NEW |   Dwumiesięcznik społeczno-polityczny poświęcony Europie Wschodniej
en ru ua
O NAS | REDAKCJA | PRENUMERATA | GDZIE NAS KUPIĆ | REKLAMA | WYDAWCA | KONTAKT | RSS RSS

Rosyjska małpa na drzewie

kategorie: Publicystyka
dodano: 2011-10-21 19:00:00 przez: Zbigniew Rokita

W Osetii Południowej trwa kampania przed wyborami prezydenckimi. Interesujące jest to, że Moskwa nie wyznaczyła jeszcze swojego namiestnika w parapaństwie.

W Osetii Południowej na 13 listopada zostały wyznaczone wybory prezydenckie. To pierwsza elekcja osetyjskiego przywódcy po wojnie sierpniowej i uznaniu republiki przez Rosję. Poza Moskwą niepodległość parapaństwa uznała również Wenezuela, Nikaragua i Nauru. Na marginesie można wspomnieć, że Nauru, trzecie najmniejsze państwo świata, natychmiast po podjęciu decyzji otrzymało od Rosji „ekonomiczną pomoc” w wysokości 50 milionów dolarów – 3,5 tysiąca dolarów na mieszkańca.

Osetia Południowa znajduje się w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej (gorszej niż Abchazja) i jest całkowicie zależna od Moskwy. Znaczna część społeczeństwa południowoosetyjskiego darzy Rosjan szacunkiem. Zresztą Osetyjczycy są tradycyjnie związani z Rosją, bowiem w XVIII wieku zostali przyłączeni do imperium carów. Pozostawali wierni centrum – czy to przez wspólnotę wyznania wyróżniającą ich na tle innych narodów północnokaukaskich, czy to traktując Rosję jako gwaranta własnego bezpieczeństwa. A Moskwie ziemie osetyjskie były niezbędne – przez wąwóz Darialski, przebiegający przez Osetię Północną i Południową, ciągnie się słynna Droga Wojenna, a więc jedyny szlak w górach kaukaskich, którym mogą przeprawić się ciężkie wojska. Kontrola nad tym miejscem umożliwiła imperium opanowanie Kaukazu Południowego. Potem, w przeciwieństwie do ludów wajnachskich, ałtajskich czy dagestańskich, Osetyjczyków ominęły stalinowskie deportacje podczas drugiej wojny światowej (z czym zresztą łączy się geneza konfliktu o prigorodny rejon). Po upadku Związku Radzieckiego Rosjanie dwukrotnie poparli ich w walkach z Gruzinami – w 1991 i 2008 roku.

W kontekście zbliżających się wyborów głos Moskwy będzie kluczowy w dwóch kwestiach: kto zostanie prezydentem i jak poradzić sobie z trudną sytuacją w czasie kampanii.

Ostatnie dziesięć lat republiką niepodzielnie rządził Eduard Kokojty. Kiedy Sąd Najwyższy nie wyraził zgody na przeprowadzenie referendum dopuszczającego Kokojty’ego do udziału w kolejnych wyborach, sytuacja się skomplikowała. Prezydent naznaczył na swojego następcę ministra sytuacji nadzwyczajnych Anatoloja Bibiłowa – gwaranta pozostania Kokojty’ego na szczycie władzy. Pojawili się też inni kandydaci, z których najpoważniejszym okazał się trener rosyjskiej reprezentacji zapaśników Dżambulat Tiediejew. Wcale nie oznaczało to początku normalnej walki przedwyborczej. Opozycjonisty nie zarejestrowano (zresztą nie tylko jego). Nie spełnił on wymogu przebywania na terytorium republiki przez ostatnie dziesięć lat (notabene prawo to wprowadzono tuż przed wyborami). Po ogłoszeniu decyzji jego zwolennicy próbowali szturmować budynek Centralnej Komisji Wyborczej, a następnie, dowiedziawszy się, że Kokojty chce wykorzystać zamieszki jako pretekst do zatrzymania Tiediejewa, otoczyli jego dom. Kolejne osoby popierające opozycyjnego kandydata przybywały do Cchinwali, więc władza postanowiła zamknąć granice republiki, zabraniając wjazdu nawet obywatelom rosyjskim. Tiediejewa udało się deportować („aby zapobiec dalszym prowokacjom”), jednak nikt nie dostanie się do Osetii Południowej aż do końca kampanii wyborczej. Parlament zdominowany przez partię władzy (Jedność) wyraził w tym czasie wotum nieufności wobec komunistycznego przewodniczącego izby ustawodawczej, który podobno prowadził rozmowy z opozycją.

Najważniejsze jest jednak to, kto zdobędzie carski jarłyk. Tymczasem Moskwa nie poparła jednoznacznie żadnego z kandydatów (chociaż każdy z nich uważa, że to właśnie on cieszy się sympatią Kremla). Nie zajmując stanowiska, Rosja daje w praktyce wolną rękę stronom konfliktu, co przyczyni się do dalszego zaognienia sytuacji. Bibiłow cieszy się w sondażach zaufaniem rzędu 2,5 procent, Eduard Kokojty – 14,9 procent, a Władimir Putin aż 65 procent. Nie ma więc wątpliwości, że Osetyjczycy zamiast własnego posłuchaliby rosyjskiego przywódcy. Kreml nie wysunął do tej pory swojego kandydata z dwóch powodów. Po pierwsze, ma ważniejsze rzeczy na głowie niż angażowanie się w wydarzenia w prowincji imperium – chociażby nadchodzące wybory parlamentarne w Rosji, które nie będą już prostym referendum popularności Putina jak cztery lata temu. W Osetii Południowej niemożliwe jest pojawienie się polityka mogącego uniezależnić się od Moskwy, więc  dla centrum nie jest pierwszorzędną kwestią to, z kim będzie trzeba rozmawiać przez następne lata. Po drugie, z powodu niskiego zaufania społeczeństwa do kandydatów Rosja nie chce podejmować ryzyka, że udzieli poparcia politykowi, który nie okaże się on zwycięzcą. Byłaby to porażka wizerunkowa Moskwy jako patrona parapaństwa.

Putin z niedawnego pobytu w Pekinie zapamiętał lekcję chińskiej filozofii: należy być małpą siedzącą na drzewie, która patrzy, jak biją się tygrysy. A rozmawiać należy z tym, kto okaże się silniejszy.

Zbigniew Rokita
Romahn @2011-10-21 22:25:53
fajny, kompetentny tekst. Może trochę przydługi, ale puenta z małpą rewelacyjna ! :)
Tadeusz @2011-10-22 23:44:41
Świetny tekst. Wszystko jasno pokazane. Koniec jest rewelacyjny.
damian @2011-10-29 14:14:09
trochę za długi tekst, tak to całkiem dobry

NEW 3-4/2012
Fotogalerie:
Komentowane:
Znajdź nas na:
Znajdź nas na Facebooku Znajdź nas na YouTube Znajdź nas w Salonie24
1%
Cytat:
Naprawdę w Polsce można być w polityce i niczym się nie interesować. Wszyscy znają się na Rosji, a prawie nikt tak naprawdę się nią nie interesuje, nie wie, co się z nią dzieje. Bo ona jest potrzebna jako pretekst, straszak, nic ponadto.
Wiesław Walendziak
„Krytyka Polityczna” 22/2010
Polecamy: