Tomasz Kułakowski Dwadzieścia lat w rozkroku
Andrij Bondar Historia jednego samozniszczenia
Piotr Andrusieczko Dwadzieścia lat po
Z Aleksandrem Kwaśniewskim rozmawia Tomasz Kułakowski Bezprecedensowe wydarzenie
Piotr Pogorzelski Urodzinowa laurka
Małgorzata Nocuń Niechciana niepodległość
Kamil Kłysiński Sukcesy pozorne i rzeczywiste
Kamil Całus Dwie dekady sprzeczności
jubus @2011-08-23 22:08:09
Mądry artykuł ale troche za dużo w nim przesady. W białoruskiej, reżimowej telewizji nadawane są programy o historii Białorusi i to tej wczesnej, gdzie mówi się o WKL.
Druga sprawa to błąd zasadniczy. Podział na Zachód i Wschód. Przecież Wschód to Azja, kraje azjatyckie, takie jak Chiny, Indie czy Wietnam.
Polska jest równie zachodnim krajem jak Ukraina czy Rosja bo demokracji to u nas też prawie nigdy nie było, a naród woli by rządzili krajem populiści, jednocześnie istnieje powszechna pozytywna ocena autorytarnej dyktatury piłsudczykowskiej, która Białorusinom i Ukraińcom wyrządziła wiele zła. Troche to jest zakłamane, że Polska promuje demokrację i niepodległość na Wschodzie chociaż demokracja jest równie obca Polsce i Polakom jak i Ukraińcom
PPJ @2011-08-24 19:04:53
Polska jest krajem wschodnioeuropejskim z długimi tradycjami demokratycznymi Rosja to bez watpliwości Azja a Ukraina i Białoruś to ewidentne sezonstatd. Aktualnie sezon na Białoruś właśnie dobiega końca a Ukraina wegetuje...
jubus @2011-08-25 08:00:20
Polska jest krajem środkowoeuropejskim BEZ TRADYCJI DEMOKRATYCZNYCH. Naucz się historii palancie, bez kultury.
jubus @2011-08-25 08:01:56
Moderatorów proszę o wycinanie takich chamskich komentarzy. Mój, ten powyżej też można wyciąć, o ile zostanie wycięty komentarz tego popaprańca "PPJ".