
W tej historii brak romantycznej walki i wzniosłych uczuć: dwadzieścia lat temu Białoruś nie miała wyjścia, ogłosiła niepodległość, bo zmienił się otaczający ją świat. Większość społeczeństwa modliła się, żeby
Sojuz przetrwał, i bała się nowego.
Od połowy lat osiemdziesiątych w ZSRR wrzało. Na Kaukazie, w byłych republikach bałtyckich, w Rosji i na Ukrainie powstawały ruchy na rzecz demokratyzacji i przemian. Wybuchały wojny o niepodległość, na ulicach miast dochodziło do wielotysięcznych demonstracji i zamieszek. Mieszkańcy ZSRR pytali siebie: kim jesteśmy? Czy aby na pewno ludźmi radzieckimi? Na sennej Białorusi protestowali intelektualiści, a społeczeństwo patrzyło na nich podejrzliwie i z niepokojem obserwowało wydarzenia w „bratnich republikach”. W pamięć zapadł Białorusinom przede wszystkim lipcowy dzień 1990 roku, kiedy Borys Jelcyn oddał legitymację partyjną, co za pośrednictwem telewizji widziała nie tylko cała Rosja, ale także Białoruś. Zresztą temperatura politycznych wydarzeń w lecie 1990 roku była cały czas wysoka: Litwa, Łotwa, Estonia, Rosja i Ukraina ogłosiły suwerenność. Co miała począć Białoruś? Ogłosiła „Deklarację o suwerenności państwowej Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej”. I czekała, co stanie się dalej.
Tymczasem z Moskwy wiał wiatr przemian i jedynie białoruscy intelektualiści czuli, że także w ich kraju może przyjść nowe. Na Białorusi bowiem była jedynie garstka intelektualistów, która chciała żyć w kraju suwerennym, niepodległym i białoruskojęzycznym. Wystarczy wspomnieć, że w referendum przeprowadzonym w marcu 1991 roku (czyli pięć miesięcy przed ogłoszeniem niepodległości) aż 83 procent Białorusinów opowiadało się za utrzymaniem ZSRR. Białoruś była w ZSRR uważana za „republikę dobrobytu”, gdzie można kupić najlepszą kiełbasę i gdzie żyje się spokojnie, wymarzone miejsce na emeryturę. Tu nie było dysydentów, tu panował spokój. Po co go burzyć? Naród białoruski nie miał wysokiej kultury politycznej, hasła pierestrojki Białorusini przyjmowali z trudem. W Rosji czy byłych republikach bałtyckich budziły one nadzieje na zmiany, tymczasem na Białorusi bano się ich. Tu rządziła zrusyfikowana partyjna konserwa i to ona decydowała, co stanie się z Białorusią, a nie młodzi intelektualiści, którzy obserwowali zmiany zachodzące w sąsiednich państwach i zaczynali odkrywać białoruskość: czytali rodzimą literaturę, poznawali historię i kulturę swojego kraju, zaczynali mówić po białorusku. Czuli się Białorusinami w kraju, w którym większość społeczeństwa uważała się za ludzi radzieckich. Czuli, że nie da się budować niezależnej Białorusi bez rozliczenia się z własną historią.
W 1987 roku w Mińsku odbyła się demonstracja, w której tłum żądał osadzenia stalinowskich zbrodniarzy. Chęć poznania własnej historii stała się siłą napędową manifestacji, białoruscy intelektualiści przekazywali społeczeństwu zakazaną dotąd prawdę: Związek Radziecki jest odpowiedzialny za masowe zbrodnie na narodzie białoruskim. A społeczeństwo słuchało tyle o ile. Słynny artykuł Zianona Pazniaka i Jauhiena Szmyhaliowa
Kuropaty – droga śmierci, w którym autorzy dowodzili, że w lesie pod Mińskiem leżą setki tysięcy zamordowanych przez NKWD Białorusinów, czytano z niedowierzaniem. Tylko nielicznym tekst ten przywracał pamięć, żyli jeszcze bowiem ludzie, którzy słyszeli strzały padające nocą w lesie pod Mińskiem. Przez lata jednak bali się nawet o tym wspomnieć. Na wzór organizacji w byłych republikach bałtyckich powstał Białoruski Front Ludowy, w którym działał Zianon Pazniak i Wasyl Bykau. Front był jednym z motorów demonstracji. W październiku 1988 roku kilkadziesiąt tysięcy Białorusinów z biało-czerwono-białymi flagami przyszło do Kuropat, by oddać hołd ofiarom stalinizmu. Czekały na nich pałki i gaz łzawiący. Ale tego fermentu nie dało się już zatrzymać: w kraju istniały stowarzyszenia młodzieżowe, ukazywały się podziemne periodyki w języku białoruskim. Działalnością tą zajmowały się jednak elity. Społeczeństwo kalkulowało: czy przemiany mu się opłacą, czy w demokracji żyje się dobrze? Kiedy Białoruski Front Narodowy walczył o białoruskojęzyczną Białoruś tysiące Białorusinów zastanawiało się, czy aby na pewno jest im to potrzebne. Większość z nich tego języka po prostu nie znała. Językiem kariery był dla nich rosyjski, miastem marzeń – Moskwa. Białoruski kojarzył się z zatęchłą prowincją.
