
Ukraina obchodzi dwudzieste urodziny. Po 1991 roku kraj ten zrobił postępy w naprawdę wielu dziedzinach, rzadko jednak o tym piszę w artykułach i korespondencjach – po trosze ze względu na to, że mało mówią o tym same ukraińskie media, ale też dlatego, iż zbytni optymizm trąciłby propagandą.
Obserwując ostatnio konferencję prasową socjologów i politologów w Kijowie zorganizowaną z okazji dnia niepodległości, miałem wrażenie, że cieszą się oni, iż ich krajowi w ogóle udało się przeżyć dwadzieścia lat. Za jeden z największych sukcesów Ukrainy uznali bowiem to, że nie doszło na jej terytorium do konfliktu zbrojnego, tak jak w sąsiedniej Mołdawii czy w Rosji. Miało to świadczyć o tym, że mieszkańcy Ukrainy potrafią znaleźć kompromis. Rzeczywiście, nawet pomarańczowa rewolucja obyła się bez rozlewu krwi, a poziom przestępczości w Kijowie wręcz spadł.
Brak agresji wśród Ukraińców i poziom bezpieczeństwa na ulicach ukraińskich miast jest niewątpliwie plusem, który warto zauważyć, ale sądzę, że jest jeszcze wiele innych, o których mówię rzadko. Często właśnie dlatego, że takich informacji po prostu nie ma w ukraińskich mediach. Tak było, na przykład, z rakietą Dniepr, którą ostatnio Ukraina wysłała w kosmos z kilkoma satelitami na pokładzie. O tym wydarzeniu nie poinformowała prawie żadna telewizja. O pozytywnych aspektach życia we własnym kraju często zapominają ukraińscy dziennikarze (zresztą dotyczy to chyba pracowników mediów na całym świecie). Zapominam i ja, dlatego dzisiaj z okazji dwudziestych urodzin chciałbym napisać parę dobrych słów o kraju, w którym mieszkam od kilku lat.
Przyjeżdżający na Ukrainę Polacy często narzekają i konstatują: „poradziecki syf, bieda, kiła i mogiła”. Niedawno usłyszałem o naszych współobywatelach, którzy, mieszkając w ukraińskiej stolicy, boją się pójść do lekarza czy na basen, a leki przywożą z Polski. Tak, nie ma wątpliwości, że nasz kraj jest bogatszy, tylko zastanówmy się, czy gdyby nie pomoc Unii Europejskiej, to nasza wieś wyglądałaby lepiej od ukraińskiej, czy polskie drogi, na które i tak narzekamy, byłyby lepsze od tych, które są na Ukrainie? Proszę sobie wyobrazić, że na Ukrainie są koleje, które jeżdżą punktualniej od polskich, a pociągi przyjeżdżają zawsze na ten peron, który jest zapowiadany.
Należy pomyśleć, jak wiele ten kraj zrobił w ciągu dwudziestu lat, właściwie własnymi siłami. Jaką moc muszą mieć ludzie, którzy w tak niesprzyjających warunkach, jakie stwarza im ich państwo, rozwijają mały i średni biznes. Gdyby na Ukrainie nie było władzy, która swoje przyzwyczajenia przenosi na całe państwo (nie mówię tutaj tylko o obecnie rządzących, ale także o ich poprzednikach), ile ten kraj mógłby osiągnąć! Przy istniejącym potencjale przemysłowym czy intelektualnym.
Nawet obecnie Ukraina wyróżnia się na tle innych państwa poradzieckich (nie licząc krajów nadbałtyckich) poziomem demokracji i wolności słowa. I jestem przekonany, że nawet jeśli ktoś tutaj w Kijowie będzie chciał zrobić drugą Białoruś, ludzie mu w tym przeszkodzą. Ukraińcy narzekają na demokrację, ale wątpię, aby zrezygnowali ze swobód obywatelskich.
Kolejna kwestia, o której często zapominają Polacy: w Polsce komunizm panował czterdzieści cztery lata, na części terytorium obecnej Ukrainy – siedemdziesiąt cztery. Trzydzieści lat to całe pokolenie. Przy tym rzecz nie tylko w latach, ale też w tym, że PRL w porównaniu z ZSRR był krajem prawdziwie wolnym. Polacy pamiętają Katyń, tutaj takich „Katyniów” były setki. Moskwa (zresztą z pomocą swoich ukraińskich towarzyszy) zrobiła naprawdę wiele, aby złamać mieszkających na Ukrainie ludzi.
Można mieć także nadzieję na to, że polepszy się sytuacja gospodarcza Ukrainy. Powoli odradza się rolnictwo i według niektórych ekspertów (bynajmniej nie ukraińskich, a polskich) za dwadzieścia lat cebulę i jabłka będzie się wozić nie z Polski na Ukrainę, a z Ukrainy do Polski. Na pewno może w tym pomóc zapowiadana prywatyzacja ziemi.
