
12 września po raz pierwszy od sześciu lat na Kremlu pojawił się szef brytyjskiego rządu. David Cameron i Dmitrij Miedwiediew spotkali się w przyjacielskiej atmosferze oraz podpisali kilka dokumentów mających poprawić bilans ekonomiczny obu krajów, pamiętając jednak o istnieniu kilku ważnych i zarazem trudnych kwestii, stojących na drodze całkowitego uzdrowienia politycznych relacji między Londynem a Moskwą. Politycy dali do zrozumienia, że jeśli będzie taka potrzeba, to o trudnych tematach można w ogóle nie wspominać.
Dmitrij Miedwiediew i David Cameron próbowali sprawiać wrażenie dobrych znajomych, między którymi nie ma trudnych spraw. Uśmiechali się i przeszli na „ty”. Po ponad półtoragodzinnej rozmowie za zamkniętymi drzwiami Miedwiediew i Cameron wyszli do dziennikarzy w równie dobrym nastroju jak przed spotkaniem.
– Główny wniosek [z rozmów – przyp. autora] jest taki, że został dokonany ważny krok ku temu, by dwustronne relacje były na wysokim, konstruktywnym poziomie i odzwierciedlały współczesny stan naszych państw. Nawet jeśli nasze podejścia nie zawsze są zgodne, to nie jest to powód do dramatyzowania. Najważniejsze, by nie rzutowało to na całokształt wzajemnych stosunków – oświadczył Dmitrij Miedwiediew.
– Oczywiście są problemy, co do których nasze stanowiska są rozbieżne. Ale trzeba prowadzić szczery dialog. Taki jak dzisiaj – podchwycił David Cameron.
Politycy starali się nie mówić wprost o tym, co tak naprawdę dzieli Moskwę i Londyn, ale dziennikarka BBC przerwała sielankową atmosferę. Na pytanie, czy panowie chcieliby, aby Wielka Brytania przestała mówić o sprawie Aleksandra Litwinienki, Cameron odpowiedział, że bez względu na trudności i brak porozumienia, Wielka Brytania nie zmieni stanowiska w tej kwestii.
– Nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy rozwijać naszych relacji w sferze biznesu, przedsiębiorczości. Jesteśmy zmuszeni do tego, by budować bardziej trwalsze relacje, mimo że niektóre kwestie nie zostały rozwiązane – odpowiedział spokojnie premier Wielkiej Brytanii.
Z kolejnych odpowiedzi Miedwiediewa i Camerona na pytania dziennikarzy o sprawę Litwinienki wynikało, że rosyjsko-brytyjskie relacje co prawda jeszcze długo będą się potykać o sprawę zamordowanego w Londynie byłego agenta FSB, ale w razie konieczności można będzie o niej zapomnieć.
– Nie zmieniliśmy swojej pozycji w tym temacie [Londyn ciągle domaga się od Moskwy ekstradycji Andrieja Ługowoja podejrzanego o otrucie Litiwinienki – przyp. autora], a Rosja nie zmienia własnej. Nie próbuje zamieść tej sprawy pod dywan. Jednak nie uważam, aby przez to trzeba było zamrażać relacje. Nie odkładamy sprawy na bok. Trzeba rozwijać stosunki poza jej ramami – stanowczo wyjaśnił Cameron.
– Jeśli się nie mylę, to artykuł 61 rosyjskiej Konstytucji mówi: „Rosjanin nie może być wydany obcemu państwu dla sądu i śledztwa nad nim”. O tym trzeba pamiętać i odnosić się do tego z szacunkiem. Kogokolwiek, by to [ekstradycja – przyp. autora] nie dotyczyło, odpowiedź będzie jedna: to niemożliwe. Zapamiętajcie – konstatował Miedwiediew.
Warto zwrócić uwagę, że zarówno w Londynie, jak i w Moskwie trwają prace nad wyjściem z impasu wokół sprawy Litwinienki. Jak zauważają rosyjscy obserwatorzy, jedyną formą do zaakceptowania przez Kreml byłoby przeprowadzenie wspólnego brytyjsko-rosyjskiego śledztwa i w przypadku udowodnienia faktycznej winy Ługowoja aresztowanie go i osądzenie, ale w Rosji. Jednak takie rozwiązanie póki co nie jest do przyjęcia przez stronę brytyjską. Mimo że relacje polityczne zostały wznowione, to nadal nie ma możliwości odnowienia współpracy między służbami specjalnymi, nie jest to bowiem do zaakceptowania przez brytyjską opinię publiczną. Dlatego strony prawdopodobnie zaczną współpracę przez organizacje międzynarodowe lub pod ich egidą w ramach grup roboczych dotyczących konkretnych spraw, na przykład Afganistanu lub zwalczania handlu narkotykami.
Po rozmowie z Dmitrijem Miedwiediewem, a przed spotkaniem z Władimirem Putinem David Cameron spotkał się z rosyjskimi obrońcami praw człowieka w Centrum im. Sacharowa, gdzie poruszono między innymi sprawę Michaiła Chodorkowskiego czy Siergieja Magnitskiego, a także problemy z rejestracją opozycyjnych partii. Na spotkaniu byli przedstawiciele Fundacji Partnerstwa Socjalnego, Nonviolence International, Human Right Watch i innych organizacji zajmujących się obroną praw człowieka w Rosji. Ze słów uczestników wynikało, że Cameron orientuje się w wielu sprawach, jakie dzieją się w Rosji.
