PRZEGLĄD MOŁDAWSKIDo końca roku w Mołdawii pojawi się prawdopodobnie dwóch nowych prezydentów. Pierwszy zostanie wybrany w Kiszyniowie, drugi – niecały miesiąc później – w Tyraspolu. Zarówno dla oficjalnej Mołdawii, jak i dla separatystycznego Naddniestrza będą to wybory przełomowe.
Mołdawski parlament wyznaczył datę wyborów prezydenta na 18 listopada 2011 roku. Jest to pokłosie decyzji Sądu Konstytucyjnego, który oświadczył, że w przypadku niewybrania prezydenta w ciągu roku od zawiązania się obecnego parlamentu należy go ponownie rozwiązać i wyznaczyć datę przyśpieszonych wyborów (byłyby to trzecie przyśpieszone wybory w ciągu niecałych trzech lat). Rządzący Sojusz na Rzecz Integracji Europejskiej stanął przed wyborem – spróbować ponownie wybrać prezydenta, od razu rozwiązać parlament bądź kontynuować kadencję, narażając się na oskarżenia o uzurpację władzy.
Warto przypomnieć, że zgodnie z mołdawską konstytucją prezydenta wybiera parlament większością sześćdziesięciu jeden głosów, a rządząca koalicja dysponuje pięćdziesięcioma dziewięcioma mandatami. Termin zgłaszania kandydatów upływa 15 listopada i jak do tej pory oficjalnie nie został zarejestrowany żaden kandydat. Po wtorkowym spotkanie Rady Sojuszu na Rzecz Integracji Europejskiej wiadomo, że kandydatem koalicji pozostaje lider Partii Demokratycznej Marian Lupu. Partia Komunistów oficjalnie sprzeciwia się tej kandydaturze (Lupu był niegdyś prominentnym działaczem PKRM), a półoficjalnie wiadomo również, że kandydatura ta jest nie do przyjęcia dla premiera Vlada Filata (czyli koalicyjnego partnera Lupu). Wynika to z rywalizacji politycznej dwóch polityków i wzajemnej niechęci (Filat oskarża Lupu, że faktycznie wykonuje polecenia biznesmena Władimira Płachotniuka). Oficjalnym kandydatem Partii Komunistów pozostaje wciąż Zenaida Greczany. Wydaje się jednak, że jeśli prezydent miałby być wybrany 18 listopada, to nie będzie nim ani Lupu, ani Greczany. Od jakiegoś czasu trwają rozmowy pomiędzy koalicją a opozycją nad wspólnym kandydatem. Często pada idea wyboru kandydata apolitycznego, jednak komentatorzy podkreślają, że mimo iż byłoby to najlepsze rozwiązanie, to wydaje się mało prawdopodobne. Na giełdzie nazwisk wysoko stoją też: wiceprzewodniczący Partii Demokratycznej Dmitrij Diakow i były premier Ion Sturza (niezwiązany obecnie z żadną z opcji). Lupu podkreśla, że nie będzie upierał się przy swojej kandydaturze.
W najtrudniejszej sytuacji jest obecnie premier Filat. Jeśli wybór prezydenta nie powiedzie się, to przyspieszone wybory odbędą się na przełomie zimy i wiosny 2011 roku. Zmęczeni przedłużającym się kryzysem politycznym Mołdawianie mogą ponownie oddać władzę Partii Komunistów. Po wyborach może również zawiązać się koalicja Partii Komunistów z Partią Demokratyczną – spór pomiędzy Filatem a Lupu jest już tak silny, że obecna koalicja wydaje się coraz bardziej wirtualna. Zadaniem premiera jest więc „zdobycie” chociaż dwóch niezbędnych głosów do wyboru prezydenta, ponieważ przyspieszone wybory mogą być dla niego bardzo ryzykowne. Komunistom natomiast nie zależy aż tak na trwaniu obecnego parlamentu, dlatego zapewne będą nieustępliwi w politycznych targach. Przyspieszone wybory mogą być im na rękę, zwłaszcza że odbędą się one po ciężkim, ze względu na wzrost cen, sezonie opałowym.
