NEW |   Dwumiesięcznik społeczno-polityczny poświęcony Europie Wschodniej
en ru ua
O NAS | REDAKCJA | PRENUMERATA | GDZIE NAS KUPIĆ | REKLAMA | WYDAWCA | KONTAKT | RSS RSS

Titanic traci na atrakcyjności

kategorie: Publicystyka
dodano: 2011-11-07 17:00:00 przez: Andrzej Szeptycki

Jak przekonać Ukraińców, że Unia Europejska w jakościowy sposób różni się od Wspólnoty Niepodległych Państw, Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej, unii celnej czy innych eurazjatyckich projektów Rosji?

W Ojcu chrzestnym jest scena, której obejrzenie zalecam moim studentom. Po zabiciu odpowiedzialnych za próbę zamachu na swojego ojca Michael Corleone schronił się na Sycylii. Dla jego bezpieczeństwa w dzień i w nocy towarzyszyło mu dwóch lokalnych „żołnierzy” mafii. Jeden z nich marzył jednak o lepszym losie i w końcu zdradził „rodzinę”. Chciał wyjechać do Stanów Zjednoczonych i widząc amerykańskich żołnierzy przemierzających sycylijskie bezdroża, krzyknął za nimi: „Take me to America”. W tej scenie ukazane jest sedno sukcesu Stanów Zjednoczonych w okresie zimnej wojny i porażki ZSRR. W Polsce czy innych krajach Europy Środkowej nikt nie uganiał się za żołnierzami Armii Czerwonej, prosząc: „Wozmitie mienia w Sowieckij Sojuz”. To raczej czerwonoarmiści i NKWD wyłapywali Polaków i z własnej inicjatywy wysyłali ich w głąb ZSRR. O atrakcyjności Stanów Zjednoczonych oraz braku odpowiednich atutów po stronie ZSRR pierwszy pisał bodaj Zbigniew Brzeziński. Koncepcję amerykańskiej soft power rozwinął Joseph Nye.

Przywołana scena stanęła mi przed oczyma, gdy siedząc w paryskich Ogrodach Luksemburskich, przygotowywałem się do wykładu zatytułowanego roboczo „Polska i Unia Europejska”, jaki miałem wygłosić na Ukrainie. Chciałem przede wszystkim pokazać na polskim przykładzie, czym jest integracja europejska, jaka jest jej specyfika, dlaczego w moim przekonaniu zasadniczo różni się od wielu projektów reintegracyjnych na obszarze byłego ZSRR.

Na początku szło mi bardzo sprawnie. „Unia Europejska – zanotowałem – to grupa państw, które chcą razem żyć, współpracować, rozwijać się. Dlatego w dobrej wierze podejmują daleko idące zobowiązania ograniczające (bądź »uwspólnotowiające«) ich suwerenność. Te zobowiązania znane jako acquis communautaire na co dzień wpływają na życie nie tylko państw, ale i przedsiębiorstw i zwykłych obywateli”. „Unia Europejska to mocarstwo. Członkostwo w Unii to bycie w silnej drużynie, to możliwość skuteczniejszej realizacji swoich interesów narodowych”. „Na płaszczyźnie gospodarczej UE to dla Polski przede wszystkim znacząca pomoc finansowa, na płaszczyźnie społecznej – możliwość swobodnego podróżowania bez wiz i kontroli granicznych na obszarze od Bugu po Lizbonę”.

Tu ogarnęły mnie wątpliwości. Jaka chęć życia razem, skoro część europejskich społeczeństw była/jest przeciwna poszerzeniu Unii, bojąc się napływu taniej siły roboczej („polski hydraulik”) i wzrostu wydatków ze wspólnej kasy? Jakie „uwspólnotowienie” suwerenności, skoro kluczowe decyzje zapadają na szczeblu międzyrządowym, a ich najważniejszym kryterium pozostają często interesy narodowe? Jakie działanie w dobrej wierze, skoro co najmniej kilka państw z Grecją na czele zdołało wejść do strefy euro jedynie dzięki „kreatywnej księgowości”? Taka postawa zresztą przez lata była znakiem rozpoznawczym Grecji. Jakie mocarstwo, skoro dziś Unia Europejska musi prosić o pomoc finansową Chiny? Jak przekonać Ukraińców, że Unia w jakościowy sposób różni się od Wspólnoty Niepodległych Państw, Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej, unii celnej czy innych eurazjatyckich projektów Rosji? Te kraje (a przynajmniej ich przywódcy) też tworzą drużynę, przez co czują się silniejsze. Wystarczy przypomnieć, że WNP niejednokrotnie legitymizowała wybory w krajach członkowskich – w tym „zwycięstwo” Wiktora Janukowycza w 2004 roku. Czymże innym, jak nie pomocą gospodarczą, był wieloletni eksport przez Rosję surowców energetycznych po zaniżonych cenach? Przecież tylko dzięki temu mogła jako tako funkcjonować ukraińska gospodarka, nie wspominając już o białoruskiej. Ukraińcy mogą swobodnie podróżować do Rosji. Korzystają z tego szczególnie chętnie mieszkańcy wschodnich obwodów, gdzie granica jest często równie niezauważalna, jak pomiędzy krajami Schengen.