Już niedługo, jeżeli wszystko dobrze pójdzie, Polacy z Podkarpacia będą jeździć do Lwowa nie tylko do opery, ale także po to, aby polecieć samolotem do Stanów Zjednoczonych czy Chin. Lwowskie lotnisko ma mieć przepustowość dwóch tysięcy pasażerów na godzinę. Rzeszowskie ma teraz siedmiokrotnie mniejszą. Oczywiście, pod warunkiem, że władze w Kijowie dopuszczą konkurencyjne linie lotnicze… (ale dziś jest 24 sierpnia i piszemy więc tylko pozytywnie).
To wszystko, co napisałem, to właściwie stek banałów, o których każdy wie. Sęk tylko w tym, że często o tym zapominamy. Ja też. Za co przepraszam Ukraińskich przyjaciół i życzę im wszystkiego najlepszego!
Piotr Pogorzelski jest korespondentem Polskiego Radia w Kijowie.
Post Scriptum
Przepraszam także rządzących i opozycję, że w artykule prawie o nich nie napisałem, ale przypominam, że to są w końcu urodziny i miałem pisać o pozytywnych aspektach życia na Ukrainie.
--
Zobacz także:
Paweł
Wołowski Co dała niepodległość Ukraińcom i Białorusinom?Z Ołeksandrem
Paschawerem rozmawia Piotr
Andrusieczko Dwadzieścia lat przeżyliśmy interesującoTomasz
Kułakowski Dwadzieścia lat w rozkrokuAndrij
Bondar Historia jednego samozniszczeniaPiotr
Andrusieczko Dwadzieścia lat poZ Aleksandrem
Kwaśniewskim rozmawia Tomasz
Kułakowski Bezprecedensowe wydarzenieMałgorzata
Nocuń Niechciana niepodległośćKamil
Kłysiński Sukcesy pozorne i rzeczywisteKamil
Całus Dwie dekady sprzeczności
Czołg T-84 to modernizacja T-80 bardzo zaawansowana ale jednak modernizacjaZakjłady w charkowie kiedys jedne z najbardziej innowacyjnych na swiecie teraz odgrzewaja tylko stare kotlety.Skoro OBRUM było w stanie opracowac demonstrator technolgi Anders przy braku wsparcia ze strony państwa to czemu Ukraińcy nie opracowali czegos naprawde nowego. System aktywnej obrony pojazdów zasłon(był plan zamontowania go na Rosomakach) to tez podobnie jak rosyjska Arena spadek po pochądzącym ZSRR systemie drozd itd..
Głównymi odbiorcami Ukrspeceksportu były w 2010 kraje Afryki, w tym Sudan i Demokratyczna Republika Kongo (DRK). Do krajów afrykańskich trafiło z Ukrainy 250 czołgów, do Sudanu – 100 T-72 i 30 T-55, a do DRK 60 T-72M i 55 T-55. Sudan kupił też po 12 zestawów artyleryjskich BM-21 Grad, 2S1 kal. 122 mm i 2S3 kal. 155 mm, 36 haubic D-30 i 3 granatniki kal. 82 mm. DRK kupiła z kolei 3 tys. karabinów, 10 tys. kbk AK, 500 rkm, 100 ckm i 1780 granatników różnych kalibrów. 26 moździerzy kal. 82 mm i 2,5 tys. egzemplarzy broni strzeleckiej kupiła Kenia, a 40 tys. AK i kilkaset cięższych karabinów maszynowych i granatników Uganda.
Ukraińskie uzbrojenie kupowały także USA. Kupiły one jeden, wyprodukowany w 1985 czołg T-80BW z pancerzem dynamicznym Kontakt i systemem naprowadzania laserowego pocisków 9K112-1 Kobra, oraz 4 zestawy artyleryjskie BM-21 Grad. Z kolei Włochy kupiły 14 kpr powietrze-powietrze i powietrze-powierzchnia R-24, R-27 i R-73. Ta broń została kupiona zapewne do testów, w wypadku kpr związanych z atakiem na Libię, która używa pocisków tych typów.
Znaczącymi importerami ukraińskiej były w 2010 USA i Niemcy. Kupiły one, odpowiednio, 95,4 tys. i 32,97 tys. egzemplarzy broni długiej, oraz 4 tys. i 11,63 tys. pistoletów i rewolwerów. Broń z magazynów, pamiętająca jeszcze czasy ZSRS, trafia w tych krajach do kolekcjonerów i prywatnych użytkowników.
Jak widać nie Ukraiński eksport uzbrojenia nie jest oparty na zawansowanym uzbrojeniu.Podpisane ostanio kontrakty z Irakiem troche to zmienią ale za 10 lat nikt już nie bvędzie chciał modyfikacji uzbrojeni e wywodzącego się z czasów ZSRR.
To fakt, Ukraina przeszła długą drogę, ale nie wolno zapominać o tym, że jednak przez blisko 10 lat nic tam faktycznie się nie działo. Reform nie było, spadek PKB trwał aż do końca lat 90-ych. W zasadzie to poza Mołdową, kraj ten najbardziej stoczył się, ze wszystkich krajów postradzieckich. Dzisiaj to najbiedniejszy kraj Europy, po Mołdowie, 3-4 razy biedniejszy od Rosji i 5 razy biedniejszy od Polski. Nawet za 20 lat, przy wzroście 5-6 procent, Ukraina nie doścignie Polski czy Czech, może dorówna Rumunii lub Serbii.