***
Na ostatnim posiedzeniu parlamentu (14 października, jeszcze przed wyznaczeniem daty wyborów prezydenckich) doszło do bezprecedensowego wspólnego głosowania frakcji Partii Komunistów i liberalnych demokratów w sprawie wniosku o wprowadzenie zmian w prawie umożliwiających odwołanie dyrektora Narodowej Komisji Finansów, Generalnego Prokuratora i szefa Służby Informacji i Bezpieczeństwa. Wcześniej premier Filat w długiej tyradzie zaatakował wspomnianych, obwiniając ich o niezapobieżenie spekulanckim atakom na mołdawskie banki. Wszyscy oskarżeni są związani z Partią Demokratyczną Mariana Lupu, który prowadził obrady parlamentu. Lupu zapowiedział, że nie podda wniosku pod głosowanie, ponieważ jest on niezgodny z prawem. Premier Filat zagroził, że jeśli tak się stanie, to parlament wybierze nowego przewodniczącego, co oznaczałoby faktyczny koniec koalicji. Członkowie Partii Demokratycznej oraz Partii Liberalnej grzmieli, że takie działanie na pewno świadczy o planowaniu przez premiera sojuszu z komunistami. Póki co sytuacja nie znalazła jeszcze rozwiązania. Przewodniczący parlamentu zasłania się koniecznością zaopiniowania wniosku przez Komisję Wenecką. Taki krok Filata można odebrać jako „ucieczkę do przodu” przed wyborami prezydenckimi. Poprzez osłabienie pozycji Lupu, premier chciał pokazać, że również on jest w stanie dogadywać się z PKRM, być może również sugerując, że ma poważne „haki” na lidera demokratów.
***
W Mołdawii głośno jest o ucieczce rosyjskiego blogera Eduarda Bagirowa. Mieszkający tam Rosjanin prowadził popularny blog, a w czerwcu tego roku mołdawska prokuratura oskarżyła go o „organizację grupy przestępczej” i prowokowanie „masowych zamieszek”. Oskarżenia dotyczą wydarzeń z 6 i 7 kwietnia 2009 roku, czyli zamieszek w trakcie tak zwanej „mołdawskiej rewolucji”. 18 października bieżącego roku okazało się, że Bagirow uciekł z aresztu domowego. Podejrzewa się, że przewieziono go w bagażniku samochodu przez Naddniestrze aż do Odessy, skąd poleciał samolotem do Moskwy. Ucieczka blogera ma wymiar polityczny zarówno w skali międzynarodowej, jak i państwowej. O Bagirowa od dawna upominało się rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, twierdząc, że był on bezprawnie aresztowany. Szef Partii Liberalnej Mihail Ghimpu zasugerował, że z ucieczką Bagirowa może mieć coś wspólnego premier Filat – przydarzyła się bowiem po spotkaniu premiera z Władimirem Putinem. Natomiast Filat podkreśla, że sprawa Bagirowa wystarczy, by zdymisjonować Prokuratora Generalnego.
***
14 października naczelny lekarz Federacji Rosyjskiej i szef federalnego sanepidu Gienadij Oniszczenko ogłosił zamiar wprowadzenia embarga na wwóz koniaków produkowanych przez znaną tyraspolską fabrykę win i napojów alkoholowych Kwint. Nie chciał jednak komentować przyczyn tej decyzji. Ograniczył się jedynie do lakonicznego: „Oczywiście, że nasze uwagi odnoszą się do jakości, a do czegóż by jeszcze?”. Oniszczenko podkreślał także, że wątpliwości wyrażane przez urząd mają „poważne podstawy”. Po konferencji prasowej nie odbierał jednak telefonów i odmawiał dalszych wyjaśnień w tej sprawie. Oświadczenie szefa sanepidu szybko doczekało się odpowiedzi zarówno ze strony mediów, jak i politologów: „Tak wyraźnego potwierdzenia wykorzystywania sanepidu do celów politycznych jeszcze nie było” – przyznał w rozmowie z „Kommiersantem” Fiodor Łukianow, redaktor naczelny szanowanego politologicznego czasopisma „Rosja w Globalnej Polityce”.
