
Kirgistan, świętujący 31 sierpnia dwudziestą rocznicę niepodległości, stanowi najbardziej oryginalny przypadek transformacji ustrojowej w posowieckiej przestrzeni. Jest jedynym krajem Wspólnoty Niepodległych Państw, który w pierwszej dekadzie XXI wieku przeżył dwie rewolucje (w 2005 i 2010 roku) czy – jak kto woli – przewroty z udziałem masowych aktorów, które obaliły dwóch kolejnych prezydentów i zmusiły ich do emigracji. Trzecią głową państwa o szczególnym statusie została tam kobieta, co jest rzadkim przypadkiem w WNP. Znaczną rolę w przestrzeni publicznej odgrywają organizacje pozarządowe, gdzie rej wodzą kobiety. Ta peryferyjna republika jest ewenementem na tle autorytarnej Azji Centralnej, gdzie od dwu dekad rządzą ci sami sowieccy prezydenci, a społeczeństwo skostniało w sztywnych ramach wyznaczonych przez reżim. W Kirgistanie jest inaczej. Społeczeństwo jest aktywne, choć skłonne do łamania prawa i aktów przemocy, zaś media dysponują pełną swobodą.
Meandry demokratyzacjiPod patronatem prezydent Rozy Otunbajewy Kirgistan podejmuje trzecią próbę demokratyzacji. Jej znakiem firmowym jest największa kirgiska innowacja: rządy parlamentarne. Eksperyment budzi nieskrywaną niechęć autorytarnych sąsiadów i sceptycyzm Kremla. Nie brak też krytyków na własnym podwórku. Droga do tego modelu rządów też była oryginalna: wiodła przez demontaż niemal wszystkich centralnych organów państwowych po krwawym kwietniowym przewrocie w 2010 roku i stopniowe odtwarzanie ich w drodze wyborów powszechnych na mocy nowej konstytucji wprowadzonej przez referendum z 27 czerwca 2010 roku. Czyniono to jednak konsekwentnie.
Najpierw wybrano parlament w konkurencyjnych i relatywnie uczciwych wyborach na listy partyjne w październiku 2010 roku. Weszło do niego pięć partii, z których żadna nie ma większości. Trzy z nich stworzyły koalicję rządową, która powołała pierwszy w historii rząd parlamentarny. To wyjątek w regionie będącym domeną prezydenckiego jedynowładztwa.
Obecnie trwa selekcja sędziów do obsady dwudziestu dziewięciu stanowisk w Sądzie Najwyższym i jedenastu w izbie konstytucyjnej SN z udziałem parlamentu, samorządu sędziowskiego i prezydenta. Selekcja ta nie jest wolna od konfliktów między politykami reprezentującymi różne grupy interesów.
Ostatnim akordem w przywracaniu legalnych organów władzy mają być wybory prezydenckie wyznaczone na 30 października. Chęć kandydowania zgłosiło aż osiemdziesięciu siedmiu kandydatów. Oczywiście, liczy się zaledwie kilku z nich, ale i tak nie sposób przewidzieć wyniku głosowania. Ktokolwiek zostanie zwycięzcą, będzie pierwszym prezydentem, który obejmie urząd legalną drogą, pod warunkiem że wybory przebiegną spokojnie i zostaną zaakceptowane przez wszystkich graczy. Jest na to duża szansa. Powszechne stało się przekonanie, że trzeciej rewolucji Kirgistan już nie przeżyje. Stanowiłaby zagrożenie dla jego niepodległości i integralności terytorialnej. Dlatego w chaotycznej walce wszystkich ze wszystkimi zdają się zarysowywać jakieś reguły gry oparte na negocjacjach i kompromisie. Jakie? Czas pokaże.
Dodać trzeba, że Kirgistan próbuje także uporządkować niektóre sektory gospodarki i dokończyć prywatyzację. Ten ogólny cel uwikłany jest w walki podjazdowe w elicie władzy oraz osobiste interesy rządzących. Różnica w porównaniu z przeszłością polega na tym, że Administracja Prezydenta nie jest już szczytem piramidy władzy, determinującej hierarchię stosunków klientalno-patronalnych. Część biznesów związana jest z obozem rządowym, innej części, kooperującej niegdyś z Maksimem Bakijewem, patronuje największe ugrupowanie parlamentarne Ata Żurt. Pluralizm ośrodków władzy i wolność mediów powoduje, że wiele machinacji i wątpliwych decyzji wypływa na światło dzienne. Czy doprowadzą do wprowadzenia czytelnych reguł gry i respektowania prawa? Zapewne nie szybko. Są jednak ku temu przesłanki, gdyż otwartość debaty na ten temat jest duża, zaś konkurencja między podzielonymi elitami daleko wykracza poza środkowoazjatyckie normy.
Dopiero po dwudziestu latach niepodległości Kirgistan zaczyna tworzyć instytucje polityczne, odpowiadające pluralizmowi politycznemu i gospodarczemu. Czy stanie się „azjatycką wysepką demokracji”, jak chciał Askar Akajew? Za wcześnie o tym orzekać, bo proces tworzący jej przesłanki jest niestabilny, ale niewątpliwe zachodzi. Sama metafora budzi dziś niechęć i irytację.
