
W części republik radzieckich rozpad ZSRR był katalizatorem kumulujących się od lat dążeń niepodległościowych, opartych na silnym poczuciu odrębności narodowej, a niekiedy nawet cywilizacyjnej. Jednak w przypadku Białorusi sytuacja wyglądała nieco inaczej. Mimo że w tamtejszej historiografii jest mocno zakorzenione odwołanie do Wielkiego Księstwa Litewskiego jako wczesnego państwa białoruskiego, to już w świadomości białoruskiego społeczeństwa nie jest to na tyle powszechne i bezsporne, aby realnie kreować poczucie tradycji. Ponadto równie uzasadnione pretensje do spuścizny po WKL zgłaszają Litwini. Zdecydowanie większy wpływ na świadomość narodową Białorusinów miał okres przynależności obszaru dzisiejszej Białorusi do Imperium Rosyjskiego, a następnie do Związku Radzieckiego, jako jednej z piętnastu republik związkowych. Ukształtowało to przekonanie o trwałej zależności od „większego brata”, bliskiego kulturowo i językowo, który w zamian za lojalność oraz współpracę weźmie na siebie odpowiedzialność, a także podejmie najważniejsze decyzje. Przy czym nie oznacza to braku poczucia odrębności, jednak była ona lokowana w ramach rosyjskich wpływów, a nie poza nimi.
Podarowana niepodległośćZ tego powodu 17 marca 1991 roku aż 83 procent Białorusinów w ogólnozwiązkowym referendum opowiedziało się za dalszą przynależnością do ZSRR. Liderzy Białoruskiego Frontu Ludowego i innych narodowo zorientowanych ugrupowań nie byli w stanie zyskać poparcia szerokich mas społecznych. Odbywające się na początku lat dziewięćdziesiątych stutysięczne demonstracje robotników z wielkich zakładów przemysłowych w Mińsku były spowodowane przede wszystkim dramatyczną sytuacją gospodarczą, a nie ich marzeniami o niepodległości. Z kolei białoruska nomenklatura swoje działania podporządkowywała wydarzeniom w Moskwie i tak naprawdę dopiero fiasko puczu Giennadija Janajewa skłoniło deputowanych Rady Najwyższej BSRR do przyjęcia 25 sierpnia uchwały o wystąpieniu republiki ze Związku i ogłoszeniu niepodległości. Tym samym suwerenność Republiki Białoruś stała się faktem. Jednak przypadkowy i inercyjny tryb jej uzyskania, sprawiał, że miała ona nieco ułomny charakter. Wywodzące się z epoki radzieckiej elity władzy nie miały pomysłu na nowe, niepodległe państwo. Z bezradności i braku koncepcji wybrano kurs na podtrzymanie więzi z dawnym centrum związkowym, czyli Federacją Rosyjską, która była wyłącznym dostawcą surowców energetycznych i głównym odbiorcą znacznej części eksportu. Jednocześnie nieefektywny model gospodarczy coraz gorzej radził sobie w nowych warunkach, w rezultacie Białoruś pogrążała się w kryzysie, a społeczeństwo boleśnie odczuwało spadek poziomu życia.
