
Donieccy politycy sprawiają wrażenie konsekwentnych i logicznych w działaniu. Sprawa Julii Tymoszenko poważnie nadszarpnęła tę reputację. Podejmowane decyzje miały charakter chaotyczny i nieprzemyślany. Pokazały także, że rządzący w Kijowie kierują się przede wszystkim siłą i strachem, a nie logiką.
Postawmy się w roli polityka obecnego obozu rządzącego. Naszym głównym celem powinna być marginalizacja najgroźniejszego opozycjonisty, a w tej roli występuje Julia Tymoszenko. Wszystkie działania władz przynosiły jednak efekt dokładnie odwrotny do zamierzonego. Chęć zemsty wzięła górę nad logicznym myśleniem.
Początkowo Julii Tymoszenko stawiano zarzuty w różnych sprawach: zakupu karetek dla przychodni, niecelowego wykorzystania pieniędzy pochodzących ze sprzedaży kwot emisji gazów cieplarnianych, czy też umów gazowych zawieranych z Rosją. Była premier przychodziła wtedy regularnie do Prokuratury Generalnej. Władze dały jej wspaniałą scenę do wystąpień i do krytyki, która była niemal codziennie pokazywana przez telewizję. Może na Ukrainie są problemy z wolnością słowa, ale Julia Tymoszenko zagościła wtedy w domach wielu Ukraińców, niekoniecznie tych, którzy oglądają tylko opozycyjny TVi, ale także popularne kanały 1plus1, TRK Ukraina czy nawet Inter, powiązany z szefem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Czy była premier byłaby w telewizji, gdyby nie przesłuchania? Nie, bowiem od czasu dojścia do władzy Wiktora Janukowycza miała naprawdę mało do powiedzenia zwykłym Ukraińcom. Ale to już jest temat na inny artykuł.
Później, 24 czerwca, rozpoczął się proces. Władze zadecydowały, że będzie on dotyczył sprawy umów gazowych. Mimo że jest ona kompletnie zagmatwana, doskonale pasuje do wizerunku Julii Tymoszenko jako „gazowej księżniczki”, a poza tym temat błękitnego paliwa jest zawsze na Ukrainie nośny. O wiele łatwiej przedstawić go Ukraińcom niż to, że ktoś jest sądzony za pojawienie się nowych karetek w wielu przychodniach, a emerytury udało się wypłacić tylko dzięki pieniądzom pochodzącym ze sprzedaży kwot emisji gazów cieplarnianych. Sam proces dotyczył jednak kwestii proceduralnych związanych z porozumieniami gazowymi. Zapewne jedyne, co Ukraińcy zapamiętają z tej części procesu, to ciągłe przekomarzanie się Julii Tymoszenko z sędzią Rodionem Kiriejewem. W końcu zabronił on filmowania i robienia zdjęć w czasie posiedzeń sądu aż do momentu ogłoszenia wyroku.
5 sierpnia sąd aresztował byłą premier. Decyzja była zaskakująca, bowiem Tymoszenko zawsze stawiała się na rozprawy, czasem trochę spóźniona, co w zakorkowanym, czteromilionowym Kijowie nie jest niczym niezwykłym. Prawdopodobnie, jak
pisałem, sędziego poniosły nerwy. Inna wersja mówi, że była to prowokacja jednej z grup biznesowych, chcącej doprowadzić do międzynarodowej izolacji Ukrainy, przynajmniej ze strony Zachodu. Krok ten sprowokował krytykę nie tylko z unijnych stolic, ale także Rosji i Stanów Zjednoczonych. Wokół sprawy Julii Tymoszenko znów zrobiło się głośno. Trudno uwierzyć, że w Administracji Prezydenta nie ma nikogo, kto był w stanie przemyśleć, jakie konsekwencje będzie miała decyzja sędziego. Dalej już nie wypadało się wycofać. Naturalną konsekwencją był wyrok, który zapadł 11 października. O ile poprzednie reakcje wspólnoty międzynarodowej były zawieruchą, to teraz mamy do czynienia z prawdziwą burzą. Wiktor Janukowycz zdążył pokłócić się ze wszystkimi i obecnie szuka wyjścia z tej sytuacji. Teraz widać, że albo władze są, delikatnie mówiąc, niemądre i podejmują nieprzemyślane decyzje albo rzeczywiście istnieje dość silna grupa dążąca do marginalizacji prezydenta na arenie międzynarodowej. Tu warto sobie przypomnieć historię z niewpuszczeniem na Ukrainę szefa kijowskiego biura Fundacji Konrada Adenauera Niko Langego. Podobno do systemu, który sprawdza dane paszportowe, ktoś, najprawdopodobniej Służba Bezpieczeństwa, wprowadził znaczek „zakaz wjazdu”. Stało się to tuż przed wizytą Wiktora Janukowycza w Niemczech.