25 sierpnia 1991 roku na nadzwyczajnej sesji Rada Najwyższa podjęła uchwałę o wystąpieniu BSRR z ZSRR. Stało się tak nie dlatego, że niepodległość wywalczył sobie naród czy inteligencja. To partyjna nomenklatura czuła, że nie ma wyjścia: trzeba opowiedzieć się za zmianami, ponieważ zmienił się otaczający Białoruś świat. Zwykło się mówić, że niepodległość spadła Białorusinom na głowę, i jest w tym sporo prawdy. Na salę obrad biało-czerwono-białą flagę wniósł w poczcie sztandarowym deputowany Aleksander Łukaszenka. Flaga pojawiła się na budynkach państwowych i szkołach. Z fasad z hukiem odrywano radzieckie godła. I wszystko po to, żeby cztery lata później w wyborach prezydenckich wygrał Łukaszenka, który w swoim programie wyborczym mówił: „Będę na kolanach błagać Rosję, by przyjęła nas na powrót w swój skład”. A Białorusini słuchali go z kręcącą się łezką w oku. Dziś – z perspektywy dwudziestu lat – można powiedzieć, że niepodległość jest największym osiągnięciem Białorusi. Jest to kraj, którym rządzi dyktator, gdzie łamane są prawa człowieka i wciąż żywa jest nostalgia za czasami radzieckimi. Ale jest to państwo niepodległe. I tego Białorusinom nikt już nie odbierze.
Małgorzata Nocuń
--
Zobacz także:
Paweł
Wołowski Co dała niepodległość Ukraińcom i Białorusinom?Z Ołeksandrem
Paschawerem rozmawia Piotr
Andrusieczko Dwadzieścia lat przeżyliśmy interesującoTomasz
Kułakowski Dwadzieścia lat w rozkrokuAndrij
Bondar Historia jednego samozniszczeniaPiotr
Andrusieczko Dwadzieścia lat poZ Aleksandrem
Kwaśniewskim rozmawia Tomasz
Kułakowski Bezprecedensowe wydarzeniePiotr
Pogorzelski Urodzinowa laurkaKamil
Kłysiński Sukcesy pozorne i rzeczywisteKamil
Całus Dwie dekady sprzeczności
=====
Skąd taka informacja? W źródłach białoruskich się piszę, że wnieśli deputowani z Białoruskiego Frontu Ludowego...
Białoruś to jeden z najbardziej antypatriotycznych i antynacjonalistycznych państw i narodów na świecie. Jeden z najlepiej "urobionych".
Warto pamiętać, że jeszcze na początku XX wieku, większość osób uważała się za "tutejszych" i nie potrafiła określić nawet kim są. Tak było też w II RP, gdzie większość Białorusinów nie wiedziała kim jest. Potem przyszła wojna, kiedy to Niemcy zaczęli budować podwaliny państwa białoruskiego, budować szkoły, uczyć białoruskiego. Oczywiście zdarzały się też i zbrodnie, ale większa część osób zginęła z rąk NKWD, która przez propagandę była określana jako "radziecka partyzantka", rzekomo walcząca z Niemcami.
Po II wojnie Białoruś odbudowano, a ślady mordów sowieckich chciano całkowicie zatrzeć, stworzono mit najbardziej mordowanej republiki sowieckiej.
BSRR jako republika "wizytowa", na drodze do Moskwy, była najlepiej rozwiniętą republiką sowiecką i najbardziej modelową. To był eksperyment, który miał być kontynuowany w reszcie imperium.
Dzisiaj skutki są tego takie, że większość Białorusinów nie mówi po białorusku, że większa część uważa swoich sowieckich i rosyjskich oprawców za bohaterów, itd.
Jest też najlepszym przykładem sowieckiego zakłamania, dwulicowości i łajdactwa. Dlatego może, Rosja putinowska tak wspiera Białoruś.