Miałem jeszcze napisać o znaczeniu standardów demokratycznych, uczciwej rywalizacji politycznej, przejrzystości życia publicznego, ale gdy przypomniałem sobie sprawę Beaty Sawickiej, aferę gruntową, próby postawienia przed wyborami lidera opozycji przed Trybunałem Stanu czy niedawno wprowadzone ograniczenia w dostępie do informacji publicznej, to zrezygnowałem.

Unia Europejska znalazła się w głębokim kryzysie. Ktoś powie, że zawsze tak było, że integracja europejska budowała się poprzez kryzysy (fiasko projektu Europejskiej Wspólnoty Obronnej – kryzys pustego krzesła – kwestia rabatu brytyjskiego – odrzucenie traktatu z Maastricht w Danii – odrzucenie Traktatu Konstytucyjnego we Francji i Holandii etc.). To prawda, niemniej tamte problemy były innej natury. Miały one charakter polityczny w tym sensie, że politycy czy społeczeństwa nie mogli się porozumieć co do pewnych kwestii – najczęściej co do tego, jak dalej iść razem naprzód. Teraz przed UE stanęło wyzwanie o charakterze ekonomicznym. Europejski model okazał się za szczodry – szczególnie dla krajów PIIGS (Portugalia, Włochy, Irlandia, Grecja, Hiszpania). Zamiast spodziewanej modernizacji i skuteczniejszej rywalizacji z innymi wielkimi graczami Europejczycy – szczególnie ci mniej zamożni – przejadali europejskie fundusze. Dziś skutki tej sytuacji widać w krajach Europy Południowej, jutro, jak sądzę, pojawią się w Polsce.

Bal na Titanicu trwa. W paryskich brasseries miejscowi z wolna piją kawę i dyskutują o nowościach rynku wydawniczego, zdrowym stylu życia i polityce. Tymczasem Chińczycy pracują dziesięć-dwanaście godzin na dobę. Rząd ChRL będzie musiał jedynie zdecydować, gdzie ulokować nadwyżkę środków finansowych – w kapryśnej Europie mówiącej (coraz rzadziej wprawdzie) o prawach człowieka, a może w zaprzyjaźnionych krajach afrykańskich lub na obszarze poradzieckim, zwłaszcza w Azji Środkowej?

UE traci swoją soft power. Nie wiem, czy wpłynęło to na postawę ukraińskich władz w ostatnich miesiącach, gdy ważył się los Julii Tymoszenko i umowy stowarzyszeniowej. W moim mniemaniu nie można tego wykluczyć. Jest natomiast pewne, że w tych okolicznościach coraz trudniej będzie nam promować integrację europejską w krajach wschodniego sąsiedztwa.

„Było dla mnie zaszczytem grać z wami, panowie”.

