NEW |   Dwumiesięcznik społeczno-polityczny poświęcony Europie Wschodniej
en ru ua
O NAS | REDAKCJA | PRENUMERATA | GDZIE NAS KUPIĆ | REKLAMA | WYDAWCA | KONTAKT | RSS RSS

Strach przed detronizacją

kategorie: Przeglądy
dodano: 2011-11-17 23:00:00 przez: Karolina Słowik

PRZEGLĄD BIAŁORUSKI

Galopująca inflacja na Białorusi sprawia, że jedni tracą wszystko, a niektórzy budują fortuny. Aleksander Łukaszenka coraz wyraźniej okazuje obawy o utratę władzy – stąd umocnienie klasy oligarchów, błyskawiczne mianowanie generałów czy publiczny proces Alesia Bialackiego.

Mimo inflacji – zakwalifikowanej przez ekonomistów już do galopującej – białoruscy oligarchowie za przyzwoleniem prezydenta zakładają nowe firmy, otwierają lokale i prywatyzują majątek państwowy. „Arche. Początek” opublikowało sylwetki tych, którym sytuacja gospodarcza oraz zaufanie głowy państwa pozwoliły na intratne interesy.

W systemie autokratycznym musi być miejsce na lojalnych bogaczy, by móc utrzymać się przy władzy (na początku września zwrócił na to uwagę Andrzej Poczobut w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” z białoruskim ekonomistą Jarosławem Romańczukiem). Zaangażowany w budowę nowego lotniska w Mińsku Uładzimir Piafcieu jest również właścicielem Biełtech Holding, na który między innymi Unia Europejska zdecydowała się nałożyć sankcje ekonomiczne. Ma zakaz prowadzenia interesów w krajach Unii Europejskiej, a jego aktywa na zachodzie zostały zamrożone. Kolejny białoruski oligarcha Alaksandr Maszenski to były doradca prezydenta podczas wyborów w 2010 roku. Obecnie jest właścicielem największej na Białorusi firmy mleczarskiej. Natomiast przedsiębiorstwo budowy dróg, zajmujące się również produkcją pługów śnieżnych, należy w całości do Alaksandra Szakucina, którego majątek wycenia się na około 435 milionów rubli białoruskich.

Dla porównania: według Narodowego Banku Republiki Białoruś, zadłużenie wewnętrzne Białorusi 1 stycznia 2011 roku wynosiło 252 miliony białoruskich rubli brutto. Ceny od października 2010 roku do marca 2011 roku wzrosły już o 89 procent, jak podał białoruski wiceminister finansów Aleksandr Jaroszenko. Winą za tę sytuację Białorusini obarczają prezydenta. Według badań białoruskiego niezależnego ośrodka analitycznego NISEPI, aż 61 procent badanych za przyczynę kryzysu gospodarczego uznało Aleksandra Łukaszenkę. Prezydencki rating popularności spada już od czasu wyborów prezydenckich 19 grudnia 2010 roku.

***

Media zachodnie z niepokojem przyglądają się militaryzacji, którą równie zaniepokojony spadkiem poparcia społecznego Łukaszenka próbuje wprowadzić. Państwowa agencja informacyjna BiełTA mówi o 120 tysiącach dodatkowych żołnierzy, którzy mają zasilić białoruską armię w obliczu nacisków na reżim z Zachodu i niestabilności wewnętrznej w państwie. Nowe oddziały będą na razie wspierać regularne, których liczebność szacuje się na 100 tysięcy żołnierzy. „Die Welt” podaje, że nie jest do końca jasne, czy będzie to paramilitarny oddział milicji, czy nowy oddział wojskowy. Faktem jest zaś to, że w ciągu zaledwie jednego dnia na Białorusi pojawiło się siedmiu nowych generałów. Z nadania prezydenta stopień generalski otrzymali gubernatorowie i mer Mińska.

Na oficjalnym portalu prezydenta widnieją fotografie z przeprowadzonych szkoleń wojskowych w obronie militarnej, w których – 4 listopada koło Grodna – brał udział Aleksander Łukaszenka ze swoim siedmioletnim synkiem Kolą (towarzyszy ojcu od 2009 roku we wszystkich uroczystościach, również w wizytach zagranicznych). Jak podaje „Białoruski Partyzant”, głowa państwa zademonstrowała, jak w praktyce znaleźć i wyeliminować sabotaż, a także wrogie grupy poprzez siły lądowe oraz specjalne siły zbrojne. Polscy i niemieccy publicyści wiążą tę nagłą militaryzację również z wydarzeniami w Libii oraz losem dyktatora Muammara Kaddafiego, o którym Łukaszenka wspomniał po raz pierwszy po jego zabójstwie. „Jak możemy ocenić działania wojsk NATO w Libii? Jako naruszenie mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ” – powiedział państwowej agencji BelaPAN.

***

Gra o zakładników, w którą Łukaszenka próbuje wciągnąć kraje europejskie, toczy się nadal. Uznany za więźnia sumienia przez Amnesty International Aleś Białacki, aresztowany 4 sierpnia, działacz na rzecz praw człowieka białoruskiej organizacji Wiosna może zostać skazany nawet na siedem lat więzienia. Ostatni proces odbył się 16 listopada. Prokurator już dwa tygodnie wcześniej ogłosił ustanowienie nowych zarzutów. Okazało się, że różnią się tylko jednym fragmentem, który nie wnosi nic nowego do przebiegu procesu. Ogłoszono przerwę do 22 listopada. Owo „granie na czas” i podnoszenie napięcia w trakcie procesu obserwują między innymi ambasadorzy Polski, Litwy i Niemiec.

Amnesty International domaga się natychmiastowego uwolnienia Białackiego.

Karolina Słowik

Brak komentarzy