Paradoks Aleksandra ŁukaszenkiGdy w 1994 roku ruszyła pierwsza w historii niepodległej Białorusi kampania prezydencka, do rywalizacji o najwyższe stanowisko w państwie stanął młody i energiczny deputowany Aleksander Łukaszenka, który w prostych i dosadnych słowach krytykował ówczesne władze, obiecując wyborcom powrót do dobrze wspominanego przez większość społeczeństwa „stabilnego” radzieckiego dobrobytu. Właśnie dzięki temu wygrał – ku zaskoczeniu swoich rywali – i stał się kluczową postacią w białoruskiej rzeczywistości. Łukaszenka doszedł do władzy na fali zniechęcenia Białorusinów pierwszymi latami niepodległości. Zorientowane socjalnie białoruskie społeczeństwo oczekiwało przede wszystkim stabilizacji i bezpieczeństwa, a tego nie mogły im dać ani prorynkowe reformy gospodarcze, proponowane przez liberalną opozycję, ani bezczynność poradzieckich aparatczyków. Charyzmatyczny prezydent stosunkowo szybko uporządkował sytuację, zaprowadził dyscyplinę w zakładach przemysłowych, a poprzez przyśpieszenie procesu integracji z Rosją zapewnił również preferencyjne warunki dostaw rosyjskich surowców, ułatwiony dostęp do olbrzymiego rosyjskiego rynku zbytu oraz kredyty. Jednak ambicje Aleksandra Łukaszenki wykraczały poza rolę pierwszego prezydenta niepodległej Białorusi – jego głównym celem był fotel prezydenta Państwa Związkowego Białorusi i Rosji. Stąd też w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych skwapliwie podpisywał kolejne porozumienia integracyjne, licząc na to, że schorowany Jelcyn zaakceptuje jego dążenia. Jednak wyznaczenie w 2000 roku Władimira Putina na następcę rosyjskiego prezydenta położyło kres kremlowskim marzeniom Łukaszenki. Putin w twardy i pragmatyczny sposób żądał od białoruskiego kolegi realizacji zobowiązań odnośnie do tworzenia Państwa Związkowego oraz sprzedaży strategicznych przedsiębiorstw petrochemicznych, metalurgicznych i maszynowych. Dla Łukaszenki konieczność stopniowego oddawania suwerenności bez perspektywy awansu do Kremla oznaczała utratę realnej władzy, a bycie rosyjską marionetką było ostatnią rzeczą, na jaką ten ambitny i uparty polityk mógł się zgodzić. W związku z tym dokonał się największy paradoks w dwudziestoletniej historii Białorusi – człowiek, który doszedł do władzy po to, żeby podporządkować swój kraj sąsiadowi, stał się największym i jak dotąd skutecznym obrońcą jego suwerenności.
Sukces projektu „niepodległość”Największym sukcesem Republiki Białoruś jest to, że okrzepła jako niepodległe i suwerenne państwo (choć powiązane w wielu sferach ścisłą współpracą z Rosją). Niezależnie od oceny moralnej blisko siedemnastoletnich autorytarnych rządów Aleksandra Łukaszenki, to właśnie on jest głównym autorem tego sukcesu. Poprzez rozbudowany aparat propagandowy przez lata konsekwentnie wpajał obywatelom, że mogą być dumni z Białorusi. Promowano tezy, że w odróżnieniu od Zachodu (określanego często mianem „zgniłego i dekadenckiego”) białoruskie społeczeństwo jest wolne od drastycznych różnic majątkowych, wyzysku ze strony międzynarodowych korporacji i upadku obyczajów. Z kolei w odróżnieniu od Rosji, Białoruś miała być państwem stabilnym i bezpiecznym od terrorystów oraz grup mafijnych, a większość gospodarki nie wpadła w ręce oligarchów, pozostając dobrem narodowym wszystkich obywateli. Białoruski model gospodarczy był prezentowany jako najlepsze połączenie elementów gospodarki rynkowej z zasadami sprawiedliwości społecznej. Choć nie wszystkie te tezy są do końca prawdziwe, to miały one wpływ na mentalność białoruskiego społeczeństwa. Jak wykazują kolejne badania opinii społecznej, zdecydowana większość Białorusinów nie wyobraża sobie wejścia ich państwa w skład Federacji Rosyjskiej. Tendencja ta w ostatnich latach dodatkowo nasiliła się w związku z cyklicznie powtarzającymi się wojnami informacyjnymi na linii Mińsk-Moskwa. Działania władz na rzecz umocnienia poczucia odrębności były na tyle intensywne i skuteczne, że z czasem zaczęto mówić o odebraniu białoruskiej opozycji jednego z najważniejszych haseł ideologicznych, używanych w walce z reżimem.
