NEW |   Dwumiesięcznik społeczno-polityczny poświęcony Europie Wschodniej
en ru ua
O NAS | REDAKCJA | PRENUMERATA | GDZIE NAS KUPIĆ | REKLAMA | WYDAWCA | KONTAKT | RSS RSS

Berlin patrzy na rosyjską tandemokrację

kategorie: Numer 6/2011, Publicystyka
dodano: 2011-10-30 13:00:00 przez: Cornelius Ochmann

Spekulacje na temat przyszłego prezydenta Rosji zajmowały niemieckie media od kilku miesięcy. Decyzja kanclerz Angeli Merkel o „przesunięciu” planowanej na wrzesień wizyty w Rosji, której celem był udział w konferencji w Jarosławiu pod patronatem prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, przyczyniła się do nowych spekulacji na temat przyszłego prezydenta Rosji. Merkel miała być głównym mówcą na tegorocznej konferencji w Jarosławiu.

„Przesunięcie” wizyty w Rosji zostało jednoznacznie przyjęte za sygnał w kierunku Moskwy, że „strategiczne partnerstwo” Berlina nie jest uzależnione od osoby urzędującej na Kremlu. Mianowanie Putina na następcę Miedwiediewa zostało przyjęte spokojnie, wręcz obojętnie. Wizyta papieża w Niemczech była ważniejsza niż oczekiwana roszada w Moskwie.

Kluczowym tematem w relacjach niemiecko-rosyjskich są stosunki gospodarcze. Dla niemieckiej gospodarki Rosja jest najważniejszym partnerem energetycznym (wartość importu nośników energii wynosi 30 miliardów euro) i drugim co do wielkości po Polsce partnerem handlowym na wschodzie Europy. Wymiana handlowa z Rosją w 2010 roku miała wartość 58 miliardów euro, z czego tylko 26 miliardów euro wynosił niemiecki eksport. Wyniki handlowe pierwszego półrocza 2011 roku wskazują na wzrost znaczenia Rosji w niemieckim eksporcie (+38 procent).

W przyszłym roku wymiana handlowa między Berlinem a Moskwą najprawdopodobniej wzrośnie, ponieważ zostanie uruchomiony gazociąg północny. Uzależnienie niemieckiej gospodarki od importu gazu z Rosji będzie w następnych latach zwiększało się proporcjonalnie do stopniowego wyłączania kolejnych elektrowni atomowych. Aż do roku 2020, to znaczy do czasu wyłączenia ostatniej elektrowni atomowej, niemiecka gospodarka musi nastawić się na inne źródła energii. Decyzja Merkel o rezygnacji Niemiec z energii atomowej nie była konsultowana z żadnym partnerem w Unii Europejskiej. Konsekwencje polityczne tej decyzji są wielowymiarowe rząd niemiecki postawił pod znakiem zapytania europejską politykę energetyczną i zwiększył automatycznie uzależnienie niemieckiej energetyki od rosyjskiego gazu.

W tej sytuacji wielką niespodzianką była reakcja społeczeństwa niemieckiego, a szczególnie niemieckich elit politycznych, na decyzję o uhonorowaniu w lipcu Putina nagrodą Kwadrygi. Jest ona przyznawana corocznie od 2003 roku przez niemiecką organizację pozarządową Werkstatt Deutschland osobom ze świata polityki, gospodarki lub kultury, które zainicjowały przemiany polityczne lub gospodarcze i wyznaczają kierunek na przyszłość. Laureatami nagrody w latach poprzednich byli między innymi Michaił Gorbaczow i Václav Havel. Prestiż nagrody wynika także z daty jej wręczania, jest nim bowiem święto zjednoczenia Niemiec – 3 października.

Decyzja jury o przyznaniu nagrody Putinowi była krytykowana przede wszystkim przez dysydentów z byłej NRD, ale również przez rzecznika rządu niemieckiego do spraw praw człowieka Markusa Löninga oraz przewodniczącego komisji zagranicznej w Bundestagu Ruprechta Polenza. Przewodniczący Zielonych Cem Özdemir wystąpił z jury, ponieważ decyzja zapadła pod jego nieobecność. Również Erika Steinbach, jako przewodnicząca komisji CDU do spraw praw człowieka, wypowiedziała się za zrewidowaniem decyzji jury. Ostatecznie jury podjęło decyzję o nieprzyznawaniu nagród w 2011 roku. W ten sposób już po raz drugi obywatele Niemiec wstrzymali nagrodzenie Putina. Po raz pierwszy nastąpiło to poprzez zablokowanie wręczenia doktoratu honorowego przez uniwersytet w Hamburgu w 2004 roku.

Zaskoczeniem dla opinii publicznej w Niemczech była reakcja prezydent Miedwiediewa. Podczas szczytu niemiecko-rosyjskiego w Hanowerze, gdy wydawało się, że kanclerz Merkel udało się już zbagatelizować skandal kilkoma zdawkowymi uwagami, Miedwiediew skrytykował stronę niemiecką, przy czym swoimi wypowiedziami sprawiał wrażenie, jakby to była nagroda przyznawana przez instytucję państwową. Mimo krytyki dotyczącej nagrody dla Putina obydwie strony podpisały kilkanaście ważnych umów gospodarczych.

