TOMASZ KUŁAKOWSKI: Julia Tymoszenko powinna wyjść z więzienia jeszcze w tym roku, ponieważ celem władz nie jest jej więzienie, tylko usunięcie z polityki. Nie wiadomo jednak, na jakiej podstawie prawnej była premier opuści areszt. Możliwości jest kilka, od skasowania wyroku sądu pierwszej instancji przez sąd apelacyjny w Kijowi po dekryminalizację artykułu 365 kodeksu karnego, który przewiduje karę pozbawienia wolności za „nadużycie władzy lub przekroczenie uprawnień służbowych”. WOŁODYMYR HORBACZ: Władza szuka wyjścia z sytuacji, w jakiej znalazła się na własne życzenie. Oprócz rozwiązań, które pan wymienił, możliwe jest również skierowanie sprawy do prokuratury do ponownego rozpatrzenia przez sąd apelacyjny. To zablokowałoby ewentualne wysłanie zażalenia do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości przez Julię Tymoszenko i zamknęłoby usta krytykom z Unii Europejskiej. Ponowne rozpatrywanie sprawy zmusiłoby Tymoszenko do pozostania w miejscu zameldowania. Przez długie miesiące „żelazna” Julia nie mogłaby opuszczać Kijowa i prowadzić kampanii wyborczej w terenie.
Co do prezydenckiego projektu dekryminalizacji, który został odrzucony w pierwszym czytaniu w parlamencie, władze zapewne znajdą inne rozwiązania. Gdyby dekryminalizacja 365 artykułu kodeksu karnego weszła w życie, z więzienia musieliby również wyjść milicjanci czy urzędnicy, którzy złamali prawo.
Sprawa Julii Tymoszenko jest absurdem. Ukraińsko-rosyjski kontrakt gazowy, za który jest sądzona Tymoszenko, „zalegalizował” sam Wiktor Janukowycz, gdy w kwietniu 2010 roku podpisał z rosyjskim prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem tak zwane umowy charkowskie. Na ich mocy Ukraina otrzymała zniżkę na gaz, w zamian za pozostawienie na Krymie rosyjskiej Floty Czarnomorskiej na kolejne dwadzieścia pięć lat.
Janukowycz nienawidzi Tymoszenko i mści się za wieloletnie upokorzenia. Czy w otoczeniu prezydenta są ludzie, którym również zależy na politycznej śmierci byłej premier?Należałoby odpowiedzieć na pytanie, za co jest sądzona Tymoszenko, bo przecież nie za przekroczenie uprawnień przy podpisywaniu umowy gazowej z Rosją. Prawdziwym motywem jest sprawa spółki RosUkrEnergo, której była premier bezprawnie odebrała 16 miliardów metrów sześciennych gazu. Współwłaściciel firmy Dmytro Firtasz zaangażował się w kampanię wyborczą Janukowycza, by odzyskać to, co stracił. I to mu się udało. Z ekonomicznego punktu widzenia jemu najbardziej zależy na zniszczeniu Tymoszenko.
Jednak więcej motywów do skompromitowania byłej premier ma Wiktor Janukowycz, który nie kieruje się logiką, lecz emocjami. Jego nienawiścią do kobiety z warkoczem zaplecionym wokół głowy powinni zająć się psychologowie. Tymoszenko piętnowała kryminalną przeszłość Janukowycza, starała się nie dopuścić go do startu w wyborach parlamentarnych w 2007 roku. Nie udało jej się odebrać biernego prawa wyborczego kandydatom skazanym prawomocnym wyrokiem. Teraz Janukowycz się mści. Polityk z Doniecka ma kompleksy związane ze swoim pobytem w więzieniu, a Tymoszenko nie pozwala mu zapomnieć o skazie na życiorysie.
Janukowycz znalazł się w ślepym zaułku. Musi wypuścić Tymoszenko, by podpisać umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską i nie doprowadzić do izolacji Ukrainy, jak uczynił białoruski sąsiad Aleksander Łukaszenka. Co zrobi ukraiński prezydent?Sprawy zaszły za daleko, by wrócić do punktu wyjścia. Zaufanie do reżimu zostało nadszarpnięte. Janukowyczowi pozostały dwa scenariusze. Po pierwsze, w celu utrzymania władzy za wszelką cenę wzmacniać autorytarne tendencje, ograniczać demokrację i terroryzować państwo służbami specjalnymi, tak jak czyni to Aleksander Łukaszenka. Może także pójść na ustępstwa – stopniową demokratyzację, oznaczającą wcześniejsze bądź późniejsze oddanie władzy.
Obawiam się, że Janukowycz wybierze czarny scenariusz. Jednak nie spełni się on, ponieważ Ukraińcy to nie Rosjanie czy Białorusini. Nie da się zaprowadzić autorytaryzmu bez społecznego przyzwolenia. Mając kilkanaście procent poparcia, nie można dyktować warunków.
Ukraińską scenę polityczną zdominował duet Tymoszenko-Janukowycz. Martwi nijakość opozycji, nie widać nikogo, kto mógłby zająć miejsce Julii Tymoszenko. A była premier i tak jest skompromitowana dwukrotnymi populistycznymi rządami, w których rozdawała pieniądze bez pokrycia i udowodniła, że nie potrafi zarządzać tak dużą strukturą.Poprzez proces przeciwko Julii Tymoszenko Wiktor Janukowycz „mianował” ją liderem opozycji. Dał wyborcom do zrozumienia, że boi się jej, że to ona jest jego głównym wrogiem. Polityk z Doniecka przyczynił się do renesansu Julii Tymoszenko po przegranych wyborach prezydenckich z 2010 roku. Gdyby wymiar sprawiedliwości zostawił ją w spokoju, to Tymoszenko traciłaby popularność, przez co inni mogliby zająć jej miejsce.
Następcą Julii Tymoszenko mógłby być młody polityk Arsenij Jaceniuk, lider Frontu Zmian, „numer dwa” opozycji. Jego celem jest przejęcie elektoratu byłej szefowej rządu w Kijowie. Jaceniuk po cichu liczy na rolę przywódcy sił opozycyjnych i start w wyborach prezydenckich w 2015 roku, o ile Tymoszenko nie będzie mogła kandydować.
Alternatywą dla Jaceniuka jest Ołeksandr Turczynow, prawa ręka Tymoszenko, wiceszef parlamentarnego bloku jej imienia. On też mógłby powalczyć z Janukowyczem w demokratycznych wyborach.
Czy Julia Tymoszenko może coś jeszcze zaproponować Ukraińcom? Szansą na powrót do władzy jest oparcie programu wyborczego na hasłach walki z oligarchami. Gdy na wiecach Tymoszenko będzie domagać się „rozkułaczania” bogaczy i odbierania im skradzionej państwu własności, wyborcy mogą jej ponownie zaufać i zapomnieć o starych grzechach.
Wołodymyr Horbacz jest ukraińskim politologiem, ekspertem do spraw międzynarodowych z kijowskiego Instytutu Współpracy Euroatlantyckiej. Na początku października przebywał w Krakowie na zaproszenie Instytutu Wschodnich Inicjatyw.
Tomasz Kułakowski jest dziennikarzem Polskiego Radia, stałym współpracownikiem „Nowej Europy Wschodniej”.
Brak komentarzy