Porażka modelu gospodarczego i polityczne wyobcowanieJednak sukces projektu „niepodległa Białoruś” nie jest do końca pewny i trwały. Wiąże się on bowiem z przyjętym modelem gospodarczym, który jest
de facto repliką radzieckiego systemu nakazowo-rozdzielczego. Jego podstawą jest planowanie i administracyjne sterowanie, co znacznie ogranicza innowacyjność oraz elastyczność białoruskiej gospodarki. Poważnym obciążeniem jest również przestarzała i energochłonna infrastruktura przemysłowa, odziedziczona w znacznym stopniu po ZSRR, a także nie do końca adekwatna do obecnych potrzeb i możliwości Republiki Białoruś. Dzięki preferencyjnym warunkom dostaw rosyjskiej ropy i gazu oraz gwarancjom zbytu produkcji przemysłowej w Rosji Białoruś przeżywała swoisty bum gospodarczy. Jednak wystarczyło, że Rosja – zniecierpliwiona brakiem ustępstw Aleksandra Łukaszenki – przystąpiła w ciągu ostatnich lat do poważnej redukcji subsydiów, aby wychwalany w oficjalnej propagandzie „unikatowy” model gospodarczy zaczął się chwiać i rozpadać. Obserwowany w ostatnich miesiącach drastyczny wzrost inflacji, długu zagranicznego, reglamentacja walut obcych, niska lub ujemna rentowność wielu przedsiębiorstw pokazują wyraźnie, że brak jakichkolwiek systemowych reform gospodarczych w ostatnim dwudziestoleciu może doprowadzić do katastrofy. Ponadto autorytarny styl rządów Aleksandra Łukaszenki, przejawiający się łamaniem praw człowieka i zasad demokracji, doprowadził do izolacji Białorusi na arenie międzynarodowej. Białoruski prezydent stał się pariasem w Europie, a Białoruś zyskała miano „ostatniej dyktatury Europy”. Tym samym możliwości udziału Mińska w procesach i programach europejskich są mocno ograniczone.
Jaki bilans?O ile sam fakt umocnienia się niepodległej Białorusi i uformowania – w dużej mierze pod wpływem propagandy państwowej – świadomej oraz patriotycznie nastawionej większości społeczeństwa można uznać za sukces, o tyle już treść tego państwa można zaliczyć do porażek. Wydaje się, że w skali minionych dwudziestu lat błędem było zakonserwowanie na początku lat dziewięćdziesiątych już wtedy nieefektywnego radzieckiego modelu zarządzania gospodarką. Konsekwencje tych zaniedbań mogą być w najbliższym czasie poważne zarówno dla obywateli, jak i suwerenności państwa. Białorusini już teraz odczuwają spadek poziomu życia, a Rosja jest coraz bliżej przejęcia strategicznych przedsiębiorstw – co zadecyduje o skali jej kontroli nad Białorusią. Błędem było również doprowadzenie do izolacji w relacjach z Zachodem, ogranicza to bowiem potencjał polityki zagranicznej Mińska i osłabia jego pozycję na arenie międzynarodowej.
Bilans dwudziestolecia niepodległej Białorusi nie wypada najlepiej. Jedynie podjęcie natychmiastowych reform gospodarczych i przynajmniej częściowa liberalizacja polityczna mogą sprawić, że kolejne podsumowanie rocznicy proklamowania niepodległej Republiki Białoruś będzie bardziej korzystne.
Kamil Kłysiński jest analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich, stałym współpracownikiem „Nowej Europy Wschodniej”.
--
Zobacz także:
Paweł
Wołowski Co dała niepodległość Ukraińcom i Białorusinom?Z Ołeksandrem
Paschawerem rozmawia Piotr
Andrusieczko Dwadzieścia lat przeżyliśmy interesującoTomasz
Kułakowski Dwadzieścia lat w rozkrokuAndrij
Bondar Historia jednego samozniszczeniaPiotr
Andrusieczko Dwadzieścia lat poZ Aleksandrem
Kwaśniewskim rozmawia Tomasz
Kułakowski Bezprecedensowe wydarzeniePiotr
Pogorzelski Urodzinowa laurkaMałgorzata
Nocuń Niechciana niepodległośćKamil
Całus Dwie dekady sprzeczności
Brak komentarzy