PRZEGLĄD AZERBEJDŻAŃSKIAzerbejdżański minister spraw zagranicznych oświadczył, że Baku nie uznaje wyborów prezydenckich w Osetii Południowej. Szefowa unijnej dyplomacji przybyła z jednodniową wizytą do Azerbejdżanu. Azerowie domagają się od Rosjan zwiększenia opłat za dzierżawę stacji radarowej w Gabali. Natomiast rosyjska „Niezawisimaja Gazieta” ostrzega przed wojną na Morzu Kaspijskim.
W specjalnie wydanym 18 listopada oświadczeniu azerbejdżański minister spraw zagranicznych Elmar Mammadiarow zakomunikował, że Baku nie uznaje wyborów prezydenckich przeprowadzonych 13 listopada w Osetii Południowej (region cchinwalski). Ponadto w dokumencie można było przeczytać, że Azerbejdżan w pełni popiera suwerenność i integralność terytorialną Republiki Gruzji. Wyrażona została także nadzieja, że dialog dotyczący ułożenia relacji pomiędzy Gruzją a jej separatystycznymi częściami, Osetią Południową i Abchazją, będzie kontynuowany.
Warto podkreślić, że z podobnym oświadczeniem wystąpiło gruzińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych w sierpniu bieżącego roku, w którym potępiło „nielegalne wybory” do władz lokalnych w Górskim Karabachu i wyraziło zdecydowane poparcie dla integralności terytorialnej Azerbejdżanu. Gruzińskie MSZ w niemal identyczny sposób odniosło się do wyborów parlamentarnych w Górskim Karabachu z maja 2010 roku.
***
Wysoka przedstawiciel Unii Europejskiej do spraw Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa Catherine Ashton przybyła 15 listopada z jednodniową wizytą do Azerbejdżanu. Spotkała się z prezydentem Ilhamem Alijewem i ministrem spraw zagranicznych Elmarem Mammadiarowem. Rozmowy dotyczyły uregulowania konfliktu wokół Górskiego Karabachu, kwestii bezpieczeństwa energetycznego Europy i realizacji związanej z tym zagadnieniem unijnej inicjatywy Południowego Korytarza Energetycznego oraz uczestnictwa Baku w Partnerstwie Wschodnim.
Przedstawicielkę Unii Europejskiej powitała demonstracja azerbejdżańskich opozycjonistów, którzy jednak zostali w brutalny sposób rozpędzeni przez służby porządkowe. Domagali się zwolnienia z więzienia swoich kolegów, skazanych na karę pozbawienia wolności za udział w podobnym proteście.
Ponadto środowiska inteligenckie, reprezentanci opozycyjnych partii politycznych i organizacji społeczeństwa obywatelskiego wystosowali do Catherine Ashton oświadczenie dotyczące stale pogarszającej się sytuacji w zakresie przestrzegania podstawowych praw człowieka w Azerbejdżanie. W liście podkreślono, że wielu przywódców społeczności międzynarodowej utrzymuje kontakty z autorytarnym reżimem w Baku, mając na względzie przede wszystkim interesy gospodarcze i energetyczne, a nie poszanowanie demokracji, praw człowieka i rządów prawa.
***
21 listopada wiceminister spraw zagranicznych Azerbejdżanu Araz Azimow oświadczył, że jego kraj zamierza kilkakrotnie podnieść opłatę za stację radarową w Gabali, dzierżawioną Federacji Rosyjskiej. Dotychczas Azerowie za użyczenie Rosjanom stacji pobierali opłatę w wysokości 7 milionów dolarów rocznie. Trzy dni wcześniej rosyjski minister obrony Anatolij Sierdiukow ogłosił, że jego kraj zamierza przeprowadzić modernizację obiektu, która miałaby polegać na utworzeniu na bazie stacji radarowej nowej generacji. Minister dodał, że Rosja chciałaby także zmniejszyć dzierżawioną powierzchnię. Rosja i Azerbejdżan prowadzą aktualnie negocjacje w sprawie przedłużenia umowy dzierżawy o kolejne trzynaście lat, do 2025 roku.
Po rozpadzie Związku Radzieckiego status stacji w Gabali został uregulowany dopiero w 2002 roku. Wtedy postanowiono o jej wynajęciu Rosji na okres dziesięciu lat. Znajduje się poza jurysdykcją azerbejdżańską. Na jej terytorium stacjonują dwa tysiące rosyjskich żołnierzy. Ma strategiczne znaczenie dla Federacji Rosyjskiej, gdyż pozwala kontrolować przestrzeń powietrzno-kosmiczną aż do Oceanu Indyjskiego i Półwyspu Arabskiego.
***
Rosyjski dziennik „Niezawisimaja Gazieta”, reprezentujący poglądy rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ostrzegł przed możliwością eskalacji napięcia wokół Morza Kaspijskiego, co w przyszłości może doprowadzić nawet do powtórki wydarzeń z sierpnia 2008 roku, czyli wojny gruzińsko-rosyjskiej. Rosjanie są niezadowoleni z poparcia Unii Europejskiej dla budowy infrastruktury przesyłowej, która połączy Turkmenistan z Azerbejdżanem (Gazociąg Transkaspijski), tym samym umożliwiając transport gazu z regionu Morza Kaspijskiego na rynki europejskie. Połączenie to stałoby się częścią projektu gazociągu Nabucco, którego budowa ma ruszyć w 2013 roku, a zakończyć się w 2017 roku. We wrześniu Komisja Europejska udzieliła specjalnego mandatu do negocjacji z Baku i Aszchabadem.
Rosjanie uznali ten krok za wtrącanie się w sprawy pięciu krajów położonych nad Morzem Kaspijskim (Federacja Rosyjska, Turkmenistan, Kazachstan, Azerbejdżan i Iran) i nieuwzględnianie sytuacji prawnomiędzynarodowej oraz geopolitycznej w regionie. Wymienione wyżej państwa od wielu lat negocjują nowy status prawny Morza Kaspijskiego. Jednak Unia Europejska, która popierając nowe korytarze transportowe, chce uniezależnić się od dostaw z Rosji, nie zamierza zrezygnować z tych dążeń i nieoficjalnymi kanałami miała zagrozić Moskwie przeszkodami w realizacji projektu Gazociągu Południowego.
Nieuregulowanie kwestii prawnych związanych z tym bogatym w surowce naturalne akwenem powoduje problemy z realizacją nowych projektów energetycznych, co jest na rękę Moskwie, mogącej utrzymywać w ten sposób monopol na dostawy gazu do krajów członkowskich Unii Europejskiej. Jeśli jednak morze zostanie podzielone w sposób niekorzystny dla Rosji, na przykład na pięć równych części lub na podstawie długości linii brzegowych poszczególnych krajów, a Turkmenistan, Azerbejdżan i Unia Europejska zaczną realizować nowe inwestycje energetyczne, to Moskwa może zdecydować się na obronę swoich interesów przy użyciu siły militarnej.
Wojciech Wojtasiewicz
Brak komentarzy