Najbardziej intrygujące w kirgiskim przypadku jest to, że właściwa wielu krajom WNP, w tym Rosji, tendencja do sakralizacji władzy i dominacja opcji na „stabilizację i porządek” nie zadziałała w tym kraju. Dwie kirgiskie rewolucje spowodowały, że upadł autorytet rządzących i pokora wobec urzędników. Niektórzy politycy i analitycy narzekają, że powszechna stała się postawa
ketsin (precz) czy wręcz „władza tłumu”. Nie ma dnia, by przed budynkami administracji centralnej i lokalnej nie zbierały się grupy demonstrantów, pragnących wymusić jakąś decyzję lub zaprotestować przeciwko innej, przedstawić petycję lub potępić bierność władz w jakiejś sprawie. Ma to dobre i złe strony. Sprzyja demokratyzacji, ale zarazem jest źródłem wielu zagrożeń. Techniką protestów posługują się także władze, w tym otoczenie prezydent Otunbajewej, by pokonać opór przeciwników jakiejś decyzji, a także lokalni liderzy przeciwko polityce rządu centralnego, lokalnym konkurentom bądź grupom interesów. Szczególnie niebezpieczne są spontaniczne przejawy nietolerancji etnicznej na południu kraju oraz aktywność grup kryminalnych na całym jego terytorium.
Kirgiskie państwo jest słabe, nieefektywne i skorumpowane, zaś władza centralna nie panuje nad niektórymi regionami. To także nietypowa sytuacja w porównaniu z większością państw regionu, gdzie dominują centralizm i hierarchiczny dyktat stolicy nad prowincjami. Przed władzami Kirgistanu stoi szereg poważnych wyzwań: bieda większości mieszkańców i zadłużenie państwa, duża migracja zarobkowa, podziały regionalne, wielorakie konflikty społeczne, brak zaufania do państwa i powszechny cynizm. Jednakże są też podstawy do ostrożnych nadziei na stabilizację. Mimo dramatycznych wydarzeń kwietnia i czerwca 2010, państwo się nie rozpadło, jak niektórzy prorokowali, i obyło się bez interwencji zewnętrznej. Wybory parlamentarne przeszły spokojnie i to samo może cechować kampanię prezydencką. Chęć głosowania deklaruje 70 procent respondentów. W toku przygotowań doskonalone są instytucje i procedury, mające zapewnić uczciwe wybory.
Oczywiście, nie można wykluczyć, że i ta próba demokratyzacji załamie się, a razem z tym pojawi się jakaś nowa forma autorytaryzmu. Jednocześnie jednak dokonuje się, często niezauważenie, zmiana świadomości społecznej, co powoduje, że następna będzie mieć większe szanse realizacji.
Tożsamość narodowaDrugą istotną zmianą w odniesieniu do początków niepodległości jest wyraźny wzrost świadomości narodowej i pewności siebie u etnicznych Kirgizów, którzy poczuli się autentycznymi gospodarzami swej republiki. Bolesną stroną tego procesu jest to, że dokonał się w dużej mierze za sprawą tragicznych starć etnicznych między Kirgizami i Uzbekami na południu kraju. Początek tego procesu wyznaczają krwawe rozruchy w czerwcu 1990 roku, które powtórzyły się dokładnie dwadzieścia lat później, w czerwcu 2010 roku. Chociaż do wybuchu tych ostatnich przyczynił się splot czynników politycznych, ekonomicznych i sytuacyjnych, w publicznym dyskursie zostały sprowadzone do konfliktu etnicznego między dwoma rodzimymi etnosami ze wskazaniem na Uzbeków jako winowajców. Nie ma znaczenia fakt, że to Uzbecy stanowili 75 procent ofiar śmiertelnych, ani to, że właśnie ich domy i sklepy spalono w jeszcze większym odsetku. Nacjonaliści twierdzą, że Uzbecy przejawili zbyt wielkie ambicje, by stać się gospodarzami na południu, co wywołało słuszną reakcję Kirgizów, którzy dali im odpór. „To nasza ziemia i my tu powinniśmy być gospodarzami. Inni to tylko lokatorzy, którzy muszą nam się podporządkować, a jeśli nie chcą, to niech wyjeżdżają”.
Rząd Tymczasowy nie potrafił lub nie chciał przeciwstawić się tej retoryce. Konsekwentnie unikał debaty o zajściach i śledztwa w ich sprawie. W rezultacie wzrosła popularność lokalnych liderów, co objawiło się zwycięstwem nacjonalistycznej partii Ata Żurt w wyborach parlamentarnych i wzmocnieniem właściwej jej retoryki na forum publicznym. W czerwcu 2011 roku frakcja parlamentarna Ata Żurt przedstawiła „Państwową Koncepcję Narodowej Polityki”, która opiera się na etnokratycznym modelu państwa, wprowadzającego nierównoprawne relacje między narodowościami, i przeczy międzynarodowym aktom prawnym podpisanym przez Kirgistan. Forsuje interesy „tytularnej nacji” tworzącej państwo. Mniejszości narodowe mają prawa obywatelskie, ale muszą znać język państwowy, szanować tradycje Kirgizów, ponoszą odpowiedzialność za jedność państwa i zgodę narodową. Koncepcja ta implikuje tendencje autorytarne i grozi zaostrzeniem stosunków międzyetnicznych.
