
W rosyjskiej polityce jest tak, że decyzje naprawdę istotne zapadają bez wiedzy publiki. Głośne hasła zaś najczęściej okazują się humbugami.
Dlatego niedawny artykuł Władimira Putina w „Izwiestiach” proponujący powołanie nowej unii euroazjatyckiej trudno uznać za coś więcej niż chęć mocniejszego zaakcentowania powrotu na Kreml. Putin wraca i to w wielkim stylu – chciałoby się rzec za bohaterami jednego z filmów. Putin rzeczywiście wraca na Kreml, ale powrotu Związku Radzieckiego nie będzie. Po dwudziestu latach od rozpadu ZSRR i nieudanej reanimacji imperium podczas rozmów w Nowo-Ogariewie coraz mniej łączy Moskwę z dawnymi peryferiami.
Jeszcze dwadzieścia lat temu radzieccy/rosyjscy żołnierze stacjonowali w Niemczech i w Polsce (prawda, że już się pakowali, choć nie bardzo mieli się gdzie podziać). Centralna Europa jednak błyskawicznie uniezależniła się od imperium, potem w skład Wspólnoty Niepodległych Państw weszło mniej byłych republik, niż liczył ZSRR (Bałtowie od razu odmówili, Turkmenistan nie ratyfikował umowy, a w 2008 roku odpadła Gruzja), do niedawno powstałej unii celnej weszło jeszcze mniej podmiotów. Do uznania Abchazji i Osetii Południowej nie udało się Moskwie przekonać już ani jednej poradzieckiej republiki. Jak więc miałaby wyglądać taka integracja – czy te nieuznawane terytoria miałyby być z niej wyłączone? Absurd. A przecież trudno, żeby wchodziły w skład jednej organizacji z państwami, które nie uznają ich istnienia…
Rosja na różne sposoby próbowała utrzymać dawne republiki. Gdy próbowała wykorzystywać do tego surowce, kończyło się wojnami gazowymi – z Ukrainą i Białorusią (której prezydent Aleksander Łukaszenka zbił kapitał polityczny na nostalgii za ZSRR). Gdy czołgami chciała przywołać do porządku Gruzję, tak wystraszyła inne państwa w Europie, że przyjęły program Partnerstwa Wschodniego.
Głowy państw Europy Wschodniej rządzą niepodległymi krajami, są najczęściej przywódcami autorytarnymi, więc łatwiej im znaleźć wspólny język z autorytarnym Kremlem, ale to nie znaczy, że chcieliby się z nim dzielić władzą. Mają alternatywy dla współpracy z Rosją – Unię Europejską, Turcję, aktywne w Azji Centralnej Chiny i USA. Rosja nie do końca jest w stanie kontrolować własne terytorium – już dziś o Kaukazie Północnym mówi się „wewnętrzna zagranica”.
Trwa kryzys ekonomiczny. Zachód zajęty samym sobą nie będzie teraz mocno inwestował w oddalonej i biednej Europie Wschodniej ani gospodarczo, ani politycznie. Ale kryzys dotyka też Rosję i Władimir Putin nie ma wiele więcej asów w rękawie. Cóż może obiecać dawnym obywatelom ZSRR?
Pozostaje mu pisanie artykułów.
Andrzej Brzeziecki
Pozdrawiam wróżbitę - p. AB