– Podobają mi się osobiste relacje z Dmitrijem Miedwiediewem. Jednak jako przedstawiciel swojego kraju, nadal będę zadawać mu ostre pytania we wszystkich wymienionych przez was sprawach – oświadczył brytyjski premier.
Szczególną uwagę brytyjski premier zwracał na sprawy Anny Politkowskiej, Aleksandra Litiwinienki i Siergieja Magnitskiego. Rosyjscy działacze nie pozostawili zachodnich standardów bez krytyki.
– Wspominaliśmy tragedię, która wydarzała się w USA dziesięć lat temu. Z przykrością zauważyłem, że wówczas niektóre zachodnie kraje uznały, że dla bezpieczeństwa można poświęcić niektóre prawa człowieka. W konsekwencji naruszeń, jakich dopuściły się te kraje, w dużej mierze pozwolono innym państwom stworzyć atmosferę do łamania praw człowieka – zauważył Siergiej Nikitin z Amnesty International.
Eksperci zwrócili także uwagę na wypowiedź Olega Orłowa z Memoriału udzieloną Cameronowi na pytanie, jakiej pomocy oczekują rosyjscy obrońcy od Zjednoczonego Królestwa.
– Oświadczyliśmy, że nikt nie może imputować z zewnątrz praw człowieka i demokracji. Jest to sfera odpowiedzialności rosyjskiego społeczeństwa. Myślę, że to spotkanie nam pomogło, stało się sygnałem dla rosyjskiej władzy – konstatował Orłow.
Po ponad półgodzinnym spotkaniu z rosyjskimi obrońcami praw człowieka David Cameron udał się na rozmowę z Władimirem Putinem. Rosyjski premier zauważył, że choć w ubiegłym roku Wielka Brytania zajęła pierwsze miejsce wśród rosyjskich handlowo-gospodarczych partnerów, to inwestycje w realny sektor gospodarki są nader skromne. W odpowiedzi Cameron zwrócił uwagę na skład brytyjskiej delegacji, obejmującej znaczną liczbę biznesmenów, „którzy są zainteresowani współpracą z rosyjskimi kolegami”. Z udziałem szefów obu rządów podpisano memorandum o współpracy Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich oraz Agencji Handlu i Inwestycji Wielkiej Brytanii. Oprócz memorandum podpisano umowy na łączną wartość 215 milionów funtów. A rosyjski Fundusz i brytyjska Agencja zadeklarowały, że przedstawią w listopadzie w Londynie realizacje wspólnych projektów inwestycyjnych.
Po spotkaniu w Moskwie analitycy zastanawiają się, czy Zjednoczone Królestwo wygrało, czy przegrało w sporze z Rosją. Zdaniem ekspertów, wizyta Davida Camerona w Moskwie była zwycięstwem interesów nad zasadami. Podpisano umowy na ponad 200 milionów funtów, uznano porozumienia związane z Partnerstwem dla Modernizacji, a rosyjskie władze obiecały, że rosyjskie BP nie będzie nękane przez ciągłe kontrole. Jednak – jak zauważa redaktor Konstantyn Eggert z Kommiersant FM – tak naprawdę rosyjscy politycy mają szacunek tylko dla tych, którzy przejawiają siłę w obronie swoich interesów, i podwójny dla tych, którzy mają jeszcze własne zasady. To znaczy, oficjalnie Rosjanie nie darzą ich zbytnią sympatią, ale w duszy ich szanują. Wydaje się, że David Cameron to zrozumiał. Nie bez powodu mówił o śmierci Litwinienki, spotkał się z obrońcami praw człowieka, z którymi omawiał sprawy Magnitskiego i Chodorkowskiego. A to pokazuje, jak desperacko próbował usiedzieć na dwóch krzesłach jednocześnie. Z jednej strony usiłował pokonać dawny kryzys w bilateralnych relacjach, który zrodził się za czasów Tonny’ego Blaira i Gordona Browna. Natomiast ogłaszając kolosalne cięcia w budżecie, był zobowiązany przejawiać troskę o nowe miejsca pracy dla Brytyjczyków. Właśnie dlatego tak wiele uwagi poświęcono brytyjskim inwestycjom w Rosji. Nie mógł również pominąć faktu, że Rosja, tak jak Wielka Brytania, jest stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ i brak stabilnych relacji przeszkadza w dialogu dotyczącym kluczowych dla Brytyjczyków spraw, czyli konfliktu w Libii i kryzysu w Syrii.
Z drugiej strony, jak zauważają eksperci, śmierć Aleksandra Litwinienki – obywatela Zjednoczonego Królestwa – pozostała w zbiorowej pamięci brytyjskich urzędników: prokuratorów, policjantów czy dyplomatów. Tego Cameron także nie jest w stanie obejść. Dotychczasową formą przypominania o tym, że Brytyjczycy niczego nie zapominają, były problemy z uzyskaniem wiz do Wielkiej Brytanii zarówno przez zwykłych obywateli, jak i urzędników. Kluczowe pozostaje pytanie, czy David Cameron odważy się wydać polecenie Ministerstwu Spraw Zagranicznych, aby uelastyczniono politykę wizową wobec Rosjan. Eksperci są zgodni, że odpowiedź twierdząca będzie prawdziwym przejawem resetu w stosunkach rosyjsko-brytyjskich.
Stanisław Szypowski jest współpracownikiem „Nowej Europy Wschodniej” i prawnikiem Kancelarii Prawnej Skoczyński Wachowiak Strykowski.
Brak komentarzy