Obecna partia opozycyjna SPD porusza sprawę naruszania praw człowieka i ograniczania swobody mediów w Rosji. Gernot Erler, wiceprzewodniczący frakcji SPD w Bundestagu i były wiceminister spraw zagranicznych wielkiej koalicji krytykuje kanclerz Merkel za „niedostrzeganie nieprawidłowości w rozwoju społeczeństwa obywatelskiego w Rosji”. Wydaje się to co najmniej dziwne, że były koordynator stosunków niemiecko-rosyjskich w dużej koalicji w latach 2004-2009 krytykuje obecny rząd za błędy poprzedniej koalicji, w której to SPD była bardziej powściągliwa wobec Rosji niż CDU. W tym czasie to przecież Frank-Walter Steinmeier (SPD) był ministrem spraw zagranicznych i pod jego kierownictwem została opracowana dotycząca Rosji strategia „partnerstwa dla modernizacji”, w której najważniejszą rolę odgrywa modernizacja gospodarki, nie zaś prawa człowieka.

Klasyczny podział na prorosyjską SPD i krytyczną wobec Rosji CDU powoli się zaciera. Coraz bardziej uwidacznia się podział na lobby gospodarcze, czerpiące korzyści z handlu z Rosją i krytyczne elity, zawiedzione Putinowską Rosją. Pierwsza grupa preferuje „stabilizację systemu”, którą zapewnia Putin. Druga grupa opowiada się raczej za Miedwiediewem, gwarantem modernizacji. Kanclerz Angela Merkel o wiele łatwiej dogadywała się z Miedwiediewem, co nie oznacza, że nie potrafi rozmawiać z Putinem. Obydwaj nie są jednak władcami absolutnymi Rosji, więc Merkel stara się nie opowiadać jednoznacznie za żadnym z nich. Świadomość deficytów tandemokracji rosyjskiej jest oczywista i nie podlega dyskusji. Sprawą dyskusyjną jest ocena dotychczasowego procesu transformacji i dalszych perspektyw dla Rosji. Dyskurs jest zdominowany przez dwie główne, skrajne grupy: do pierwszej należą osoby, które na pierwszym miejscu stawiają stabilizację w Rosji, i nadal wierzą, że podąża ona drogą transformacji. Do drugiej należą krytycy Rosji, którzy zdolność rosyjskich elit do reform stawiają pod znakiem zapytania i przyjmują krytycznie każdy krok Moskwy. W tej dyskusji decyzja o tym, kto z tandemu jest prezydentem, a kto premierem, nie odgrywa większej roli. Putin był zawsze i przez najbliższą dekadę pozostanie głównym rozgrywającym.

Cornelius Ochmann jest analitykiem niemieckiej Fundacji Bertelsmanna.

Artykuł ukazał się w dwumiesięczniku „Nowa Europa Wschodnia” 6/2011.
jubus @2011-11-02 09:14:07
Pan Ochmann, zapomniał dodać, że Miedwedew=Putin, czyli ta sama klika. Jeden i drugi nie gwarantuje żadnych reform, żadnych perspektyw rozwoju, a jedynie staczanie się Rosji do poziomu państwa satelickiego, kolonii surowcowej dla UE i ChRL, niezdolnego do suwerennego podejmowania decyzji w sprawie kierunku rozwoju.
Niemcy robią to, co nie udało się Hitlerowi czy Imperium Niemiec, tzn. podbój Rosji dla własnych celów.
Podobnie robią i będą robić Chiny, tak więc za jakieś 20-30 lat, Rosja będzie kondominium chińsko-niemiecko-francusko-polsko-włoskim.
adrianradom @2011-11-04 19:04:16
polskim to raczej nie Rosja będzie kolonia surowcową a polska montownia nie wiem tylko czy za Odrą będą się ciągnęły Niemcy i Francja czy Turcja i Algieria
jubus @2011-11-06 18:24:32
Nie wiadomo, nie wiadomo. Przewidywanie przyszłości nie ma sensu, biorąc pod uwagę to, że nawet demografii nie da się do końca przewidzieć. Żadnej Algierii we Francji czy Turcji w RFN nie będzie, bo dzietność obywateli francuskich pochodzenia afrykańskiego jest na poziomie rdzennych Francuzów obecnie, mimo, że kiedyś była znacznie większa. Tak samo jest w RFN, poza tym Turcy niemieccy wracają do Turcji, bo Turcja weszła na drogę szybkiego wzrostu ekonomiczno-społecznego i ma przed sobą bardzo dobre perspektywy. Jeśli Polska odpowiednio poprowadzi swoją politykę demograficzną i imigracyjną to na pewno stanie się jedną potęg Eurazji, obok Turcji. Ludność z obszaru byłego ZSRR może nam tylko w tym pomóc.
adrianradom @2011-11-07 10:08:08
w takim razie nie można też przewidzieć czy Rosja będzie kolonią czy nie
jeśli to się u nas 20 lat już robi i efektów nie widać
jubus @2011-11-08 09:08:50
Jak to nie można? Przecież już teraz gospodarka ChRL jest 4 razy większa od Polski, a wzrost gospodarczy 3 razy wyższy. Nawet jak Rosja zwiększy swój wzrost gospodarczy do 5-6 procent, jest wątpliwe w tej dekadzie, to i tak róznica między ChRL, a Rosją będzie drastycznie rosnąć. Za 20 lat, ChRL czy już może Republika Chińska (demokratyczna, zjednoczona z Tajwanem)będzie z 10-15 razy potężniejsza od Rosji.
Polska nadrabia natomiast swoje zapóźnienie wobec krajów UE i może stać się, obok Turcji, jednym z jej ważniejszych krajów. Tu nie da sie nawet tego porównywać, nasze perspektywy są drastycznie różne, bo my jesteśmy już teraz na innym poziomie, chociaż i tak zacofanym wobec starej Europy.