Prasa rosyjska, podobnie jak Łukianow, nie ma wątpliwości co do faktycznych przyczyn wprowadzenia zakazu. Dziennikarze „Kommiersanta” wyliczają sytuacje, w których embargo stosowane było jako broń polityczna i ekonomiczna, podając między innymi przykład białoruskiego mleka w 2009 roku czy win i słynnej gruzińskiej wody mineralnej Borjomi w roku 2006. Podważanie jakości legendarnych i uznawanych za najznakomitsze w byłym ZSRR koniaków tyraspolskich budzi zrozumiałą wątpliwość mediów i opinii publicznej. Widoczne stają się tu przyczyny o charakterze politycznym, związane z nadchodzącymi wyborami prezydenckimi w nieuznawanym Naddniestrzu. Wystarczy przypomnieć, że 13 października, a więc dzień przed ogłoszeniem planowanego embarga, szef Administracji Prezydenta Federacji Rosyjskiej Siergiej Naryszkin publicznie ogłosił, że Kreml rekomendował Igorowi Smirnowowi, pierwszemu i jak dotąd jedynemu prezydentowi nieuznawanej Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawii, by nie startował w najbliższych wyborach prezydenckich 11 grudnia 2011 roku. Smirnow zignorował sugestie Kremla, podtrzymując swoją kandydaturę, co ogłosił już w połowie września wyborcom zebranym w Grigoriopolu: „Podjąłem decyzję, aby jeszcze raz poprosić lud naddniestrzański o zaufanie na następną kadencję prezydencką. Z każdym kolejnym rokiem czas pracuje na rzecz uznania naszego państwa i jest to podstawowy powód, dla którego startuję w wyborach po raz kolejny”.
Tajemnicą poliszynela jest to, że Kreml popiera innego kandydata na stanowisko prezydenta nieuznawanej republiki. Jest nim obecny przewodniczący Rady Najwyższej i szef opozycyjnej partii Obnowlienije Anatolij Kamiński. Naryszkin wielokrotnie ciepło wypowiadał się o tym polityku, nazywając go między innymi „godnym kandydatem” prezentującym „realny i konkretny program polityczny”. Kreml już w lipcu wsparł Kamińskiego, dając mu wyłączne prawo do korzystania w kampanii wyborczej z wizerunku Władimira Putina. Młodszy o niemal dziesięć lat od Smirnowa Kamiński nie ma jednak zbyt dużych szans na zwycięstwo. Smirnow jest dla wielu Naddniestrzan narodowym bohaterem, wodzem, który poprowadził kraj do niepodległości podczas wojny z Mołdawią w 1992 roku. Jest też politykiem wyrazistym i sprawdzonym. Kamińskiemu wytyka się natomiast brak charyzmy i małą ekspresyjność. Jeśli więc Igor Smirnow nie zrezygnuje, to Kamińskiemu, nawet z wizerunkiem Putina na swych plakatach wyborczych, może być trudno zdobyć przewagę nad swoim przeciwnikiem.
Prawdopodobnie Rosja nie będzie w stanie zdziałać zbyt wiele. Do wyborów pozostało nieco ponad półtora miesiąca, zaś wprowadzenie sankcji byłoby, zdaniem Fiodora Łukianowa, „aktem desperacji”, ostatnim możliwym ruchem, który – jeśli się nie sprawdzi – udowodni jedynie, że wpływ Moskwy na decyzje zapadające w Tyraspolu nie jest wcale tak duży, jak sądzono jeszcze przed kilkoma miesiącami. Tymczasem nie wydaje się, by Smirnow chciał rezygnować z gry o fotel prezydenta. Swą determinację udowodnił już wielokrotnie, nie poddając się wcześniejszym naciskom Kremla. Proponowano mu na przykład rezygnację z gwarancją osobistego bezpieczeństwa i zachowania kontroli nad zarządzanymi przez niego przedsiębiorstwami. Gdy to nie pomogło, Moskwa zarzuciła mu defraudację pomocy finansowej z Rosji. Nie udało się jednak udowodnić tych zarzutów.
Pozostaje więc jedynie pytanie o źródła niechęci Moskwy do niegdysiejszego partnera i wypróbowanego sojusznika. W kuluarach mówi się, że Smirnow, niedopuszczający już możliwości zjednoczenia z Mołdawią, stanowi przeszkodę w realizacji nowego planu Miedwiediewa, który zakłada właśnie reintegrację Mołdowy z separatystyczną republiką. Wedle niektórych źródeł, zjednoczona Mołdawia musiałaby pozostać krajem permanentnie neutralnym, a ewentualna chęć wejścia w natowskie struktury spotkałaby się z ostrym sprzeciwem mieszkańców lewego brzegu Dniestru. Dla Rosji, której zależy przede wszystkim na zachowaniu bezpieczeństwa strategicznego, taki wariant mógłby być korzystny: poprawiłby jej wizerunek na świecie, przerzucił koszta utrzymania Naddniestrza na barki Mołdawii i organizacji międzynarodowych oraz gwarantował, że Mołdawia nie połączy się z Rumunią ani nie wstąpi do NATO.
Kamil Całus i Piotr Oleksy
Brak komentarzy