Andrzej Szeptycki jest adiunktem w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, członkiem Rady Forum Polsko-Ukraińskiego. Stały współpracownik „Nowej Europy Wschodniej”.
Natasha @2011-11-08 11:54:30
Co prawda, to prawda. Jak UE chce rozwiązywać problemy sąsiadów zza wschodniej granicy, skoro nie potrafi skutecznie rozwiązać własnych....
jubus @2011-11-08 13:09:01
Partnerstwo Wschodnie nie zostało stworzone aby rozwiązywać problemy krajów Ukrainy,Białorusi, Mołdowy czy innych. To od nich zależy czy chcą rozwiązywać swoje problemy. Nikt za Mołdawię nie wybierze prezydenta i nie przeprowadzi reform, podobnie jak UE nie pomoże Ukrainie w jej procesie demokratyzacji.
red @2011-11-08 13:51:09
@jubus - nie to było tematem tego tekstu. nie chodzi w nim o to, że UE rozwiązać za te kraje ich własne problemy. Istotą tego tekstu jest wiarygodność unii, która na własne jej życzenie ostatnimi czasy strasznie została nadszarpnięta. problemem jest atrakcyjność, którą niewiasta zwana Europą zaczyna tracić.
jubus @2011-11-08 21:55:11
Oczywiście się z Panem zgodzę, że UE traci wiarygodność i atrakcyjność, ale to jest niestety wynik grzechu sprzed 20 lat, czyli przekształcenia EWG w WE/UE. Po co w ogóle tworzono UE, euro i te wszystkie głupoty typu wspólna polityka zagraniczna i obrony?? Przecież od razu wiadomo było, że to jest sztuczne i nierealne, bo nie da się ustanowić jednego ciała z kompletnie nie przylegających do siebie organów. EWG funkcjonowała bardzo dobrze, zanim nie zaczęto majstrować przy całym projekcie i nie postanowiono tworzyć anty-USA, czyli de facto drugiego ZSRR. Tak jak ZSRR nie był wiarygodny i nie potrafił ostatecznie przyciągnąć do siebie wielu krajów (chociażby w ramach współpracy w ramach RWPG), tak nieatracyjny jest obecny kształt Unii Europejskiej. Niech UE wróci do tego co było sprzed Traktatu z Maastricht i niech wszyscy pomyślą raz jeszcze w jakim kierunku to się powinno rozwijać, bo obecny kierunek zawiódł kompletnie.
anonymus @2011-11-09 00:40:29
Gdyby pierwsze zdanie brzmiało : Jak jako Polacy przekonać Ukraińców ... itd ? teks byłby bardziej śmieszny. Zapewne Niemcy jako bardziej bogaty i cywilizowany kraj szybciej przekonaliby Ukraińców do UE. Ale czy im na tym zależy ? Pewnie o wiele mniej niż pewnej polskiej garstce mitomanów międzymorza. I taka jeszcze jedna myśl czy Polska to dla Wschodu Zachód ? Czy jeśli chodzi o kategorie tego Zachodu gdzie emigrowały rzesze ze Wschodu (na wschód ,,emigrowano'' przymusowo'':)nie jesteśmy nawet przedsionkiem ?) Bo ja obawiam się że dla Ukraińców Zachód to rzeczywistość w promieniu ok. 2000tys. km. od Ogrodów Luksemburskich:)Skłonności do przeceniania swoich zamierzeń i dokonań drzemią w społeczeństwie polskim od zawsze.
jubus @2011-11-09 09:41:10
Strzał w dziesiątkę z tym komentarze, panie anonimie.
Mnie to też śmieszy, że kraj, który miał w ciągu XX wieku zaledwie 20 lat demokracji (1918-1926 i 1989-2000)chce pouczać innych. Nie robią to Szwedzi, Szwajcarzy, Brytyjczycy, Irlandczycy, którzy mieli długą i nieprzerwaną niczym tradycją demokracji.
Poza tym zgodzę się do idei Międzymorza. Sam jestem jej zwolennikiem, ale zwolennikiem realistą. Międzymorze przedwojenne, bez Ukrainy i Białorusi, bez Bułgarii i bez Grecji jest najlepsze dla Polski oraz dla innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Nie zgodzę się co tego, że to Niemcy akurat mieliby przekonywać Ukraińców do UE bo to państwo i ten naród zawsze traktował Europę Wschodnią jako obszar dominacji i kolonializmu, w większym stopniu nawet niż Polska.
Moim skromnym zdaniem, wpierw należy zająć się Turcją i wciąganiem jej do UE, a także Rosją, która jest dla Ukrainy dużo atrakcyjniejsza, głównie ze względu na podobną tradycję i związki społeczne.
Oczywiście wciąganie Turcji i Rosji do UE powinno polegać na twardej polityce wobec tych państw, nie powinno się tolerować np. autorytarnych lub imperialnych zapędów Erdogana i Putina, zresztą Putin powinno się traktować jako persona non grata, podobnie jak Łukaszenkę.
miłośnik kukułek @2011-11-09 20:58:13
UE jest armadą dobrze wyposażonych i nowoczesnych statków, na których zasadniczo panuje ład i porządek (rule of law). Nie przeczę, wzburzone fale morskie (symbolizujące rzeczywistość międzynarodową, zwłaszcza MSG) od czasu do czasu przelewają się przez mniejsze jednostki, zwłaszcza te płynącę z większym balastem, natomiast zatonięcie im nie grozi. Natomiast Ukraina jest małą, do cna przerdzewiałą galerą z kapitanem-zamordystą, nie tylko z balastem, ale i z dziurami, które są łatane doraźnie....Pytanie, czy w przypadku większej burzy, ta łajba nie zatonie, bo sił na łatanie nie stanie....
jubus @2011-11-10 00:01:19
Oczywiście pisze pan rację. Ja nie wiem w ogóle jak można porównywać Ukrainę do krajów europejskich, które istniały przed 20 laty? Ukraina z Rosją, Białorusią czy innymi post-sowieckimi krainami, to inny świat. 3 świat, który niedługo zostanie przegoniony nawet przez państwa afrykańskie, które w ostatnie dekadzie dokonały dużego skoku cywilizacyjnego i gospodarczego.
Turcja, o której napisałem powyżej to inna półka, bo oni już blisko 100 lat temu wybrali Europę, zmienili alfabet z arabskiego na łaciński, zmienili stroje, zasady panujące w państwie. Potem mieli sporo problemów, ale Turcja jest dużo bardziej europejska niż Ukraina, Rosja czy jakikolwiek kraj WNP. Od kilkunastu lat mają rządy w pełni demokratyczne, wolnorynkową gospodarkę, państwo świeckie. Może to Turcja powinna stać się wzorem do naśladowania dla Ukrainy, Rosji, Gruzji, Białorusi i innych krajów, a nie Polska, która niedługo zostanie przegoniona przez Turcję pod względem cywilizacyjnym??