Ukraiński prezydent stara się stworzyć wizerunek silnego człowieka, który umiał skupić w swoich rękach całą władzę. Zapomniał tu przy okazji o drugiej stronie medalu: ogromnej odpowiedzialności. Sprawa Julii Tymoszenko pokazuje jednak, że władza nie jest tak monolityczna, jak stara się to pokazać. Jest tak samo chaotyczna, jak poprzednia, choć starannie to ukrywa. W dodatku widać, że właściwie są dwie rzeczy, które rozumieją władze w Kijowie: siła i strach. I to właśnie tym się kierują, a nie logiką. Widać to na każdym kroku, począwszy od starannej ochrony Wiktora Janukowycza jako prezydenta przed ewentualnym fizycznym atakiem, poprzez strach i zdenerwowanie prezydenta w czasie przemówienia na uroczystości otwarcia Stadionu Olimpijskiego w Kijowie, gdy musiał przemawiać przed sześćdziesięciopięciotysięcznym, w większości wrogim mu tłumem (o wiele lepiej wypadał tu „słaby” Wiktor Juszczenko, który na podobnych uroczystościach w Doniecku, Charkowie i Dniepropietrowsku spotykał się z jeszcze większą nienawiścią), aż do histerycznych reakcji organów ścigania na każdą próbę sprzeciwu wobec władz, nawet tak śmieszną jak sprzedaż koszulek z humorystycznymi napisami dotyczącymi prezydenta, która skończyła się wyrywaniem przez oddziały specjalne kartonów z towarem. Doniecka władza rozumie tylko jedną zasadę: siłę. I powinna to zrozumieć niestety także Unia Europejska, prowadząc rozmowy z Ukrainą.
Obecne wykręcanie się od wyroku wydanego na Julię Tymoszenko i próba wyjścia z sytuacji to właśnie efekt jasnego przekazu Brukseli, który wywołał obawę przed zerwaniem negocjacji o umowie stowarzyszeniowej z Unią. Wiktor Janukowycz jest typową osobowością autorytarną – człowiekiem, który stara się być silny, ale szanuje silniejszego od siebie i podporządkowuje się mu. Z dwóch
pachanów, którym obecnie można się podporządkować, od Rosji silniejsza jest Unia Europejska, i to właśnie Zachód wybiera Wiktor Janukowycz. Nie rozumie jednak, że pod tą siłą nie chowa się jedynie strach przed utratą władzy, który jest motorem politycznym jego i kolegów z Rosji, a także pewne wartości, takie jak demokracja, prawa człowieka czy wolność słowa.
Piotr Pogorzelski jest korespondentem Polskiego Radia w Kijowie.
--
Zobacz także:
Andrzej Brzeziecki Tymoszenko nie jest jedna
Tomasz Kułakowski Tymoszenko będzie wolna
Piotr Andrusieczko Błąd i krótkowzrocznośćWitalij
Portnikow Życie na wulkanie
Brak komentarzy