Obóz prezydent Otunbajewej deklaruje przywiązanie do integracji obywateli wokół idei demokratycznego państwa prawa, respektującego pluralizm językowy i kulturowy, ale nie zamierza tracić władzy na rzecz swych konkurentów. Wpisuje się tym samym w nacjonalistyczny dyskurs w celu pozyskania głosów wyborców. Obie koncepcje postanowiono połączyć, choć to mariaż ognia z wodą. Oczywiście, nie wszyscy obywatele Kirgistanu podzielają ten nastrój. Dotyczy to także części etnicznych Kirgizów. Ale te głosy nikną w przemożnej etnicyzacji politycznego dyskursu.
W rezultacie początek kampanii prezydenckiej, który zsynchronizowano z obchodami dwudziestolecia niepodległości Kirgistanu, stał się widownią zabiegów stanowiących karykaturę dziewiętnastowiecznego europejskiego nacjonalizmu.
W Biszkeku zdemontowano Statuę Wolności, by na jej miejscu postawić pomnik Manasa – bohatera średniowiecznego eposu, będącego przedmiotem dumy Kirgizów. Nic to, że pomnik Manasa stoi na tej samej ulicy od 1991 roku, niespełna 500 metrów dalej. Nowy pomnik odlano w Moskwie, zarządzając pospieszną zbiórkę pieniędzy na jego sfinansowanie. Premier Ałmazbek Atambajew z własnej kieszeni wyłożył na niego milion somów. Za jednym zamachem na tym samym placu postawiono pomnik najsłynniejszego kirgiskiego pisarza Czyngisa Ajtmatowa, który zmarł w 2008 roku. Wszystkie te decyzje podejmowane są w pośpiechu, bez konsultacji społecznej i architektonicznej. „Manasomania” zatacza coraz szersze kręgi. Mnożą się inicjatywy zmiany godła i hymnu, nadanie nazwy Manas stolicy kraju, a nawet samemu państwu. W rywalizacji na symbole tożsamościowe wszystkich przebił nacjonalistyczny mer Osz Melis Myrzakmatow, który twierdzi, że społeczeństwo odczuwa potrzebę „monumentalnej ideologii narodowej”. Dla jej zaspokojenia 5 października, z okazji święta miasta, w Osz mają stanąć aż trzy wielkie kompozycje rzeźb, symbolizujące główne postaci kirgiskich mitów lub dziejów narodowych.
Ten wyścig na narzucanie symboli narodowych, motywowany bieżącymi korzyściami politycznymi, usuwa w cień kwestię poprawy stosunków międzyetnicznych, co nie jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Jednym z motywów dyskursu tożsamościowego są postulaty zwiększenia znaczenia języka kirgiskiego w życiu publicznym. To całkiem zrozumiałe, gdyż daleko mu od powszechności. Problem jednak w tym, że główną przyczyną jest dramatycznie niski poziom powszechnej oświaty, a także dominacja języka rosyjskiego w mediach, biznesie i nauce, wzmacniana przez globalizację. Nie ma i zapewne długo nie będzie kompletu dzieł Williama Szekspira po kirgisku ani dobrych podręczników akademickich. Zarazem jedne oraz drugie są dostępne po rosyjsku. Agencje informacyjne podają wiadomości po rosyjsku i tłumaczą je na angielski; przekłady na kirgiski są rzadkie lub najczęściej nie ma ich wcale. Tymczasem zgłoszone postulaty zmierzają głównie w kierunku zwiększenia liczby szkół kirgiskich kosztem uzbeckich i ograniczenia szkół rosyjskich.
Najbardziej niepokojącą cechą obecnego dyskursu jest brak deklaracji w kluczowej sprawie: czy kirgiskie elity polityczne są w stanie potraktować Uzbeków i inne mniejszości jako równoprawnych obywateli. Czy sytuacja ta ulegnie zmianie podczas kampanii prezydenckiej? Jej wynik z pewnością będzie mieć znaczenie dla przyszłości tego wielonarodowego państwa i jego strategii integracyjnej.
Dla wielu obywateli Kirgistanu, w tym etnicznych Kirgizów, droga rozwojowa ich kraju jest źródłem głębokiej frustracji. Niestabilność polityczna, brak poczucia bezpieczeństwa i perspektyw na przyszłość zmusza wielu do emigracji zarobkowej. W 2010 roku wyjechało do Rosji aż 250 tysięcy osób – najwięcej od czasu uzyskania niepodległości i dwa razy więcej niż w poprzednich kilku latach – stanowi to prawie 10 procent dorosłych mieszkańców.
Warto uważnie obserwować ten kraj, bo niewykluczone, że to właśnie Kirgistan wytycza ramy wydarzeń w innych krajach posowieckich w trzeciej dekadzie niepodległości.
Radzisława Gortat jest politologiem, wykładowczynią w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.