
– Sztuka to obrazki miłości do życia – powiedział rosyjski pisarz Wiktor Jerofiejew na Europejskim Kongresie Kultury. Takie obrazki, przedstawione na białostockiej wystawie „Podróż na Wschód”, za którymi stoi historia i kontekst społeczno-kulturowy, to świetna lekcja realioznawstwa.
– Gdy dowiedziałam się, że program prezydencji Polski w Unii Europejskiej będzie realizowany również w Białymstoku i to w Galerii Arsenał, pomysł zaproszenia artystów z Armenii, Azerbejdżanu, Gruzji, Mołdawii, Ukrainy i Białorusi nasunął się automatycznie – mówi kurator wystawy Monika Szewczyk.
Wystawa, skupiająca blisko czterdziestu artystów, nie jest podzielona na pawilony narodowe, nie jest też rozłożona tematycznie. Podróż, w jaką udajemy się, zwiedzając wystawę, zmusza nas do przemieszczania się po całym mieście. Galeria Arsenał, będąca częścią „Wersalu Podlaskiego”, czyli późnobarokowego Pałacu Branickich, jest pierwszą „stacją”. Potem, idąc wytyczonym szlakiem – wyposażeni w minimapę – odkrywamy w mieście kolejne instalacje. Finałem była dziewiętnastowieczna Stara Elektrownia, gdzie znajdowała się największa część wystawowa. Na frontalnej ścianie zapraszał neon „Nowe Życie”.
To nie ogarek kulturyPomysłodawczynie Anna Łazar i Monika Szewczyk starały się uciec od polityczności, wyjść ze schematów narodowościowych i skupić się na zupełnie innym temacie: miłości i solidarności, jako materiale, z którego można budować społeczne i polityczne relacje ze Wschodem.
– Staram się nie myśleć o wystawie w kategorii misji niesienia ogarka kultury na Wschód, bo już dawno nie mamy do tego prawa. Wschód spotkał się z Zachodem ponad naszymi głowami – mówi Monika Szewczyk. – Ta wystawa na pewno jest ważna dla artystów z Partnerstwa Wschodniego. Ale myślę, że ważniejsza jest dla nas – dodaje.
Radość z multikulturalizmuMyśląc o państwach za wschodnią granicą, szczególnie muzułmańskich, często jesteśmy uwięzieni w schematach. Gruzińska Bouillon Group na otwarciu wystawy przedstawiła
performance, w którym grupa wykonywała ćwiczenia ruchowe na bazie gestów religijnych trzech wyznań: chrześcijaństwa, judaizmu i islamu. Ten „religijny aerobik” sugeruje, że łatwo wyjść ze stereotypów, odrzucając wymiar religijny, a stawiając na pierwszym planie człowieczeństwo.
Po wejściu do ciemnej sali oświetlonej jedynie dwoma lampkami zapalającymi się naprzemiennie po dwóch stronach stołu początkowo widać tylko to, co stoi na blacie: plastikowe łyżeczki, puste butelki, pudełko papierosów. Na jednej ścianie powstał obraz cieni wieżowców, drapaczy chmur, osiągnięć cywilizacyjnych Zachodu. Druga lampka rzucała cień w kształcie muzułmańskiego miasta z meczetem i minaretami. Azerski twórca Raszad Alakbarow, bawiąc się światłocieniem, obnaża schemat myślowy: duchowość Wschodu kontra biurokracja Zachodu.
Dwie azerskie krytyczki sztuki Leila Achundzada i Sabina Szichlinskaja zinterpretowały tę instalację dla rocznika „Art Practise and Research”: „Azerska sztuka współczesna była ukształtowana przez dwie cywilizacje: wschodnią i zachodnią, co symbolicznie przedstawia instalacja Raszada Akbarowa. (…) Powinniśmy pamiętać, że nadal (…) Czerpiemy radość z bycia częścią tego multikulturalnego środowiska”.
To, o czym należy dyskutowaćMimo próby ucieczki od tematu w projektach przebijały wątki polityczne.
– Kontekst dotychczasowych doświadczeń jest nieunikniony. Nie sposób transformować, stosując wyparcie. Komunistyczna przeszłość jest tematem refleksji w sztuce wszystkich państw bloku. Istotny jest wyraźny ironiczny dystans do niej i gotowość artystów do podjęcia zasugerowanego im tematu, czyli miłości – komentuje Monika Szewczyk.
Akrylowe znaki i napisy na płótnie Babiego Badalowa, nawiązujące do azerskiej tradycji ornamentalnej, przywołują sprawę Anny Politkowskiej (7 października minęło pięć lat od śmierci dziennikarki): „
I am sad artEast. Anna Politkovska was killed in Russia”. Autor skomentował sytuację wschodniego artysty w wywiadzie dla rosyjskojęzycznego portalu BBC: „W Rosji artyści nigdy się nie nudzą. Tam bardzo ciężko żyć ze sztuki. Dyskutują o tym, o czym naprawdę należy dyskutować. Jest dużo ironii i dużo śmiechu”.
Instytucja a artystaTwórcom, którzy przedstawili swoje prace w „Podróży na Wschód”, ciężko jest przebić się do szerszej publiczności. Według kuratorki, klimat starej elektrowni idealnie nawiązuje do kondycji wschodnich instytucji kultury: „To sztuka, która radzi sobie w każdych warunkach”.
Temat braku odpowiedniej infrastruktury artystycznej za wschodnią granicą podjął również mołdawski artysta Dumitru Oboroc w pracy „… a instytucja kocha Mnie!”. Odciskając swoje pomalowane szminką usta na ścianie galerii, zwrócił uwagę na problem „nieodwzajemnionej miłości” artysty do instytucji, która powinna wspierać jego działania.
Wielowymiarowość tematyczna tworzy z pozornie nieuporządkowanych projektów homogeniczną całość. Przywoływanie historycznych momentów, jak między innymi rozbrzmiewający w starej elektrowni hymn pierestrojki Wiktora Coja
Pieremien, zdają się uzasadniać niemoc i frustrację, często owiane nutą ironii. Podczas Europejskiego Kongresu Kultury Zygmunt Bauman podkreślał zasadność głównego przesłania: „Kultura dla zmiany społecznej”. Będąc odbiorcą wystawy „Podróż na Wschód”, mam silne wrażenie, że służba, jaką pełni sztuka w państwach Europy Wschodniej, jest kluczowa.
Karolina Słowik
***
Wystawa „Podróż na Wschód” została zorganizowana w ramach Krajowego Programu Kulturalnego Polskiej Prezydencji 2011.
Brak komentarzy